Loading

A pamiętajmy, że w więzieniu jest również personel, który w serialu znakomicie uzupełnia więźniarki. Jego również poznajemy wraz z kolejnymi odcinkami. Są jeszcze ONI  – duchy świata zewnętrznego, ale więź z nimi rozluźnia się na naszych oczach, to tylko cienie rzeczywistości, wspomnienie. Prawdziwe życie toczy się za kratami.

Czemu zawdzięczamy tę psychologiczną wiarygodność? Oprócz pracy i talentów twórców, którzy tak umiejętnie balansują między komedią a dramatem obyczajowym, nie bez znaczenia jest tutaj literacki pierwowzór napisany przez nikogo innego jak przez prawdziwą Piper Kerman. W Polsce na książkowych półkach znajdziecie go jako “Dziewczyny z Danbury”. Zarówno autobiograficzne wspomnienia autorki, jak również realia stanowią solidne fundamenty dla świetnie napisanego scenariusza.

Społeczno-obyczajowy aspekt serialu z pewnością ucieszy środowiska LGBT – częstotliwość relacji homoseksualnych zdecydowanie przeważa nad tymi heteroseksualnymi, czemu jednak trudno się dziwić, biorąc pod uwagę mało zróżnicowane płciowo środowisko, w jakim znalazły się bohaterki. Pojawia się również bardzo wiarygodnie i z wyczuciem przedstawiony problem zmiany płci, tym bardziej, że oglądając go, zobaczymy aktorkę transseksualną.

Z tych powodów  “Orange…” raczej nie spodoba się ministrowi Waszczykowskiemu. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że produkcja podpadnie również entuzjastom gospodarki wolnorynkowej. Destrukcyjny charakter korporacji, wzmianki dotyczące ekologii, wynaturzenia i grzechy kapitalizmu, nierówności społeczne, fanatyzm religijny, dyskryminacja kobiet – wszystko bezlitośnie wypunktowane w serialu.

Miłośników intertekstualności na pewno ucieszą liczne nawiązania kulturowe. Więzienie idealnym miejscem dla moli książkowych? Hmm… Pewne jest, że osadzone mają dużo czasu, więc dużo czytają, rozmawiają o literaturze, która pozwala im na mentalną ucieczkę z zakładu karnego. Nie brakuje również odniesień do filmowej klasyki, np. “Annie Hall” czy “West Side Story”. W jednym z odcinków usłyszymy również – jakże smakowicie umiejscowioną w kontekście! – piosenkę z musicalowej wersji “Nędzników”. Już samo odkrywanie literackich i filmowych odniesień przemyconych raczej dyskretnie, a przecież tak gęsto, daje wiele satysfakcji. Aha, twórcy nie udają, że serialowy świat kończy się na Netflixie 🙂

Wspomniałam już, że więzienie poznajemy wraz z Piper i w pierwszym sezonie patrzymy na nie jej oczami. Dopiero z perspektywy czasu dostrzeżemy subiektywizm, w jaki nas wrobiono. Oto bowiem gdzieś w połowie sezonu łapiemy się na tym, że to początkowo przerażające miejsce,  zaczyna nieco przypominać obóz gimnazjalistek (a jak wiadomo, niektóre gimnazja mają w sobie coś z poprawczaka). Bądź co bądź mamy do czynienia z więzieniem o lekkim rygorze, co sprzyja humorystycznej konwencji. Ale bez obaw – raz na jakiś czas twórcy z gorliwością strażników więziennych dostrzegają nasze nadmierne radosne ożywienie i śpieszą, żeby zdzielić nas obuchem po głowie i przywołać nas do porządku dramatycznym i/lub drastycznym zdarzeniem, które przypomni nam, gdzie naprawdę jesteśmy.

To jeden z tych seriali, które połyka się bez umiaru i w dużych porcjach. Pierwszy sezon obejrzałam ciągiem, drugi  trzeci obejrzałam już w tempie zbliżonym do uznawanego za przyzwoite. Czy to dlatego, że serial stracił impet i werwę? Nawet jeśli twórcy nieco spuścili z tonu, “Orange Is the New Black” pozostaje produkcją, od której trudno się uwolnić.

Olu

Strony: 1 2

Top