Loading

Można mieć pewne zastrzeżenia do propagandy obecnej TVP. Nie sposób zrozumieć zapraszania do programów politycznych przedstawicieli innej partii niż rządząca. Grono komentatorów też jest za szerokie. Tyle w ostatnich latach powstało patriotycznych tygodników – mało, że muszą do studia zapraszać ludzi z wyborczej? Tego błędu nie popełnia „Smoleńsk”. W nim nie ma miejsca na różne opinie i interpretacje. Jeżeli pójdą szkoły, to jest nadzieja, że młodsze pokolenie powiększy grono zwolenników dobrej zmiany, a za kilka lat, nie chcę zapeszać, powiesimy Tuska.

Na początku prac nad filmem były pewne zakusy, by zrobić ze „Smoleńska” film niejednoznaczny, bez wydawania wyroków, bez wskazywania winnych. Prawicowy publicysta Marcin Wolski napisał właśnie taki scenariusz. Z katastrofą, a nie zamachem. Przecież już autorzy bajek dla dzieci doskonale zdają sobie sprawę, że najlepiej sprzedaje się świat czarno biały. Propaganda, to takie wychowywanie na nowo, więc na całe szczęście Wolskiego odsunięto od prac i wprowadzono stosowne poprawki.  W „Smoleńsku”, co oczywiste, jest zamach, a ludzie dzielą się na dobrych i złych.

smoleńsk_film2
Przez te wszystkie lata przewinęło się kilka teorii: sztuczna mgła rozpylona przez rosyjski samolot, wybuch, kontrolerzy specjalnie sprowadzający Tu-154 tak, by się robił. W związku z tym pojawił się problem, którą z nich wybrać, by niektórzy nie odwrócili się od filmu. Wybrnęli brawuro, bo widzimy wszystkie! Żadna z nich nie wyklucza kolejnej, więc można spokojnie zaimplementować każdą.

Pierwszym celem dobrej propagandy jest utrzymanie przy sobie już przekonanych. By to zrobić, należało użyć kilku sztuczek. Już sam zamach, który wszystkim odpowiada, to wiele, ale mógł nie wystarczyć. Założono, że łączy ich także niechęć do TVN, Niemców, Platformy Obywatelskiej z Tuskiem i Kopacz na czele. Zatem każde z nich zostało odpowiednio zdyskredytowane. Z obawy przed procesami TVN zastąpiono przez TVM, co nawet było dodatkowym plusem, bo wprowadziło delikatny element komiczny i  odbiorcy po rozwiązaniu tej zagadki mogli poczuć chwilę triumfu. Świetnie został dobrany aktor do roli wydawcy. Redbad Klynstra ma tak diaboliczne spojrzenie, że aż szkoda, że nie mógł zagrać tutaj kilku ról.

smolensk_film3
Stosunkowo łatwo było skrytykować PO, Tuska i Kopacz – w końcu mieli z zamachem wiele wspólnego. Problemem pozostały Niemcy. Scenarzyści wpadli na ciekawy pomysł. Jest taka scena, w której Lech Kaczyński z małżonka oglądają w telewizji jak ówczesny premier rozmawia z Putinem na molo w Sopocie. Między parą prezydencką wywiązuje się taki oto dialog:

– Ciekawe w jakim języku rozmawiają?

– Pewnie po niemiecku.

Oklaski. I znowu kolejny element komiczny, który jest niezbędny nawet w takich filmach.

Fabuła „Smoleńska” skupia się na dziennikarce, która prowadzi śledztwo w sprawie – według niej – katastrofy. To dobry motyw, by w filmie pokazać kolejne etapy faktycznego śledztwa Antoniego Macierewicza. Trzeba było to jednak ograniczyć w czasie do tych dwóch godzin. Na fabułę z odpowiednią dramaturgią oraz na wszystkie fakty historyczne nie wystarczyłoby czasu, wiec słusznie uznano, by historię dziennikarki ograniczyć do zdobywania kolejnych poszlak i rozmów z rodzinami smoleńskimi oraz tajemniczymi ludźmi, którzy naprowadzą ja na prawdę. Ciężkie zadanie, bo trochę tego było, ale chyba niczego nie pominięto. Jeśli coś się nie zmieściło w głównej historii, słychać to w tle jak rozmawiają o tym statyści.

smolensk_film4
Ciekawym zabiegiem okazało się umieszczenie głównej bohaterki w TVM. Jest ona typową mainstreamową dziennikarką. To świetna szansa na próbę przekonania do prawdy o zamachu tych, którzy w nią nie wierzą tzn. nie znają faktów. Dialogi naszej dziennikarki z innymi zostały zbudowane tak, by to ona zadawała trudne pytania lub obśmiewała zamach, ale pod koniec każdej rozmowy otrzymywała ciętą ripostę. Przegrywa absolutnie każdą dyskusję.  Może dzięki temu część lemingów przejdzie na właściwą stronę. W końcu ona zadaje ich pytania. Przykład? Po wypłynięciu informacji o kłótni generała Błasika z pilotem dochodzi do rozmowy dziennikarki z kierowcą, który mówi, że on ich widział i nikt się nie kłócił. Koniec. Więcej dowodów nie potrzeba.

Dobrze sobie poradzono także z niewygodnymi wątkami historycznymi jak ten, gdy pilot odmówił prezydentowi Kaczyńskiemu lotu do Tbilisi. O wywieraniu presji publicznie mówił sam dowódca załogi, a Przemysław Gosiewski nazwał go tchórzem. W filmie dowiadujemy się, że nie było żadnej presji, bez zagłębiania się w zbędne szczegóły i następuje szybka ucieczka do kolejnego wątku. Tak to się powinno robić.

Na wyobraźnię działa kilkukrotne zrównywanie mordu w Katyniu z zamachem w Smoleńsku. Pięknie zostało to podsumowane pod koniec filmu. Muzyka Michała Lorenca także odpowiednio współgra z wydarzeniami na ekranie.

smolensk_film5
Zastrzeżenia mam do aktorki odgrywającej główną rolę. Dobrze, że się często uśmiecha, pokazując cynizm dziennikarzy TVN, ale z czasem następuje w niej przemiana i dopytuje o kolejne rzeczy. Powinien to być ktoś na wzór wydawcy – zły od początku do końca. Inaczej sytuacja wygląda z Zelnikiem, który wciela się tutaj w złowieszczego agenta. Zagrał tak dobrze, że niektórzy mogą zrównać aktora z rolą i  przestać go szanować, a on jest przecież po stronie prawdy.

Pewne rzeczy można też było łatwo poprawić. Nie rozumiem, dlaczego w scenie w Krakowie wśród protestujących przeciwko pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu jest tylu Azjatów. Jeżeli już robić z tego multi-kulti to lepszym rozwiązaniem byłoby ustawienie tam kilku muzułmanów, żydów i cyklistów – niech ludzie wiedzą, kto się temu sprzeciwiał. Azjaci nie wzbudzają żadnych emocji, a jedynie wyglądali tam dziwnie.

„Smoleńsk” jako pierwsze propagandowe dzieło obecnego rządu wypada bardzo dobrze, ale do ideału trochę brakuje. Przy następnym filmie (biografia Jarosława Kaczyńskiego?) musi być lepiej.

Ocena Konrada 8/10 (jako film propagandowy)

Przeczytaj jeszcze to

Top