Loading

Jakiś czas temu wybraliśmy filmy, które lubią prawie wszyscy oprócz nas (tutaj klikamy). Teraz czas na drugą stronę medalu, czyli filmy, które my lubimy, a inni jakoś w większości ich nie docenili. Gdy już je wybraliśmy, wyszło na to, że znalazło się tam całkiem dużo komedii. Widocznie mamy poczucie humoru, którego nie podziela większość społeczeństwa. Dobrze, że tak rzadko opowiadamy dowcipy, bo byłoby niezręcznie.

Pan Tadeusz

Para na film - Pan Tadeusz

Olu: Jedna z moich ukochanych, przekatowanych książek. Takich, z których pamiętam obszerne fragmenty przypominające mi się w nieoczekiwanych momentach i tylko świadomość, że wyjdę na dziwaka (bo to nie treść inwokacji, tylko przypadkowe wersy z kolejnych ksiąg), sprawia, że nie wypowiadam ich na głos. Dlatego, gdy pojawiła się ekranizacja Andrzeja Wajdy z tyloma znakomitymi nazwiskami w obsadzie, gdy jeszcze w fazie produkcji rozbrzmiała muzyka Wojciech Kilara, ucieszyłam się wielce i odliczałam dni do premiery. Nie zawiodłam się. Niespieszna akcja, urok codzienności, piękno przyrody i melodia trzynastozgłoskowca… Dodajmy do tego charaktery naszkicowane wdzięcznie i z przymrużeniem oka. Wszystko się zmieściło! Jeśli ktoś nie lubił “Pana Tadeusza” w mickiewiczowskiej odsłonie, raczej małe szanse były, że go polubi. Ale jeśli lubił – nie wiem, czego jeszcze mógłby oczekiwać. Faktem jest, że na adaptację posypały się gromy i sporo szyderstwa. Dla mnie Wajda stworzył adaptację klasyczną, wierną pierwowzorowi, a przy tym nienapuszoną, oczywiście biorąc pod uwagę hermetyczność i rygor na poziomie formy. Prawie każda postać (oprócz papierowej pary: Zosi i Tadeusza) pierwszo- drugo- i trzecioplanowa budzi moje rozrzewnienie, także teraz z perspektywy – bagatela – 17 lat. Lojalnie przestrzegam: nie polecam seansu “Pana Tadeusza” w moim towarzystwie, bo mówię wszystkie teksty razem z filmem, a chyba trudno o bardziej irytującą przypadłość.

Kołysanka

Para na film - Kołysanka

O: Pamiętam, że wybrałam się na ten film bez większych oczekiwań, a ubawiłam się setnie. Jakież było moje zdziwienie, gdy w “Polityce” trafiłam na recenzję oceniającą “Kołysankę” na 1/6. Jak to leciało? “Nieśmieszny pastisz kina grozy, z którego ma się ochotę jak najszybciej wyjść”. Ponieważ to zdanie dotyczy emocji, nie będę z nim polemizować. Mnie nie tylko nie w głowie było wychodzenie z kina, ale ucieszyłam się, że polski reżyser sięga po konwencję z filmów o wampirach i nie kończy się to porażką. Juliusz Machulski nie bał się zabawy surrealizmem, dzięki czemu dostaliśmy film przewrotny, ironiczny, z czarnym humorem, którego tak bardzo brakuje w polskich produkcjach. Każdą próbę wkroczenia przez reżyserów na dziewiczy ląd powinniśmy doceniać, zamiast zbywać lakoniczną i lekceważącą krytyką. Oczywiście z perspektywy czasu dostrzegam fragmenty, w których można byłoby zrobić coś lepiej, subtelniej, bardziej oryginalnie. Zwłaszcza gdy już widziało się parę filmów o tej tematyce (fantastyczny nowozelandzki tytuł “Co robimy w ukryciu” pozostaje dla mnie nie do pobicia) i zna się te schematy, można mieć niedosyt, nie przeczę. Ale w dalszym ciągu to kawał przyzwoitego kina. Obsada wyśmienita, a chwytliwy motyw muzyczny Michała Lorenca wpada w ucho. Smutne w tym wszystkim jest to, że tylko jeden niemłody już Machulski ma ambicje i odwagę, by rozszerzać granice gatunkowe polskiej komedii (z różnym skutkiem). Alternatywą jest niestety zalewający nas ocean rodzimych komedii romantycznych, w którym twórca “Seksmisji” jest jednym z ostatnim rozbitków.

Ajlawju

Para na film - Ajlawju

O: Ze wszystkich filmowych szaleństw Marka Koterskiego ten film wysuwa się na czoło najbardziej wariackich. W porównaniu do innych wycinków świata Adasia Miauczyńskiego nie tylko doczekał się zbyt wielu pozytywnych recenzji, a wręcz przez wiele osób jest uznawany za najsłabszy film Koterskiego. Do historii przeszły sceny epizodyczne (skądinąd znakomite), które nie do końca oddają specyfikę “Ajlawju”: słynne “Łódź, kurwa” czy syn Miauczyńskiego który “biega z palców na piętę”. Jeśli potraktuje się ten film dosłownie i na serio, rzeczywiście wrażenie będzie niekorzystne. Tu jednak wszystko przedstawione jest z emfazą i karykaturalnie. Poddane demitologizacji młodzieńcze sentymenty dorosłych metrykalnie ludzi i przejawy ich miłości prezentują się groteskowo i infantylnie. I tak, jest bełkotliwie, bo otrzymujemy stan umysłu Adasia Miauczyńskiego w stanie czystym. Nieuporządkowany i niesprowadzony do efektownych gagów podsumowujących życie w formie maksym, które cytowalibyśmy w codziennych rozmowach, jak to miało miejsce w przypadku “Dnia świra” lub “Nic śmiesznego”. W tym chaosie namiętność i huśtawki emocjonalne Adama i Gosi są dla mnie tym bardziej wiarygodne w swoim przerysowaniu. Mamy surrealizm i teatralne odrealnienie. I dużo goryczy w pogoni za dawnymi emocjami.

„Ajlawju” nie stara się przypodobać widzowi, nie próbuje być efektowny ani przyjemny w odbiorze, wymyka się również gatunkowym klasyfikacjom. Jeśli już upieramy się przy komediowości “Ajlawju”, dostrzeżmy parodię relacji damsko-męskich. Może czasem sami tak właśnie wyglądamy na romantycznym i idealistycznym haju, tylko nie chcemy tego dostrzec?

“Ajlawju” to film na granicy histerii.  Przekorny. Od czasu do czasu zabawny, czasem niewygodny, a nawet przykry i niesmaczny. Podsumowujący obawy, neurozy w konfrontacji z drugim człowiekiem i naszymi oczekiwaniami, którymi się obwarowujemy. Łapię się na tym, że nierzadko wolę takie filmy niż te hiperpoprawne zrobione od linijki.

33 sceny z życia

Para na film - 33 sceny z życia

O: Profesor, z którym miałam na studiach fakultet z filmoznawstwa, wyznał nam, że w trakcie pokazu tego filmu na festiwalu w Gdyni wyszedł oburzony z sali kinowej. I gdy poczytamy opinie, dostrzeżemy, że najwyraźniej nie był w swoim oburzeniu odosobniony. Wprawdzie nie jest tak, że wszyscy wyrażają się o filmie Małgorzaty Szumowskiej krytycznie, ale mało który tytuł tak podzielił widownię. Owszem, ma grono zwolenników, ale nie mniej przeciwników, którzy są oburzeni, wytykają wulgarność i epatowanie kontrowersyjnością, a nawet dostrzegają społeczną szkodliwość.

Bohaterami rządzą prymitywne instynkty, reakcje z pozoru nieadekwatne do sytuacji, przesadzone lub stłumione. Mogą wydawać się nam odpychający, a nawet odczłowieczeni. Reprezentują skrajności. Ale może problem tkwi w nas? Może zbyt łatwo oceniamy innych w trakcie doświadczania procesu umierania i żałoby. Może zbyt trudno nam się pogodzić z niekonwencjonalnym jej przeżywaniem? Może zbyt często patrzymy na filmy, w których bohaterowie jednoczą się pod wpływem śmierci lub innego tragicznego wydarzenia. Tragedia nie zawsze łączy, tragedia to przecież równie często przyczyna rozpadu i oddalenia. Czasem nowego początku, który z perspektywy zewnętrznej również może wydawać się egoistyczny i niedorzeczny.

Film epatuje naturalizmem. Wydaje mi się, że mało który twórca był tak blisko prawdy o umieraniu jak Szumowska. Mechanizmy obronne, które wtedy stosujemy, przyziemność sytuacji, a także to jak powoli rozpada się świat na innych frontach, jak jedna tragedia rodzi następne – to wszystko znalazło się w “33 scenach z życia”. Jest to obraz bolesny, intymny i przygnębiający, pozostawiający nas z uczuciem bezsilności, a równocześnie – może stanowić pewien rytuał oczyszczenia.

Habemus Papam

Para na film - Habemus Papam

O: Niewiele pozytywnych opinii czytałam na temat tego filmu, w najlepszym razie są one… powściągliwe. Że już nie wspomnę o odsądzaniu twórców od czci i wiary. Wśród zarzutów pojawiły się rzekome aluzje do pontyfikatu Jana Pawła II (moim zdaniem zbyt odległe, by były rzeczywistymi nawiązaniami, chodzi np. o zainteresowanie teatrem), lekceważący i kpiący stosunek do osób stanu duchownego, domniemany antypapieski charakter.

Teraz mamy “Młodego papieża”, więc „Habemus Papam” Nanniego Morettiego raczej nie wzbudzi już takich kontrowersji jak w 2011 roku, gdy miał swoją premierę. To działa też w drugą stronę – może nie robić już takiego wrażenia pokazaniem ludzkiej strony kardynałów i przewrotnością. Ale wtedy był niemal przełomowy w swojej wymowie, zwłaszcza po serii filmów o Janie Pawle II ukazujących życie papieża w sposób wzniosły. Stanowił dla nich rozsądną przeciwwagę.

Zastanawiam się, co w tym filmie oburzającego. Że głowa kościoła katolickiego ma wątpliwości i chwile wahania? Że widzimy jego ludzką stronę? Że filmowi przedstawiciele Watykanu mają swoje słabostki i śmiesznostki? Papież jest niepewny siebie, życzliwy, lecz przerażony nową rolą i ugina się pod brzemieniem odpowiedzialności, która go przerasta. Natomiast film nie jest złośliwy, ale raczej życzliwy w tonie. I nie można brać go zbyt serio.

Z perspektywy czasu niezmiennie robi na mnie wrażenie fakt, że “Habemus Papam” to film profetyczny, bo w tym wypadku fikcja wyprzedziła rzeczywistość. Nie napiszę, o co chodzi, bo będzie to równoznaczne ze spoilerem. Przy czym znów – nie jest to komedia sensu stricto, ale humorystyczny film obyczajowy z próbą dokonania psychologicznej analizy człowieka w obliczu nieprzeciętnych zobowiązań i zaszczytów. To kolejny dowód na to, że nie warto sugerować się gatunkowymi łatkami i zachować otwartą głowę.

Dom w głębi lasu

dom_w_glebi_lasu

Konrad: Film, który może i został doceniony przez krytyków, to jednak wśród polskich widzów dominują oceny negatywne. Zapewne wynika to z tego, że film był reklamowany jako kolejny horror o kimś lub czymś, co zabija młodych ludzi na jakimś odludziu. Tak też się zaczyna, ale późnej przeradza się w pastisz wymieszany z hołdem dla gatunku. Dla kogoś, kto lubi taką nieprzewidywalną zabawę (zgłaszam się!) jest to idealna propozycja na wieczór. Wiele osób widząc jednak plakat i opis zrezygnowało z seansu, a z kolei skusiły się np. pary, które lubią sobie wieczorkiem obejrzeć „jakiś horror lub komedię”. Zbrodnią jest spoilerować, więc nic więcej nie powiem. Chcecie coś oryginalnego – zobaczcie „Dom w głębi lasu”.

40 lat minęło

40_lat_minelo

K: Z Apatowem jest dość czytelny układ. Podobał ci się jego poprzedni film? Na 90 procent spodoba się kolejny. Zgrabnie w swoich komediach miesza libertyńskie podejście z konserwatywnym przesłaniem. Nie brakuje przekleństw, żartów z przyrodzenia, ale to „nie jest kolejna komedia dla kretynów”. W „40 lat minęło” znalazło się sporo celnych spostrzeżeń dotyczących ludzi wkraczających w średni wiek i chyba to one głównie docenią tę komedię. Ja jednak jako dekadę młodszy widz także zostałem kupiony. To ciągle komedia, a nie komediodramat, więc jest się z czego pośmiać. Naturalnie wracają też ulubieni aktorzy reżysera: Jason Segel, Paul Rudd i… jedna z córek Apatowa.

Strony: 1 2

Przeczytaj jeszcze to

  • Uwielbiam „33 sceny życia”, a „Kołysankę” oglądałam chyba ze 20 razy i zawsze bawi mnie równie mocno. „Sausage party” i „Powidoki” jeszcze przede mną, natomiast pozostałe raczej spoza kręgu moich filmowych zainteresowań 😉

  • nieprzyzwoitka

    W świetle Twojego wpisu mniemam, że zapewne dlatego, że nie jestem filmoznawcą „33 sceny z życia” zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie rozumiem skąd ten hejt, ale pewnie profesjonaliści oglądają tego typu filmy pod innym kątem. Wg mnie właśnie w swej hmmm wulgarności (?) i kontrowersyjności (?) cały jego urok. A reakcje na smierć i żałobę? Coż… ten obraz przemawia do mnie, ale ja jestem tylko zwykłym śmiertelnikiem o dość sporej empatii. Z chęcią oglądne „Kołysankę”- nie znam a opis brzmi zachęcająco. No a „Pan Tadeusz”? Przecież to jest urocze!

    • Tak! „Uroczy” to jedno ze słów-kluczy, gdy myślę o „Panu Tadeuszu” 🙂 A jeśli chodzi o „33 sceny z życia” – część krytyków i tak zwanych znawców była zachwycona, bądź co bądź film dostał Orła m.in. w kategorii „najlepszy film”, ale równocześnie sporo osób miało z nim niemały problem. Ten profesor był sędziwym tradycjonalistą i chyba poczuł się urażony. Co do moich odczuć dotyczących filmu, całkowicie zgadzam się z Tobą, „zwykły śmiertelniku o dość sporej empatii” 🙂 // Olu

  • Książka Do Plecaka

    „Pan Tadeusz” – uwielbiam.
    „Ajlawju” – kocham.
    „Dom w głębi lasu” – obejrzałem z przyjemnością.
    „Sygnał” – siedziałem jak zaczarowany.
    „Powidoki” – podobały mi się.
    Co jest ze mną nie tak? 🙂

    • To samo co z nami! 🙂 Jest to póki co niezdiagnozowana i nienazwana przypadłość, z którą jednak żyje się całkiem przyjemnie 😉 Serdeczności!

  • Widziałam tylko 3 filmy z listy 😀 „Kołysankę” dobrze wspominam, fajnie się bawiłam. „Pan Tadeusz” to bardzo ładne przeniesienie epopei na film! A „Wywiad z…” oj nie 😀 To nie mój humor, więcej zaliczyłam facepalmów niż radosnego śmiechu!

    • No tak, „Wywiad…” jest chyba jedną z bardziej kontrowersyjnych pozycji w tym zestawieniu 😉 Miło, że „Pan Tadeusz” i „Kołysanka” przypadły Ci do gustu 🙂

  • Pan Tadeusz, serio?

    • „Prawda – zawołał Robak – jak Pan Bóg na niebie!”
      😛

  • „40 lat minęło” jest świetne! Opinie na Filmwebie mierne, a dla mnie film spełnia wszystkie wymogi odmóżdżającej, lekkiej, amerykańskiej komedii 😀

  • Pan Tadeusz – za muzykę na pewno. Często piszę, słuchając tego fragmentu:

    https://www.youtube.com/watch?v=Ay2qxQTQZ_M&list=PL9t2AnABxCVyWk3_3LIzEWSrQJB36NAId&index=2

  • No to ja bede jeszcze innym „odmieńcem”- kojarzę tylko Pana Tadeusza, reszty nie widzialam 😀

Top