Loading

Co roku w drugiej połowie grudnia oglądamy dwa filmy świąteczne i jedną ekranizację „Opowieści wigilijnej”. To taka nasza mała tradycja. Przed wami 10 dobrych i bardzo dobrych produkcji idealnych do oglądania właśnie w tym czasie. Połączyliśmy te kultowe i szeroko znane z tymi mniej rozpoznawalnymi.

To wspaniałe życie

to_wspaniale_zycie_filmy_swiateczne_para_na_film

Konrad: Film Franka Capry zajął pierwsze miejsce na liście najbardziej inspirujących, którą ułożył Amerykański Instytut Filmowy. Poza tym został uznany za jedną ze 100 najlepszych amerykańskich produkcji. Jak najbardziej zasłużenie. Opowieść o tym jak bardzo nie doceniamy własnego szczęścia i wielkiego wpływu na życie innych, działa jak lek na chandrę. Uniwersalne wartości i piękna puenta są siłą „Tego wspaniałego życia”, które świetnie sobie radzi bez rozśmieszania widzów jak większość świątecznych propozycji. Paradoksalnie, to po nim uśmiech zostaje z nami na dłużej.

Olu: Podobno Amerykanie nie wyobrażają sobie bez tego filmu Bożego Narodzenia. Nie “Kevin sam w domu”, ale właśnie ta świąteczna przypowieść o chcącym popełnić samobójstwo George’u Bailey’u, który wraz ze swoim aniołem stróżem patrzy na swoje życie i alternatywny scenariusz bez jego istnienia, tworzy ich świąteczną tradycję. Do obejrzenia zwłaszcza wówczas, gdy czujesz się niedoceniany, gdy starasz się być dobrym człowiekiem i nie najlepiej na tym wychodzisz, gdy balansujesz na granicy zgorzknienia.

Boże Narodzenie

boze_narodzenie_filmy_swiateczne_para_na_film

K: Jedna ciekawszych pacyfistycznych produkcji, którą polecam oglądać w zestawie z wierszem „Do prostego człowieka” Tuwima. Prawdziwa historia z pierwszej wojny światowej, gdy dwie walczące strony na czas Bożego Narodzenia zawarły tymczasowy rozejm i podzieliły się opłatkiem. Po początkowej nieufności zaczęli nawet wspólnie śpiewać kolędy. Film celnie punktuje bezsens wojny, w której po przeciwnych stronach biorą udział i giną niewinni ludzie, którym wmówiono, że tak wiele ich dzieli, gdy w rzeczywistości są do siebie bardzo podobni.

O: 1914 rok, I wojna światowa, front zachodni. 24 grudnia alianci i niemieccy żołnierze wychodzą naprzeciw sobie i na czas świąt ogłaszają rozejm. Śpiewają kolędy, rozmawiają, robią prowizoryczne dekoracje, obdarowują się podarunkami. Życie napisało piękny scenariusz, a twórcy “Joyeux Noel” nie zmarnowali tego potencjału. Ich produkcja to pochwała pacyfizmu, pozostawia po sobie wzruszenie, ale również uczucie bezsilności i złość na porządek świata, w którym bezpiecznie ukryte “tłuste szuje”, jak ich nazwał Tuwim, rozrzucają młodych niewinnych ludzi po frontach, jakby ich życie było mniej warte od spadającego liścia.

W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju

witaj_swiety_mikolaju_filmy_swiateczne_para_na_film

K: Gdy ktoś mnie pyta o mój ulubiony świąteczny film, to zawsze wskazuję właśnie ten. Najlepsza część przygód zwariowanej rodzinki Griswoldów, a zarazem produkcja pięknie pokazująca świąteczne rodzinne spotkania – jak wskazuje tytuł – w krzywym zwierciadle. Czego tu nie ma: wkurzający sąsiedzi, życie na pokaz, dziwaczna dalsza rodzina, płonąca choinka i próba zapanowania nad tym wszystkim. Co ciekawe, w filmie pojawiają się nawiązania do dwóch innych świątecznych klasyków: Rust w telewizji ogląda „To wspaniałe życie”, a jeden z domów po sąsiedzku został wykorzystany w „Zabójczej broni”.

O: Wiem, że Konradowi ten film szczególnie kojarzy się ze świętami. Ja obejrzałam go niedawno i aż takich emocji we mnie nie wywołał, może ze względu na brak sentymentalnych konotacji, może też w mniejszym stopniu mogę się utożsamić z takim akurat modelem Bożego Narodzenia (mniejsza rodzina, mniejszy rozmach 😉 ). A jednak ujęło mnie, jak bardzo wiarygodnie przedstawiono w nim świąteczną gorączkę. Mało tego, “Witaj, Święty Mikołaju” jak mało który film z każdym rokiem wydaje się zyskiwać na aktualności w Polsce. Pod koniec lat 80-tych, czyli gdy powstał ten film, taka konsumpcjonistyczna rozpusta w święta w głowie statystycznych Kowalskich była równie realna, co losy Carringtonów w Dynastii. Współcześnie coraz częściej uczestniczymy w tym szaleńczym świątecznym pędzie.

Szczęśliwego Nowego Jorku

K: Najbardziej gorzka propozycja ze wszystkich tu zebranych, ale też warta uwagi. Film, który powstał w 1997 roku, dzisiaj jest nawet bardziej aktualny. Chociaż opowiada o nieudanym amerykańskim śnie, to równie dobrze można go odnieść do angielskiego, norweskiego lub holenderskiego snu. Sceny wspólnej Wigilii z nagranym na wideo ojcem i dzielenie się opłatkiem w pewnym sensie z telewizorem, to komediodramat w pigułce. Dzisiaj jest Internet, Skype i tanie linie lotnicze, ale tęsknota pozostaje ta sama.

O: Nie rozumiem, czemu film Janusza Zaorskiego nie gości w tego typu zestawieniach. Oczywiście nie jest to produkcja typowo świąteczna, ale bożonarodzeniowy motyw pełni w niej bardzo istotną rolę. Gwiazdka dla biednych polskich emigrantów wynajmujących wspólnie mieszkanie w Chicago to okazja do prezentacji własnych sukcesów na obcej ziemi, to symboliczna nagroda, rekompensata za podłe życie, to czas podsumowań… Jest mi również szalenie przykro, że tak świetna adaptacja dwóch tekstów Redlińskiego: “Szczuropolaków” i “Cudu na Greenpoincie” nie doczekała się uznania, na jakie zasługuje, ale to temat na osobny tekst.

To właśnie miłość

to_wlasnie_milosc_filmy_swiateczne_para_na_film

K: Brytyjski król świątecznych komedii romantycznych. Błyskotliwa, wielowątkowa opowieść, z której w mniej lub bardziej udany sposób czerpią także polscy filmowcy. Anglicy w takich produkcjach lubią iść bardziej po bandzie w porównaniu do swoich kolegów zza wielkiej wody, więc w tej pozornie familijnej historii nie brakuje ostrych i niepoprawnych politycznie żartów. W tym wielkim hicie na planie zjawił się cały gwiazdozbiór: Alan Rickman, Colin Firth, Emma Thompson, Hugh Grant, Liam Neeson, Keira Knightley, Denise Richards, Claudia Schiffer, Rowan Atkinson… Uff.

O: Temu filmowi grozi przeeksploatowanie. Rypią z niego prawie wszystkie współczesne komedie romantyczne. Gdy będziemy krzywić się na kolejne popłuczyny, zanim obwinimy za to twórców “Love, Actually!”, pamiętajmy, jak świetny i czarujący jest sam pierwowzór! Na mnie osobiście robi wrażenie, jak przy takiej fragmentaryczności udało się osiągnąć spójność historii. Tylu wspaniałych aktorów, tyle brytyjskości i tyyyle świątecznego ciepełka! Wspomnienie niemal każdego epizodu wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

Listy do M.

listy_do_m_filmy_swiateczne_para_na_film

K: Oto właśnie wspomniana kopia „To właśnie miłość”. To jednak nie remake, a zupełnie nowa historia, ale jest jasne jak słońce, że twórcy z poprzednika czerpali pełnymi garściami. Swoją opowieść nieco ugrzecznili, więc „Listy do M.” mogą obejrzeć także dzieci. To także ogromny kasowy sukces, bo w kinach film widziało ponad 2,5 miliona widzów. Po serii fatalnych polskich komedii romantycznych, ten połowiczny plagiat ogląda się naprawdę dobrze. Tutaj też udział wziął cały polski gwiazdozbiór: Tomasz Karolak, Piotr Adamczyk… No dobra, już nie robi takiego wrażenia.

O: Czy to plagiat “To właśnie miłość”? Nieee, wcale. Cóż, momentami trudno oprzeć się temu wrażeniu. Nawet plakat jest, hmmm… zastanawiająco podobny. Właściwie można by uznać, że to remake. Ale nie oszukujmy się: potrzebowaliśmy naszego “Love, actually”. A kraść też trzeba umieć – i twórcy “Listów do M.” tę sztukę posiedli. Ich zapożyczenia raczej nie rażą, od tych dialogów, o dziwo!, nie puchną uszy. Udana polska lekka komedia świąteczna bez zadęcia – mamy to! Podobno dwójka ledwie daje się oglądać – chyba się nie odważę.

Opowieść wigilijna Myszki Miki

opowiesc_wigilijna_myszki_miki_filmy_swiateczne_para_na_film

K: Ponadczasowa historia o tym, dlaczego złe postępowanie prowadzi do samotności, a dobro jest ważniejsze od pieniędzy, doczekała się wielu ekranizacji. Jedną z sympatyczniejszych jest ta ze znajomą Myszką Miki w tradycyjnej kresce 2D. To dowód na to, że nie potrzeba wielkich nazwisk, ogromnego budżetu i nowoczesnych środków przekazu, by stworzyć ciepłą opowieść. Ogląda się to trochę jak spektakl z udziałem znajomych postaci z kreskówek. Historia nie odchodzi daleko od oryginału, a i tak wciąga – idealna dla całych rodzin.

O: Wydaje się nieprawdopodobne, ale to już 173 lata, od czasu, kiedy Karol Dickens napisał opowiadanie, które jest jednym z najczęściej adaptowanych tekstów literackich. W przeróżnych wariacjach i konwencjach. Animacja wydaje się być jednym z bardziej ryzykownych posunięć. Wyłożył się na tym choćby Zemeckis i nie pomogło nazwisko Carreya w obsadzie. Disney bazując na sztandarowych postaciach opowiedział tę historię bezpretensjonalnie i wzruszająco. A przede wszystkim – któż jest idealnym Scrooge’m, jeśli nie Sknerus MCKwacz?

Opowieść wigilijna Czarnej Żmii

opowiesc_wigilijna_czarnej_zmii_filmy_swiateczne_para_na_film

K: W przeciwieństwie do poprzedniej ekranizacji, tutaj oryginalną historią twórcy bawią się na całego. Wszystko jest na odwrót, a więc główny bohater z dobrego zmienia się w złego, bo tak jest wygodniej i – co nie mniej istotne – ma to swoje historyczne uzasadnienie. Nie ma w tym filmie tego ciepłego, świątecznego nastroju, są za to bardzo udane gagi i czarny humor. Wszystkim, którzy znudzili się oryginalną opowieścią, to z pewnością będzie ciekawa alternatywa – może nawet bardziej, niestety, życiowa.

O: Tu mamy zgoła inne, bo kreatywne, przewrotne i iście brytyjskie, podejście do klasyki. Dobremu, szczodremu do bólu i wykorzystywanemu przez społeczeństwo Ebenezerowi Czarnej Żmii ukazują się duchy pokazujące mu zachowania jego przodków. W serialu Czarna Żmija jest takim właśnie skąpym łotrem, więc być może dlatego tradycyjne przedstawienie losów Scrooge’a twórcy uznali za pójście na łatwiznę. I chwała im za to! Nie trzeba znać serialu, żeby się dobrze bawić, ale można podchwycić ten klimat i się nim zarazić. Od tej świątecznej produkcji rozpoczęła się moja przygoda z “Czarną Żmiją” i obejrzałam wszystkie sezony.

Zabójcza broń

zabojcza_bron_filmy_swiateczne_para_na_film

K: Nie ma lepszej kumpelskiej serii. Koniec i kropka. Wszystkie cztery części „Zabójczej broni”, to kino rozrywkowe najwyższej próby. Najbardziej lubię dwójkę, ale i „pilot serii” jest także udany.  Czasami zapomina się, że pierwsza część rozgrywała się podczas świąt i Boże Narodzenie nie było tylko nieistotnym tłem. Nie wiem, z czego wynika, że wszyscy pamiętają o „Szklanej pułapce”, a o „Zabójczej broni” już niekoniecznie. Dwa przeciwstawne charaktery bohaterów odgrywanych przez Mela Gibsona i Danny’ego Glovera, dobra fabuła i udane żarty to znaki rozpoznawcze, które inni ciągle próbują kopiować.

Cud na 34. ulicy

cud_na_34_ulicy_filmy_swiateczne_para_na_film

O: Co byście zrobili, gdyby brodaty pan zatrudniony w centrum handlowym w okresie świątecznym uparcie podawał się za Świętego Mikołaja? Raczej trudno byłoby nam potraktować go poważnie. Trol, przestępca, pedofil? Nieszczęśliwy samotny starszy pan z chorobą psychiczną? Niezależnie jak dorośli odpowiedzą sobie na to pytanie, taki właśnie osobnik trafia na dziewczynkę wychowaną na gruncie racjonalnego myślenia i z tezą, że Mikołaj nie istnieje. Bożonarodzeniowa magia kontra racjonalny pozbawiony sentymentów świat – od takich konfrontacji mogłyby roztopić się nawet śniegi Laponii.

Niezależnie od tego, czy jesteś typem człowieka, który przed ogromem bożonarodzeniowych zobowiązań i ciężarem tradycji najchętniej uciekłby na bezludną wyspę (Konrad), czy też radośnie i bez umiaru rzucasz się w wir świątecznych obowiązków, nakładasz sweter w renifery i ścigasz się ze sobą w liczbie zrobionych ciast (Olu) – w świątecznych filmach znajdziesz chwilę wytchnienia. Popijając likier jajeczny, umierając z przejedzenia, chowając się przed gośćmi… Każdy pretekst jest dobry, by zanurzyć się w alternatywnej świątecznej rzeczywistości. Zwłaszcza, gdy samemu jest się już zbyt zmęczonym i ociężałym, by osobiście przeżywać te wszystkie przygody, typu ratowanie gwiazdki, gonienie za miłością życia i szlajanie się z podejrzanymi duchami.

Olu i Konrad

Przeczytaj jeszcze to

Top