Loading

Między przygotowaniem mazurków i jaj faszerowanych a prawie udanej próbie ucięcia sobie palca w trakcie siekania orzechów chciałam przypomnieć Wam o jednym z ukochanych musicali Ameryki. Musicalu, bez którego za oceanem wiele osób nie wyobraża sobie świąt, a u nas o dziwo nie przebił się do pierwszej ligi świątecznych evergreenów.

A przecież “Dźwięki muzyki”, chociaż ich akcja nie ma nic bezpośrednio wspólnego ze świętami, przywodzą na myśl wszelkie atrybuty świątecznego ducha. Familijny klimat i pozytywne wartości oraz ciepło, którym ten film bezwstydnie emanuje – to wszystko potrafi pogodzić osoby obchodzące święta w wymiarze religijnym z tymi, dla których mają one laicki charakter.

Para na film - dźwięki muzyki

Musical dość swobodnie traktuje biografię rodziny Trappów, na motywach której powstał. W drugiej połowie lat 30-tych kapitan był już dojrzałym mężczyzną w okolicach 60-tki i nie wyglądał jak przedwojenny amant, czyli nie miał twarzy Christophera Plummera. Inaczej niż w musicalu, Trapp przed wojną stracił fortunę i cała rodzina koncertowała, żeby zarobić na utrzymanie. W 1938 roku, gdy Niemcy zajęły Austrię, wyjechali w zagraniczną trasę koncertową, a ostatecznie wyemigrowali do USA na stałe w 1939 roku. Można powiedzieć, że byli prekursorami Kelly Family, tylko bez hippisowskiej otoczki, za to z iście austriacką schludnością.

Osobiście losy von Trappów poznałam najpierw nie przez “Dźwięki muzyki”, a za sprawą Polonii 1 i serialu anime “Rodzina Trappów” – jednego z wielu na tej stacji. Ciekawa jestem, czy ktoś go jeszcze pamięta? Z perspektywy dwudziestu kilku lat trudno mi się do niego odnieść merytorycznie, ale wspominam go z sympatią.

Pamiętacie? To teraz wersja filmowa:

                                                                

Stosunkowo niewielka popularność “Dźwięków muzyki” w Polsce wydaje się o tyle dziwna, że geograficznie akcja jest umiejscowiona w całkiem bliskim nam realiach. Żyjąca w Austrii u progu drugiej wojny światowej Maria przygotowuje się do roli zakonnicy. Wierzy w swoje powołanie, starając się zignorować fakt, że nie przystaje do zakonu z całą jego powagą, majestatem i zasadami, bo rozpiera ją energia, która w murach zakonnych budzi kontrowersje, a nawet zgorszenie. Dodajmy do tego brak dyscypliny, roztrzepanie i kilka innych pomniejszych grzeszków. Dlatego w trakcie nowicjatu siostra przełożona wysyła Marię do domu Georga von Trappa, owdowiałego ojca siedmiorga dzieci, dla których ta ma pełnić funkcję guwernantki. Kapitan von Trapp okazuje się być jeszcze bardziej rygorystyczny niż zakon, na dzieciach praktykuje metodę zimnego chowu będącą wypadkową stereotypowego austriackiego wychowania i oficerskiej dyscypliny.  

Broniłam się przed tym musicalem. Kiedy oglądałam “Dźwięki muzyki”, do władzy usiłowały dojść cyniczne i sceptyczne głosy w mojej głowie – no bo jak to tak: [spoiler] zakonnica odbija narzeczonego baronowej, względy kapitana wygrywa ta, która lepiej radzi sobie z siedmiorgiem dzieci [[/koniec spoilera], przez większą część filmu problemy rozwiązują się szybko i stosunkowo bezboleśnie (nie liczę finału, w którym sytuacja rzeczywiście się komplikuje). A ta wszechobecna słodycz wylewająca się z ekranu… Doszło do tego, że zaczęłam sobie zadawać pytanie: czy nie jestem już nieco „za duża” na “Dźwięki muzyki”? A może to właśnie musical reżyserowany przez Roberta Wise’a okazał się być za stary dla mnie?

Dźwięki muzyki - Para na film

Nic z tych rzeczy. Ostatecznie i tak zwyciężyły we mnie sentymenty oraz odczucie przyjemności płynące z oglądania filmu na wskroś pozytywnego, nawet jeśli dramaturgii tam stosunkowo niewiele.

Główne źródło magii tkwi z pewnością w piosenkach, które są czarujące i szalenie chwytliwe. Zaczynają nam towarzyszyć od pierwszego przesłuchania. Przy drugim zaczynamy je podśpiewywać. Są wręcz namolne, ale uroczo namolne, człowiek tylko się uśmiecha na to swoje nucenie, bo w gruncie rzeczy wcale nie chce się tych dźwięków pozbyć. Dotyczy to przede wszystkim najbardziej znanych: “Do-re-mi” i “So long, farewell”, ale pozostałe również nie ustępują im pola, gdy już poznamy je lepiej. Niezależnie od tego, czy wypełniają mury klasztoru, przestronne pokoje rezydencji von Trappa, czy wreszcie rozlegają się wśród bajecznych pejzaży Alp Salzburskich.

Strony: 1 2

Przeczytaj jeszcze to

  • Bardzo lubię musicale, ale nie słyszałam o nim! Za to wersja japońska jest świetna. Właśnie znalazłam całe odcinki na youtube. Coś mi się zdaje, że zajęcie na powrót ze świąt do domu mam już załatwione 😉 Wesołych Świąt!

    • Dziękujemy i mamy nadzieję, że Twoje święta takie właśnie były 🙂 Zgadzam się, japońska wersja (podobnie jak większość bajek z Polonii 1) przywołuje najlepsze wspomnienia dzieciństwa 🙂 Też się zastanawiam poważnie nad obejrzeniem tych odcinków raz jeszcze – parę lat temu przypomniałam sobie od początku do końca „Generała Daimosa” 😀 / Olu

  • levogues.blogspot.com

    Nigdy nie oglądałam prawdziwego musicalu i może skuszę się niedługo na ten film, bo warto poznawać coś nowego! 🙂

    • Pewnie, że warto 🙂 Może okaże się, że to nie Twoja bajka, a może zachwycisz się i wsiąkniesz w musicale 🙂

  • Orany ale jestem stara!! 😀 Oczywiście że oglądałam i uwielbiałam tą bajkę/musical 😀

  • Nigdy nie widziałam tego musicalu. Pokolenie za późno 🙂

  • Wygląda na warte obejrzenia, dzięki!

  • Marta Gie

    Nigdy nie miałam okazji ogladać, ale moja ciekawość została rozbudzona

  • Jakie widoki! Muszę koniecznie obejrzeć 🙂

Top