Loading

Chwilę przed napisami końcowymi, wszedł na salę pracownik kina i zarządził ewakuację z powodu zagrożenia pożarowego. Na całe szczęście, nie to było najstraszniejsze podczas seansu. „Autopsja Jane Doe” potrafi wywołać gęsią skórkę.

Tytuł filmu, to nie jest żaden wytrych, metafora lub niewiele znaczący element fabuły. Tutaj faktycznie przez znaczną część seansu oglądamy tytułową autopsję, a więc wraz z głównymi bohaterami staramy się dowiedzieć, co było przyczyną śmierci młodej kobiety. Nazwisko Jane Doe tymczasowo nadał jej policjant, który pod ziemią odnalazł jej zwłoki. Nie miała przy sobie żadnych dokumentów, ciało wyglądało jakby zmarła kilka godzin wcześniej, żadnego motywu i punktu zaczepienia. Zawozi ją więc na sekcję. Na miejscu pracuje ojciec z synem, którzy wydawać by się mogło przywykli do widoku martwych ludzi. Nie takich.

autopsja jane doe para na film

Film został przede wszystkim zbudowany na tajemnicy. W „The Ring” główna bohaterka, by dowiedzieć się, o co chodzi z dziewczynką wychodzącą z telewizora, musiała zwiedzić kilka miejsc. Tutaj zagadka ma zostać rozwiązana przy pomocy skalpela, siekiery, benzyny i innych przedmiotów, które doskonale znamy z gry w „Operację”. Przy czym tutaj mamy wersję bardziej dla dorosłych, bo autorzy nie szczędzą nam zbliżeń na przecinane ciało, wyjmowane z niego kolejne narządy, tryskającą krew, muchy wychodzące z oka i inne tego typu atrakcje. Na szczęście nie stanowią one głównego wabika, a są wręcz bagatelizowane.

Pewnie wiele osób zastanawia się, jak można pracować w kostnicy lub zajmować sekcjami. Serial „Sześć stóp pod ziemią” sprowadził taką robotę do poziomu kowala i innego kominiarza. Tak też zaczyna się „Autopsja Jane Doe”. Panowie włączają radyjko, bez mrugnięcia okiem kroją na kawałeczki, wyjmują wnętrzności, w międzyczasie napiją się herbatki i pożartują sobie przy pomocy zwłok – 8 godzin i fajrant, jak wszędzie. Twórcy w tym momencie nie szczędzą czarnego humoru i wrzucają rockową, skoczną muzykę pod otwieranie trupa. Podczas ekspozycji, która przypomina film instruktażowy (mam nadzieję, że zapytano o zdanie fachowców) można się sporo dowiedzieć o przebiegu typowej sekcji. Oczywiście horror nie byłby horrorem, gdyby nagle nie zaczęło dziać się coś niepokojącego.

autopsja jane doe 2 para na film

Ponieważ, jak pisałem na początku, fundament „Autopsji Jane Doe” stanowi tajemnica, to ode mnie na temat opisu fabuły nie dowiecie się niczego więcej. Powiem tylko, że poza krojeniem ciała i rozwiązywaniem zagadki, jest też tutaj sporo uciekania i zjawisk, o których nie piszą w podręcznikach do nauki przeprowadzania sekcji.

Poza kilkoma minutami, ekran należy do trzech bohaterów. Ojca, syna i Jane Doe. Dwóch panów (Emile Hirsch i Brian Cox) poprawnie poradziło sobie z aktorskimi kreacjami. Żałuję, że tylko kilka minut dostał Roose Bolton z „Gry o tron” (Michael McElhatton). Za to z ciekawej strony pokazała się Olwen Catherine Kelly w roli Jane Doe, czyli ni mniej ni więcej – trupa. Takiego, który nie tylko dostał miejsce w tytule filmu, ale też otrzymał częste zbliżenia kamery głównie na oczy – wzbudzając grozę, bo tylko czeka się aż się poruszy.

autopsja jane doe 3 para na film

Samo abecadło horroru zostało przez twórców znakomicie przestudiowane i wyłożone. Akcja rozgrywa się w maleńkich pomieszczeniach w piwnicy domu. Ponieważ uznano, że martwi ludzie to za mało, to jeszcze w radiu słychać o silnym wietrze, opadach deszczu przez co m.in. gaśnie światło.

Fabuła, której jako całości nie można zarzucić braku oryginalności, z czasem zaczyna niestety grać na kliszach kina grozy. Co tu mamy? Nieszczęsne straszaki, w tym pierwszy, który okazuje się oczywiście fałszywym alarmem. Standard. Nie będę wymieniał kolejnych ogranych motywów, które się tutaj znalazły nie wiem, po co. Misternie budowany klaustrofobiczny klimat nie potrzebował takich atrakcji, tak jak fabuła poradziłaby sobie bez łopatologicznego wyjaśnienia całej historii i nierealistycznej dedukcji bohaterów, którzy w swoich przewidywaniach okazują się geniuszami.

Gdyby alarm pożarowy w kinie został wywołany mniej więcej po godzinie filmu, to pewnie wróciłbym go obejrzeć z przeświadczeniem, że to trzeba dokończyć – taki dobry horror! Ponieważ ewakuacja zgrała się z napisami końcowymi, to już na pierwszym seansie zobaczyłem, że film z czasem się pogubił.

Ocena Konrada – 6/10

Przeczytaj jeszcze to

  • Samanta

    Może się wydawać ciekawy 🙂

Top