-
Rozwiązła fabuła i gwałt na dialogach
Jeśli już mamy doszukiwać się w filmie zalet – to co często jest wadą, w przypadku adaptacji złej literatury urasta nam do rangi błogosławieństwa. Film jest bowiem lżejszy o ciężkostrawną, grafomańską narrację. Tu muszę zaznaczyć, że w ręku miałam tylko pierwszą część przygód Anastasii. Jeśli przy okazji drugiej części autorka nauczyła się pisać – zwracam honor.
Ciemniejsza strona Greya to tak naprawdę… jego jaśniejsza strona. Wizerunek miliardera dodatkowo ociepla rodzina Christiana. Reżyser James Foley nie ustaje w wysiłkach pokazania nam, jaki to Grey jest normalny przy równoczesnym zarabianiu ogromnych pieniędzy. Właściwie to w filmie one same się mnożą, bo on ma mnóstwo czasu, ale ja tam nie wiem, może bogaci ludzie mają syndrom Midasa i to tak działa, że wszystko, czego dotkną, zostanie przez nich kupione.
Oglądamy żywcem przeniesione z “Dynastii” wyobrażenie o życiu absurdalnie bogatych ludzi. Grey od niechcenia mówi: “24 tysiące dolarów zarabiam co 15 minut”, dokonując kolejnego przelewu na konto Any. PS. Równocześnie nie potrafi używać noża do krojenia, co oczywiście ma wprowadzić efekt komiczny… To niesamowite bogactwo Greya, nie oszukujmy się, ma nas zachwycać i mamy go przez to pożądać. Oglądamy luksusowe wnętrza, samochody, helikopter, etc. I nie sposób oprzeć się wrażeniu, że zdaniem twórców właśnie pieniądze mają być sexy.
Jak nie odnotowano napięcia erotycznego, tak samo dramaturgii w tym filmie rozpaczliwie brak. Problemy rozwiązują się same. Mamy tutaj co najmniej kilka kłód rzucanych pod nogi, ale nie można powiedzieć, że życie chłoszcze bohaterów, bo zanim cokolwiek złego zacznie się dziać, fabuła już spieszy ze szczęśliwym zakończeniem. Bo przecież Grey jest tak bogaty, wpływowy i męski, że dławi każdy problem w zarodku!
-
W kajdanach stereotypów
W filmie mamy dość pokraczne nawiązanie do “Oczu szeroko zamkniętych” Kubricka poprzez – a jakże – bal maskowy. Padają nazwiska Austen i Bronte, oczywiście nierozłącznie powiązane z tłumaczeniem romantycznych aspiracji Any. Postać grana przez Basinger to oczywiście “Mrs Robinson”. Powieści, a w konsekwencji również filmy, z Greyem w tytule lubią udawać, że mają aspiracje i że nie są pierwszym lepszym harlekinem. W rzeczywistości “Ciemniejsza strona Greya” to festiwal stereotypów: od padającego deszczu, gdy Christian i Anastasia mają kryzys, aż po “rys psychologiczny” Greya. Pikanterii i bdsmowych smaczków w filmie jest mniej niż mięsa w większości (za przeproszeniem) parówek.
Aż dziw bierze, że reżyserowania drugiej części trylogii podjął się James Foley, twórca m.in. bardzo dobrego filmu “W swoim kręgu” z Walkenem i braćmi Penn.
Przykre jest również to, że kobieca widownia nie może dostać porządnego mainstreamowego filmu erotycznego czy nawet melodramatu erotycznego w dobrym guście. Zamiast tego otrzymują “waniliowy seks”, oszałamiające bogactwo, pseudopsychologię i helikopter. Nie pomogło nawet wyzwolenie się z okowów koszmarnej narracji powieści. W niej osoby zainteresowane mogły przynajmniej odnaleźć nieco seksu, którego w filmie tak rozpaczliwie brakuje. A przecież w historii kina powstało wiele filmów odważniejszych i w lepszym guście niż losy Anastasii i Greya. Cóż, kiedy nie zostały przefiltrowane przez marketingową machinę zdolną sprzedać ludziom absolutnie wszystko – nawet “Ciemniejszą stronę Greya”.
Ocena: 1/10
Aleksandra Drozd
16 thoughts on “7 grzechów “Ciemniejszej strony Greya””
Comments are closed.


Nie planowałam pójść na ten film, ale teraz to nawet będę odwracać głowę, przechodząc obok plakatów „Ciemniejszej strony Greya”:). Doskonale wypunktowałaś wszystkie słabe strony tego filmu. Ja widziałam pierwszą część tego kinowego arcydzieła i muszę przyznać, że to naprawdę złe kino.
„Mamy tu do czynienia z być może najbardziej aseksualnymi scenami erotycznymi w historii kina.” – to nie idę 😛 A tak serio, nie wypowiem się, bo nie widziałam, jednak kiepskiego mainstreamowego kina jest sporo. Zakładam, że nachalny marketing tego filmu sprawił, że wzbudza tak duże kontrowersje 😉
A z ciekawości? czytałaś książki? Bo ja czytałam i o ile pierwsza robiła wrażenie, to druga…. no była (wg mnie) naciągana. Więc… czego tu oczekiwać od filmu, który nie potrafił oddać tak wyrazistej pierwszej części…? Żeby to była kolejna „saga” rodem Emmanualle, musieliby ją nakręcić… Francuzi 😉 😉 😉
Czytałam pierwszą część. U mnie ta lektura się nie sprawdziła (mówiąc oględnie), bo zgrzytałam zębami nad stylem autorki 😉 Ale jestem w stanie zrozumieć osoby, na których zrobiła wrażenie. Mogło to być dla nich coś nowego i odkrywczego, bo nie mieli wcześniej do czynienia z taką formą seksu, poza tym przynajmniej było tam trochę erotyki, czego w filmowej wersji „50 twarzy Greya” zabrakło. Kontynuacji już nie czytałam, ale całkowicie wierzę Ci na słowo 😉 Coś jest na rzeczy z tymi Francuzami, chociaż wolałabym, żeby zabrali się za bardziej wartościowe erotyczne lektury ;>
Cóż mogę napisać. Jestem świeżo po filmie. Na seans poszłam z koleżanką, bo wiedziałam, że będę potrzebować towarzystwa, po tym jak zobaczyłam w zwiastunie scenę, kiedy idą zjeść kolację bo … Ana jest głodna! padłam na tym! w kinie na tej scenie sie smiali, więc pocieszyłam się, że nie tylko dla mnie to jest żenujące.
Ale od początku.
Pod względem seksu, film gorszy od części 1. Tamto jakoś obejrzałam, w tej części te sceny były dla mnie … nudne, a chyba takie sceny nie powinny być nudne. Niektóre sceny za szybko się zaczynały i za wcześnie kończyły. Daliby jakąś jedną pełną scene, to by było ok, ale obejrzałam kilka urywkowych scen, przypominających perwersyjne coś tam, ale nic poza tym. Nie wzbudziło to we mnie żadnej emocji. Jedynie jedna scena jakoś wyszła. Ale to była jedna.
Tytułowa Ana, gra o wiele lepiej niż w pierwszej części. Tutaj przedstawia jakąś osobowość, generalnie wie jak się nazywa i powie coś więcej poza jąkaniem. Pokazała delikatny pazur, jednocześcnie jej zachowania były bardzo chaotyczne. Najpierw odchodzi od niego bo ją zlał, ją to bolało, jego to podniecało, a teraz powiedział „przepraszam, zmieniłem sie” i do niego wróciła. Potem mówi, że muszą troche pochodzic zanim zaczną biegac, ale jednocześnie prawie mu rozporek rozpinała.
Nasz szary, Grey, w tej części wypadł dla mnie najgorzej ze wszystkich. Sceny jako opuszczony, zaniedbany i smutny szary mu jakoś wyszły, jednak dalsza jego postać była dla mnie bardziej blada niż sceny erotyczne. Najgorzej wypadł kiedy próbował być zły na Anę, zrobić jej awanture, za to że ona sobie poszła, a skonczyło sie na tym że sam stał sie uległy. Niestety, awanturnicze sceny Jamie musi jeszcze powtórzyć. Przy scena gdzie się usmiecha może być, nadrabia wyglądem.
Kim! przyznam szczerze, że z tą postacią wiązałam jakieś nadzieje, na cos więcej. Myślałam, ze może jej poświęcą więcej uwagi. A co dostałam? 3 sceny, gdzie w jednej nie powiedziała nic, w drugiej powiedziała 2 zdania, a w trzeciej została oblana drinkiem i dostała po pysku. Rola życia Kim 🙂
Ostatnia postać, którą mogę opisać to Jack. Jako główny czarny bohater (bo z Kim i jej trzema scenami raczej nie ma jak konkurować), spisał się najlepiej. Jakoś to miało sens, jakiś obraz. Szkoda tylko, że w barze z Aną zamówił piwo, czekając (niby) na współpracowników, kiedy przyszedł Grey i po prostu sobie Ana z szarym wyszła. Szkoda piwa.
Najbardziej źle zagrana scena, kiedy wyszły wszystkie braki w aktorstwie bohaterów, to scena w garażu.
Generalnie najwięcej emocji wzbudził u mnie wystrzał z pistoletu, czyli jedna sekunda z filmu 🙂 Miło się oglądało Greya i to pewnie dlatego połowa kobiet idzie na taki film. Książka o wiele lepsza, chociaż nie mogę napisać, że książka jest rewelacyjna 😀
Dzięki za Twoje przemyślenia 🙂 Pełna zgoda co do Kim! 😀 I masz rację – szkoda piwa, szkoda też, że szwarccharakter nie zagroził Greyowi bardziej 😉
Dodałabym jeszcze jedno. Za duzo scen wycieli wobec ksiazek. Scen, które wniosłyby cos ciekawego, jak np. licytacja na balu, dr flynn, anulowanie lotu any z jackiem. szkoda
Książki nie czytałam i nie zamierzam, pierwszą część Greya obejrzałam tylko po to, by wiedzieć o co chodzi i dla mnie było to zdecydowane 1/10 🙁 Totalna katastrofa, podczas seansu męczyłam się niemiłosiernie. Całe szczęście, że oglądałam w domu, zamiast wyrzucać kasę w błoto na kino. Miałkie i płaskie dialogi, zero treści, poważne braki w fabule, zero uczuć, jakichkolwiek (bardzo podobało mi się twoje porównanie do uczniów zmuszonych do wzięcia udziału z apelu). Twoją recenzję części drugiej czytałam z ogromną przyjemnością, i z taką samą przyjemnością zamierzam NIE oglądać tego filmu 😛
Pierwszą część widziałam w domu drugiej nawet nie mam zamiatu oglądać. Chociaż książki nawet mi się podobały, tak film był masakryczny. W moim życiu jest więcej pikanterii niż w tym czymś. 🙂
I tak trzymać! 😉
A ja poszlam do kina w piątek, sama, bardzo byłam ciekawa doświadczenia Greya na dużym ekranie, bo pierwszą część widziałam w necie bodaj ocenzurowaną 😀 teraz po porównaniu uważam, że 'Ciemniejsza…’ jest nieco bardziej intelligenta, dialogi nadal niskich lotów, ale doceniam wnętrza I architecturę 🙂
Czytałam książki, film w porównaniu do nich był o wiele gorszy. Pozdrawiam
Ja zamierzam pójść do kina na ten film 🙂
Zastanawiam sie wlasnie czy isc na ten film do kina. Pierwsza czesc obejrzalam i jakos mnie nie zachwycila a slyszalam wlasnie ze druga tez jest mocno przereklamowana.