Grindhouse: Death Proof
K: Czekam na każdy nowy film Tarantino i bardzo lubię 80 procent z nich, ale ten tutaj koleżka, to była porażka. Równolegle Rodriguez zrobił „Grindhouse: Planet Terror” i jego film oglądało mi się całkiem przyjemnie, bo był przegiętą zgrywą z kina klasy Z. U Tarantino forma jest wszystkim, a sama fabuła nudzi, bohaterki nie są warte zapamiętania i nawet to co zawsze u niego było tak dopieszczone – dialogi napisane są tak od niechcenia i bez tego napięcia jakie widać w innych jego filmach. To już nie naigrywanie się ze słabych filmów, a zwyczajne ich odtworzenie.
Spirited Away: W krainie Bogów
K: Co jest takiego w tej japońskiej bajce, że dzisiaj stała się wręcz kultowa, to nie mam pojęcia. Fabuła wygląda jak takie typowe odhaczanie. Bohaterka wędruje sobie po tajemniczej krainie i po drodze spotyka różne dziwne stworzenia i innych tajemniczych ludzi. Niektórzy – jeśli nie większość – pojawiają się i zaraz znikają, nie mając żadnego wpływu na historię poza jej wydłużeniem. Całość ma potencjał na coś większego, ale ostatecznie tego nie otrzymujemy. Próbowałem przekonać się do anime. Znowu się nie udało.
Bliżej
K: Ten film chyba powstał na podstawie jakiegoś harlequina, a nie sztuki teatralnej jak nam wmawiają. Fabuła sprowadza się do wymieniania się partnerami w ramach czwórki naszych bohaterów. Jak chcecie zobaczyć jak zachowują się socjopaci, to zapraszam do naszego zoo na seans „Bliżej”. Jeśli coś mogłoby uratować ten film, to obsada. Jude Law, Natalie Portman, Cliwe Owen i Julia Roberts – to robi wrażenie, ale bezdennie głupie zachowanie ich bohaterów tylko irytuje. No i dialogi – oni ze sobą w ogóle normalnie nie rozmawiają. Takiej sztuczności, to nie widziałem nawet w piersiach Pameli Anderson (badum-tss)
Córki Dancingu
K: Oto nasz ostatni przebój eksportowy – pretensjonalna wydmuszka, która próbuje udawać musical. Gdyby spisać te dialogi, to można by z nich ułożyć wszystkie teksty na najnowsze albumy Comy i Marii Peszek. Dawno nie widziałem takiego natężenia bzdur, ale – co trzeba przyznać – potencjał był. Tylko dlaczego twórcy umieścili akcję w PRL-u, a właściwie w ogóle nim nie grali? Dlaczego, robiąc musical (?) nie napisali chociaż jednej sensownej piosenki? Takiej, która miałaby jakąś melodię, że o tekście, który nie sprawiałby wrażenia pisanego na kolanie nie wspomnę. Polscy widzowie również średnio docenili tę kinową grafomianię, ale krytycy chyba niedługo nazwą „Córki Dancingu” najlepszym filmem od czasu „Człowieka z żelaza”.
Pod Mocnym Aniołem
K: Najlepszy polski film o uzależnieniach to „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”. I to nam wystarczy. Wojciech Smarzowski zaliczył pierwszą (i oby ostatnią) wpadkę w karierze. Ekranizacja prozy Pilcha wygląda jak pokaz krótkich scenek z alkoholikami w roli głównej. Czy ktoś pamięta w ogóle jaka tam była fabuła? Czy ona tam w ogóle zaistniała? Na plus oczywiście kreacje aktorskie głównie Więckiewicza i Dziędziela, ale nie po to idę do kina, by oglądać tak bardzo niespójną historię. Trochę to wygląda jak kilka krótkometrażowych dokumentów z alkoholikami w roli głównej.
Ida
K: Jedyny polski film w historii, który zdobył Oscara za najlepszy film nieanglozjęzyczny. Wielki sukces, ale jeszcze niektórzy pomyślą, że jest lepszy np. od takiej „Ziemi obiecanej”, która miała „tylko” nominację. Tak działają nagrody filmowe. Żeby było jasne: nie podzielam entuzjazmu nie ze względu na tematykę np. takie „Pokłosie” mi się nawet podobało. Niesłusznie film zbiera baty wyłącznie dlatego, bo „polakuf obrażajo”. Zacierają się w ten sposób inne jego wady na czele z przeraźliwie nudną historią, którą bronić mają wyłącznie piękne nieruchome kadry – to trochę za mało.
„Hobbit: Bitwa pięciu armii”
K: Oto efekt zrobienia trylogii na podstawie małej książeczki. W dwóch pierwszych częściach szli, bili się, szli, bili się, a w trzeciej już tylko się leją. Piękne efekty specjalne szybko się nudzą i po kilkudziesięciu minutach walki ogląda się ze znużeniem. Nie mają nawet startu do epickich starć z „Władcy pierścieni”. Całość wygląda jak powtórka z rozrywki, ale gorsza z bardziej dziurawym scenariuszem i absurdalnymi decyzjami bohaterów. Może, gdyby tak scenarzyści się trochę wysilili, to dałoby się coś uratować, a tak otrzymaliśmy przewidywalną superprodukcję.
Olu i Konrad
15 thoughts on “19 filmów, które lubią wszyscy… oprócz nas”
Comments are closed.







Z tych filmów, które podobno wszyscy lubią, mi się podobał jedynie ,,Mój tydzień z Marlin”, był całkiem znośny, ale co fakt, to fakt, że aktorka, która grała rolę Marlin mogła być inna. Co do reszty mam podobne odczucia 🙂
He, he, uśmiałem się. Rzeczywiście większość tych filmów ciężko jest obejrzeć. Co do niektórych to tylko chyba z sentymentu można podejść. Z Idą się zgodzę i pewnie dorzuciłbym jeszcze trochę innych problemów z tym filmem. No cóż życie. Pozdrawiam i dzięki za wpis.
Krzysztof
http://www.naturawkadrze.pl/
Ciekawe podejście 🙂 Interesujące zestawienie
Z wymienionych znam tylko Małą Moskwę, ale szczerze to jakoś średnio mi przypadła do gustu. A co do reszty filmów to jakoś opisy i Wasze opinie nawet mnie nie zachęciły do obejrzenia.
Cóż, nie taki był ich cel 😀
Oglądałam jedyni Pamiętnik i mi się nie podobał. Nie lubię takich filmów 🙂
Hahaha, niezłe zestawienie 😉 Quo Vadis faktycznie straszne, ale on chyba ludzi i krytyków filmowych tez nie zachwycił 😉
Na Filmwebie ma całkiem przyzwoitą notę 7.0 😉
serio? ooooo masakra 😀
Na całej tej liście jest tylko jeden film, który można powiedzieć że lubię, a właściwie lubię jego reżysera Tima Burtona, więc chyba to nie do końca jest tak, że lubią je wszyscy.
Tak jest, dlatego na początku zaznaczyliśmy, że jest to świadome uogólnienie – piszemy tutaj o filmach, które lubi i ceni większość osób w naszym otoczeniu oraz/lub mają dobre i bardzo dobre noty np. na Filmwebie 🙂
Co do opisu „Pod mocnym aniołem” pełna zgoda. Też tak miałem…
Hm i dało mi to do myślenia, że oprócz Star Wars i Władcy Pierścieni, chyba jest więcej kultowych produkcji, które powinnam nadrobić… Z tych, które tu wymieniacie znam jedynie Spirited Away, Avengers i Hobbita. Do reszty mnie nawet nie ciągnie, choć myślałam, że znajdę w tym zbiorze kolejne tytuły, które będę mogła sobie machnąć dziś wieczorem 🙂 Jednak nie. Jeśli chodzi o Hobbita, próbowałam przeczytać książkę, podchodziłam do niej dwa razy i jak dotąd bezskutecznie. Najdalej doczytałam do spotkania tych wielkich trolli (chyba trolli?), które chciały pożreć bohaterów. Fakt, że z wojną (luby, który Hobbita kocha, mówi, że tam żadnej wojny na końcu nie było) trochę przesadzili, bo w pewnym momencie zaczęły mi się mieszać tytuły i zastanawiałam się czy to Hobbit czy Władca Pierścieni 🙁 Choć ogólnie zarówno Władca, jak i Hobbit bardzo mi się podobali i nawet oglądałam kilka razy 🙂 Ale co do Avengersów.. Cóż. UWIELBIAM tę serię, wszystkie części, Ironmana, Thora, Kapitana Amerykę, po prostu wszystkich 🙂 Uwielbiam dialogi między nimi, które często doprowadzają mnie do śmiechu,ich zdolności i nadprzyrodzone moce, latający młot i wielką, zieloną bestię 🙂 Taki mój gust, a podobno w każdym z nas zostaje odrobina dziecka 😉 Pozdrawiam Was serdecznie!
P.S. A w kwestii Spirited Away polecam gorąco Hauru <3 🙂