Loading

Sygnał

THE SIGNAL

K: Ten ciekawy thriller sci-fi nie doczekał się nawet polskiej premiery. W jednej z głównych ról pojawia się znany z „Matriksa” Laurence Fishburne, ale nie o nazwiska tu chodzi, a o klimat i historię. Oto przyjaciele próbują wytropić tajemniczego hakera i… dalej już może nie będę opowiadał, a wy nie oglądajcie zwiastunów i sami powoli odkryjcie tajemnicę „Sygnału”. Gdy już myślisz, że wiesz, co się dzieje, to – niespodzianka – zmierzamy jednak w inną stronę. Dla takich produkcji zostało wymyślone określenie „mindfuck movies”, ale nie każdy z nich jest równie dobry – niektóre tylko myślą o twiście na koniec filmu, a to co wcześniej traktują jak zło konieczne. Tutaj film ogląda się dobrze od samego początku.

Zabić, jak to łatwo powiedzieć

zabic jak to latwo powiedziec

K: Jedna z ostatnich ról Jamesa Gandolfiniego, Brad Pitt, na stołku reżysera Andrew Dominik. Ekipa jest zacna, a sam film to kawałek mocnego gangsterskiego kina. Przy czym nie ma tutaj wielu efektownych strzelanin i romantyzmu, a zamiast tego są długie rozmowy, ciężki klimat, powolna, ale niedłużąca się akcja. poza tym w tle przebija się współczesna Ameryka i jej politycy w kontrze do życia „na dole„. Ambitne kino gangsterskie, które – sądząc po ocenach – nie przyjęło się u nas zbyt dobrze.

Powidoki

powidoki 1 paranafilm

K: Film znalazł się tutaj głównie dlatego, bo spotkała go wielka fala krytyki, gdy został wystawiony w walce po Oscary kosztem „Ostatniej rodziny” i „Wołynia”. Owszem – te dwa filmy były lepsze, ale nie obwiniajmy pszczół, za to, że ktoś sprzedaje miód w łatwo tłukących się słoikach (badum-tss). Ostatni film Wajdy to poprawnie zrobiona biografia w starym stylu, która może nie jest wielka, ale może się podobać, a w dodatku jest jednoznacznie antykomunistyczna. Godne zakończenie kariery. Cała recenzja filmu dostępna jest tutaj

Wywiad ze słońcem narodu

wywiad_ze_sloncem narodu

K: Jedna z wielu komedii w tym zestawieniu. Pisałem o nim jeszcze na łamach gry-online.pl. Nawiązuje do „Dyktatora” Cohena, przy czym na warsztat bierze przywódcę Korei Północnej zwanej też Najlepszą Koreą. Lubię Rogena, może mniej Franco, ale obydwaj panowie gustują w podobnym poczuciu humoru, który jest mi bliski (i się tego nie wstydzę!) Ta komedia to świetna zabawa, która czasami nawet zadaje poważne pytania i ironicznie komentuje rzeczywistość.  Film stał się głośny przy okazji ataku hakerów na Sony (tak, to uraziło wodza Korei Północnej!), ale przyjęcie miał dużo gorsze od fejmu. Moim zdaniem – niesłusznie.

O: Było głupio, ale trafnie i śmiesznie. Bo może tak właśnie powinno być, może czasami tylko bezpardonowy humor niewysokich lotów potrafi udźwignąć i wyśmiać zjawisko, którego nie akceptujemy i na które patrzymy z niedowierzaniem i słusznym gniewem. Poza tym już sama konfrontacja dwóch skrajności: kultury masowej z surowością, wzniosłością i ascetyzmem (ukazanymi rzecz jasna przez pryzmat konsumpcyjnego amerykańskiego stylu życia, więc ostentacyjnie spłyconymi) Korei Północnej, szczerze mnie ubawiła. Podobnie jak krótkie pojawienie się Eminema. Czasami proste – by nie powiedzieć: prymitywne – patenty sprawdzają się najlepiej. 

Movie 43

Movie 43

K:  Długo odkładałem ten film. Widziałem gwiazdorską obsadę i znanych reżyserów, ale też oceny w Internecie oscylujące wokół 4/10.  Pisali, że niesmaczne i w ogóle nieśmieszne. W końcu dałem mu szansę i jakie mnie czekało zaskoczenie! Film składający się z kilku obrazoburczych nowelek to zestaw kapitalnych, często obscenicznych żartów, które bawią do autentycznych łez. Po filmie już pogodziłem się z tym, że mam jakieś wypaczone poczucie humoru, ale nie mam zamiaru przed każdym się tłumaczyć i dowodzić, że jeszcze bardziej podoba mi się np. „Żywot Briana”. Swoją drogą ci wszyscy ludzie, którzy wmawiają sobie, że mają wysublimowane poczucie humoru i za przykład podają Monty Pythona zapominają, że ci genialni komicy uwielbiali ostre żarty, a sceny z nieustannym wymiotowaniem także nie były im obce.

O: Tytuł znienawidzony, znany z tego, że budzi niesmak i obrzydzenie. Może obnaża prymitywizm mojego i Konrada poczucia humoru, a może po prostu robi na nas wrażenie, że nie ma takiego tabu, którego ten film nie byłby skłonny poruszyć. Momentami wspina się też na wyżyny głupoty. Tylko że to jest już ten poziom, kiedy głupota spotyka się z absurdem. Jest coś odświeżającego i oczyszczającego w tych kuriozalnych etiudkach. Aktorzy – znane i lubiane nazwiska – nie powinni się wstydzić tego wybryku. Przeczytałam gdzieś trafny komentarz, że gdyby film tyczył się animacji, oceny i opinie byłyby znacznie wyższe. Ludzie chyba nie są gotowi, by humor z „South Park” i „Family Guy’a” wyszedł z poziomu animacji. Potrzebują kreskówkowego filtru, żeby pewne rzeczy zaakceptować i ja ich rozumiem, choć tej potrzeby nie podzielam.

Twórcy igrają z głupotą i prymitywizmem, co jest elementem konwencji. Z tego też powodu nie mogę postawić tego filmu na równi z charakterystycznym nurtem komedii amerykańskich. Tu mamy prowokację. A przy tym każda z historii stanowiła próbę przedstawienia niezręczności i absurdów w codziennych sytuacjach i interakcjach. Czy to hipokryzji, poczucia zażenowania na pierwszych randkach, czy irracjonalnych męskich lęków w obliczu menstruacji, stawianiem przesadnych ograniczeń lub konsekwencji wynikających z ich braku. Oczywiście nie ma co doszukiwać się tutaj wnikliwych diagnoz społecznych, ale twórcy w gęstym sosie obrzydliwości przemycili wiele trafnych spostrzeżeń.

Momentami “Movie 43” wydaje się być wręcz parodią głupich i miałkich filmów. Co roku powstaje wiele bardzo złych produkcji, które z powodu hiperpoprawności politycznej i gatunkowej, nie rzucają się w oczy. Ot, tchórzliwe gnioty. Tymczasem w “Movie 43” mamy do czynienia wręcz z aktem brawury. Bo głupota jest tutaj środkiem wyrazu. Nie przemyca się jej ukradkiem, a wynosi się ją na sztandary.

Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie

milion sposobow jak zginac na zachodzie

K: Ja mam chyba słabość do twórcy „Family Guya”, który stoi za tą komedią. Seth MacFarlane zrobił naprawdę udaną komedię w klimacie FG –  ten sam poziom i częstotliwość żartów. Słabsze sezony jego kreskówki tłumaczę nawet tym filmem – nie chciał w telewizji rzucić wszystkiego, co ma. Potwierdzeniem tej tezy jest to, że już ostatnie odcinki są dużo lepsze – widocznie aktualnie nie pisze scenariusza do żadnego filmu. Zgrywa z Dzikiego Zachodu wyszła więcej niż dobrze, a sam monolog opisujący tamte czasy jeszcze obrośnie kultem, bo na to zdecydowanie zasługuje.

O: Powszechnie lubiany “Ted” był dla mnie miałki i dość zachowawczy. “Milion sposobów…” stworzył możliwości igrania z konwencjami, przemycenia licznych nawiązań i okazji do parodii, z których Seth MacFarlane skwapliwie skorzystał. Owszem, w tym akurat wypadku kilka obrzydliwych żartów natury fizjologicznej twórcy mogli sobie podarować, mimo to w ostatecznym rozrachunku udało się im zbudować zdemitologizowany świat Dzikiego Zachodu widziany oczami współczesnego człowieka. Ubawiłam się szczerze, może dlatego, że znalazłam w “Milionie…” humor pokrewny do “Family Guy’a”, a może dlatego, że niemało satysfakcji dało mi oglądanie, jak Seth rozprawia się z etosem Dzikiego Zachodu i przekłuwa balonik patosu i samozadowolenia Amerykanów ze swojej historii.

Sausage Party

sausage party

Ta animacja trafiła na prestiżową listę 10 najlepszych filmów 2016 roku według bloga paranafilm.pl. Co tu więcej dodawać? Link tutaj: Wybraliśmy najlepsze filmy 2016 roku

Olu i Konrad

Jeśli, tak jak my, interesujesz się filmami i spodobał Ci się powyższy tekst, to polub też naszą stronę na Facebooku i zacznij nas śledzić na Twitterze.

Strony: 1 2

Przeczytaj jeszcze to

  • Uwielbiam „33 sceny życia”, a „Kołysankę” oglądałam chyba ze 20 razy i zawsze bawi mnie równie mocno. „Sausage party” i „Powidoki” jeszcze przede mną, natomiast pozostałe raczej spoza kręgu moich filmowych zainteresowań 😉

  • nieprzyzwoitka

    W świetle Twojego wpisu mniemam, że zapewne dlatego, że nie jestem filmoznawcą „33 sceny z życia” zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie rozumiem skąd ten hejt, ale pewnie profesjonaliści oglądają tego typu filmy pod innym kątem. Wg mnie właśnie w swej hmmm wulgarności (?) i kontrowersyjności (?) cały jego urok. A reakcje na smierć i żałobę? Coż… ten obraz przemawia do mnie, ale ja jestem tylko zwykłym śmiertelnikiem o dość sporej empatii. Z chęcią oglądne „Kołysankę”- nie znam a opis brzmi zachęcająco. No a „Pan Tadeusz”? Przecież to jest urocze!

    • Tak! „Uroczy” to jedno ze słów-kluczy, gdy myślę o „Panu Tadeuszu” 🙂 A jeśli chodzi o „33 sceny z życia” – część krytyków i tak zwanych znawców była zachwycona, bądź co bądź film dostał Orła m.in. w kategorii „najlepszy film”, ale równocześnie sporo osób miało z nim niemały problem. Ten profesor był sędziwym tradycjonalistą i chyba poczuł się urażony. Co do moich odczuć dotyczących filmu, całkowicie zgadzam się z Tobą, „zwykły śmiertelniku o dość sporej empatii” 🙂 // Olu

  • Książka Do Plecaka

    „Pan Tadeusz” – uwielbiam.
    „Ajlawju” – kocham.
    „Dom w głębi lasu” – obejrzałem z przyjemnością.
    „Sygnał” – siedziałem jak zaczarowany.
    „Powidoki” – podobały mi się.
    Co jest ze mną nie tak? 🙂

    • To samo co z nami! 🙂 Jest to póki co niezdiagnozowana i nienazwana przypadłość, z którą jednak żyje się całkiem przyjemnie 😉 Serdeczności!

  • Widziałam tylko 3 filmy z listy 😀 „Kołysankę” dobrze wspominam, fajnie się bawiłam. „Pan Tadeusz” to bardzo ładne przeniesienie epopei na film! A „Wywiad z…” oj nie 😀 To nie mój humor, więcej zaliczyłam facepalmów niż radosnego śmiechu!

    • No tak, „Wywiad…” jest chyba jedną z bardziej kontrowersyjnych pozycji w tym zestawieniu 😉 Miło, że „Pan Tadeusz” i „Kołysanka” przypadły Ci do gustu 🙂

  • Pan Tadeusz, serio?

    • „Prawda – zawołał Robak – jak Pan Bóg na niebie!”
      😛

  • „40 lat minęło” jest świetne! Opinie na Filmwebie mierne, a dla mnie film spełnia wszystkie wymogi odmóżdżającej, lekkiej, amerykańskiej komedii 😀

  • Pan Tadeusz – za muzykę na pewno. Często piszę, słuchając tego fragmentu:

    https://www.youtube.com/watch?v=Ay2qxQTQZ_M&list=PL9t2AnABxCVyWk3_3LIzEWSrQJB36NAId&index=2

  • No to ja bede jeszcze innym „odmieńcem”- kojarzę tylko Pana Tadeusza, reszty nie widzialam 😀

Top