Loading

Bardzo rzadko zdarza się, by w głównej kategorii wygrywał film, któremu kibicujemy. Może tym razem będzie inaczej? Zaczynamy odliczanie do gali wręczenia Oscarów i prezentujemy nasze zachcianki i przewidywania.

NAJLEPSZY FILM

K: W głównej kategorii mam jednego faworyta i jest nim „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”. Wychwalałem ten film w mojej recenzji, którą przeczytacie tutaj (klik). Spodobała mi się także „Dunkierka„, o której pisałem z kolei tutaj (klik). Produkcję Nolana zobaczyłem także już w domowych warunkach i sporo traci. To ten typ filmu, który zdecydowanie lepiej obejrzeć w kinie. Dlatego boję się sprawdzać „Grawitację” na domowym telewizorze. W kinie mnie zachwyciła. Na podium plasuje się jeszcze „Nić widmo”, która jest arcydziełem – z premedytacją. „Czwarta władza” to taki typowy Spielberg, ale z ciekawym przesłaniem. Film powinni obejrzeć dzisiejsi propagandyści udający dziennikarzy Co roku dostajemy przynajmniej jeden film z kategorii „małe, wielkie kino”. Tym razem jest to „Lady Bird”, które urzeka swoją bezpretensjonalnością, lekkością, ale też wielką inteligencją i szacunkiem dla niedoskonałych bohaterów. Zupełnie nie kupiły mnie „Tamte dni, tamte noce” oraz „Kształt wody”. „Uciekaj” sprawdza się jako ciekawa gatunkowa zabawa (klik), a „Czas mroku” to wręcz absurdalnie doskonała przemiana aktora w bohatera.

Chciałbym żeby wygrał: „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”
Zapewne wygra: „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”

O: Pięć przyzwoitych filmów, trzy bardzo dobre, a na ich tle wybija się jeden. Chodzi oczywiście o “Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” – produkcję, która zręcznie wymyka się jakimkolwiek klasyfikacjom, a której nie wymknie się z kolei uwaga widza. Dramaturgiczny majstersztyk, cudowne wielowymiarowe postaci, idealnie wyważony tragizm i komizm. Miejsca na podium należą się kolejno produkcjom: “Nić widmo” i “Lady Bird”. Opowieść o wybitnym krawcu z trudnym charakterem – bo mało kto w tak wysmakowany i wiarygodny sposób jak P.T. Anderson potrafi pokazać obsesję i postaci równie imponujące, co nie do zniesienia. Film o dziewczynie-ptaku – bo jest zdumiewająco wdzięczny, dowcipny i realistyczny w oddaniu huraganu sprzecznych uczuć dorastającej dziewczyny. Mocnym uderzeniem było “Uciekaj!”, które można uznać za yyy… czarnego konia tegorocznej edycji. 

“Czwarta władza”, “Czas mroku”, “Dunkierka” – każde z nich dobrze się ogląda, jest poprawne, a nawet hiperpoprawne w swojej kategorii. Brakuje w nich jednak odwagi zmierzenia się z bardziej kontrowersyjną stroną podejmowanego problemu.

“Tamte dni, tamte noce” zauroczyły mnie sensualnością i skutecznością, z jaką udało się odtworzyć wrażenie wakacyjnego wspomnienia. Momentami miałam wrażenie, że odczuwam zapachy włoskiego lata unoszące się z ekranu. Relacja bohaterów narastająca krok po kroku również przekonała mnie do siebie, nawet pomimo dłużyzn (i relacji dość dla mnie niepokojącej pod względem różnicy wieku).

Kontrowersje budzi “Kształt wody”. Dla mnie to film, którego poszczególne komponenty zdają egzamin, ale nie łączą się w porównywalnie znakomitą całość. Naiwność i schematyczność można tłumaczyć baśniową konwencją, ale fabularne dłużyzny – już niekoniecznie.

Chciałabym żeby wygrał: „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”
Zapewne wygra: „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”

NAJLEPSZY AKTOR PIERWSZOPLANOWY

K: Denzel Washington nie ma szczęścia do Polski. Rok temu był nominowany za „Fences”, teraz za „Roman J. Israel, Esq.”. Żaden z tych filmów nie wszedł do naszych kin. Raczej bez szans jest Daniel Kaluuya, nie wiem zresztą za co ma tę nominację. Pozostali stoczą ze sobą równy bój. Daniel Day-Lewis ponoć żegna się z aktorstwem, na koncie ma już trzy Oscary – znowu zagrał genialne, ale już mu wystarczy. Kibicuję Oldmanowi, który jako Churchill zupełnie nie przypomina samego siebie. Jednak to nie tylko genialna robota charakteryzatorów, bo aktor sposobem mówienia i poruszania wszedł w rolę całym sobą.

Chciałbym żeby wygrał: Gary Oldman
Zapewne wygra: Daniel Day-Lewis

O: Daniel Day-Lewis pozostaje w moich oczach najbardziej zbliżonym do doskonałości aktorem w historii. To aktor z chyba najwyższym stosunkiem oscarowych zwycięstw do nominacji – tym razem również, ale czwarty oscar to już rozpusta, która temu skromnemu człowiekowi chyba nie jest do niczego potrzebna.

Mniej lub bardziej skrycie zapewne pragnie jej natomiast Gary Oldman. I według mnie zasłużył na swojego pierwszego Oscara. Oczywiście jego Churchill na pierwszy rzut oka wygląda jak klasyczny skok na Akademię, ale gra Oldmana w tym filmie to coś znacznie więcej niż kostium i charakteryzacja. To także głos, manieryzmy, sposób bycia i poruszania się, śmiesznostki i drobne gesty – wszystko należy do Gary’ego i wywiązał się z tych zadań wyśmienicie. 

Denzel Washington, Timothée Chalamet i Daniel Kaluuya raczej nie powinni zagrozić tej dwójce.

Chciałabym żeby wygrał: Daniel Day-Lewis (ale i Oldman mnie ucieszy)
Zapewne wygra: Gary Oldman

oldman paranafilm

NAJLEPSZA AKTORKA PIERWSZOPLANOWA

K: Chciałbym powyzłośliwiać się, że Meryl Streep nominację ma przydzieloną z urzędu, ale ona znowu dobrze zagrała! Będę kibicował jednak Frances McDormand. Świetna, niejednoznaczna rola powinna zostać doceniona. Zaskoczeniem dla mnie jest Margot Robbie. Po „Wilku z Wall Street” sądziłem, że raczej będzie robiła za ozdobę filmów, a tu się okazuje że to także dobra aktorka. Młoda jest jeszcze – podobnie jak pozostałe dwie panie – więc na swojego Oscara może jeszcze trochę poczekać. Bardzo mocna kategoria. Ostatecznie żaden wybór nie będzie zły.

Chciałbym żeby wygrała: Frances McDormand
Zapewne wygra: Frances McDormand

O: Ależ zestawienie! Chyba kategoria o najwyższym poziomie. Obawiałam się uczucia zażenowania przy kolejnej nominacji dla Meryl Streep. Wprawdzie świat obyłby się bez kolejnego wyróżnienia dla aktorskiej divy, ale jej Kay Graham – amerykańska wydawczyni “The Washington Post” z przypadku, ale i z serca – naprawdę daje radę. Co ważne, została sportretowana subtelnie, bez przeszarżowania.

Saoirse Ronan jako Lady Bird jest arcynaturalna i bardzo przekonująca. Sally Hawkins w “Kształcie wody” nic nie mówiąc przekazuje nam potężny ładunek emocji.

I wreszcie ona – Margot Robbie i jej niesamowita Tonya Harding. Gdy w grę wchodzi pokazanie szaleństwa, wyjście poza ramy grzeczności, poprawności, dobrego wychowania i dobrego gustu – Robbie powoli staje się niezastąpiona.

Ale na nic wysiłki wszystkich tych pań, bo i tak wygra Frances McDormand za “Trzy billboardy”. Całkowicie zasłużenie, bo jej bohaterka skupia w sobie cechy wszystkich herosów świata i przy tym nie ma w niej ani grama pompatyczności.

Chciałabym żeby wygrała: Frances McDormand
Zapewne wygra: Frances McDormand

NAJLEPSZY AKTOR DRUGOPLANOWY

K: W tej kategorii moim zdecydowanym faworytem jest Sam Rockwell. Wiarygodnie zagrać postać rasisty, homofoba i przygłupa w jednym, który jednak nie jest czystym złem, ale posiada także serce to nie taka prosta sprawa. Takim komiksowym antybohaterm był chociażby również nominowany Christopher Plummer. Nie zdziwiłbym się, gdyby to on wygrał – tak by wkurzyć Kevina Spacey’ego, którego zastąpił. Jednak głównym faworytem pozostaje Rockwell.

Chciałbym żeby wygrał: Sam Rockwell
Zapewne wygra: Sam Rockwell

O: Kolejny trudny wybór. Nawet jeśli wykluczę dobrą rolę Richarda Jenkisa w “Kształcie wody”, zostaje Czterech Wspaniałych.

Christopher Plummer we “Wszystkich pieniądzach świata” – było tyle jojczyć, że nie ma Spacey’ego? Owszem, nasz etatowy Frank Underwood prawie na pewno wywiązałby się z zagrania obrzydliwie bogatego skurczybyka bez zarzutu, ale specyfika granej przez niego postaci pewnie nasuwałaby nam skojarzenia z “House of Cards”. Tymczasem mamy świetnie obsadzonego i trochę niedocenianego Christophera Plummera, który błyszczy na ekranie, którego nienawidzi się od pierwszego wejrzenia, ale ciągle jest się go ciekawym i na którego wreszcie ta rola pasuje niczym druga skóra. Brawo!

“Trzy Billboardy” – jedna Frances i dwóch świetnych aktorów walczących o statuetkę. Woody Harrelson gra szalenie pozytywnego gościa, co jest niewdzięczną i niedocenianą misją. Na przeciwnym biegunie znajduje się nieobliczalny bohater grany przez Sama Rockwella, który – podobnie jak całe “Trzy billboardy” – wymyka się klasyfikacjom i schematom.

Z nich zaś najwspanialszy jest Willem Dafoe – nieco zapomniany ze swoją fascynującą facjatą, budzącą w człowieku sprzeczne emocje. W fantastycznym “Florida Project” jego bohater czynił cuda jako właściciel hotelu będącego w istocie przytułkiem dla przegranych i wykluczonych. Dafoe pokusił się o kolejny cud zamieniając go w ziemski odpowiednik anioła stróża. A wszystko to bez cienia patosu.

Chciałabym żeby wygrał: Willem Dafoe
Zapewne wygra: Sam Rockwell

NAJLEPSZA AKTORKA DRUGOPLANOWA

K: Najciekawszą postać stworzyła Allison Janney. Miłość objawiająca się przemocą to jednak rzadkość i trudna sprawa do przedstawienia. Coś czuję, że jej postać była na tyle negatywna, że Akademia nagrodzi kogoś innego: stawiam na Octavię Spencer. Nie będzie to dla mnie jakoś szczególnie zrozumiały wybór, ale przynajmniej po ogłoszeniu wszystkich laureatów nie powróci akcja #oscarssowhite.

Chciałbym żeby wygrała: Allison Janney
Zapewne wygra: Octavia Spencer

O: Matki, siostry, przyjaciółki… O dobrej skądinąd grze aktorskiej piosenkarki Mary J. Blige w “Mudbound” zapomniałam jednak dość szybko. Olivia Spencer w “Kształcie wody” i Lesley Manville w “Nici Widmo” niemal dosłownie realizują misję drugoplanowej aktorki – czyli supporting actress – a więc dzielnie wspierają z tylnego siedzenia postaci pierwszoplanowe. I robią to naprawdę dobrze, przemycając co nieco cech charakterystycznych swoich bohaterek. Zwłaszcza postać Manville, której niedopowiedziana historia w filmie szczerze mnie zaciekawiła. Laurie Metcalf jako mama głównej bohaterki w “Lady Bird” wypadła bez zarzutu, ale chyba będzie musiała usunąć się na drugi plan na rzecz innej, bardziej toksycznej mamy. Allison Janney jako nieobliczalna, psychotyczna i demoniczna matka Tonyi Harding wygraną powinna mieć w kieszeni. To zresztą świetna aktorka i cieszę się, że z wiekiem przyszło jej rozkwitnąć. Oby jak najwięcej ról dla wspaniałych dojrzałych kobiet!

Chciałabym żeby wygrała: Allison Janney
Zapewne wygra: Allison Janney

tonya

NAJLEPSZY REŻYSER

K: Trudny wybór. Nie jest łatwo wskazać jednego faworyta. Postawię na Andersona, który tak poprowadził utalentowanych aktorów, że należy mu się wielkie uznanie. Bardzo lubię Nolana, ale na swoją statuetkę powinien jeszcze trochę poczekać. Miłym zaskoczeniem byłaby nagroda dla skromnego „Lady Bird”. Oby tylko nie nudziarstwo i „Kształt wody”.

Chciałbym żeby wygrał: Paul Thomas Anderson
Zapewne wygra: Paul Thomas Anderson

O: Z miejsca chyba odrzuciłabym Guillermo del Toro, bo jego wizja – choć piękna i obiecująca, mimo potencjału nie zdała egzaminu jako całość. Wśród pozostałych mamy z jednej strony wytrawnych mistrzów w udanych odsłonach: Andersona i Nolana, a z drugiej dwóch twórców przed 40-stką: więcej niż obiecującą Gerwig z jej częściowo autobiograficzną “Lady Bird” i Jordana Peele z miejmy-nadzieję-nieautobiograficznym debiutem “Uciekaj!”. Jestem rozdarta.

Chciałabym żeby wygrał: moje serce jest rozdarte – skłaniam się ku Andersonowi, ale wobec braku nagrody za “odkrycie roku”, szczerze kibicuję też twórcom “Lady Bird” i “Uciekaj!”
Zapewne wygra: Paul Thomas Anderson

Strony: 1 2

Top