Loading

“Pomniejszenie” zaliczyło falstart. A przecież jego wielowątkowość kryje w sobie potencjał na świetny wysokobudżetowy serial. Pod warunkiem zachowania tego wszystkiego, co w nim udane, bo pomijając nieporozumienie na poziomie fabularnym, mamy tutaj szereg atutów w warstwie realizacyjnej, które dzielnie bronią wartości tego filmu.

Kunszt operatorski i montażowy w połączeniu z oprawą muzyczną ma tu momenty chwały. Świetne wrażenie pozostawiają po sobie sekwencje muzyczne, takie jak scena przygotowywania do zmniejszenia delikwentów. Wrażenie płynności i synchroniczność personelu medycznego przy łagodnych dźwiękach muzyki klasycznej przywodzą na myśl perfekcyjną choreografię baletu. Ta rutynowość  z jednej strony uspokaja nas co do procedury, ale jej doskonałość budzi też bliżej nieokreślony niepokój, podejrzenie bezduszności i amoralności całego procederu.

“Pomniejszenie” to wreszcie – ma się rozumieć – ogromny potencjał przy kreowaniu nowego świata. Miniatury to raj dla wyobraźni i miłośników gadżetów. Osobiście zawsze lubiłam wyobrażać sobie, że np. obrany orzech włoski to mózg lalki barbie albo pieczony indyk (w zależności od preferencji kulinarnych moich lalek 😉 ). Wszelkie miniatury sprawiają mi wiele radości, cieszy mnie więc, że scenografowie “Pomniejszenia” świetnie wykorzystują potencjał zabawy skalą.

Świat pomniejszony do złudzenia przypomina prawdziwy, do tego stopnia, że tak jak bohaterowie, jesteśmy skłonni momentami zapomnieć, że obracamy się w rzeczywistości kompaktowej. Jednak w większości scen jest jeden element będący punktem odniesienia, który dyskretnie, ale wymownie i z fantazją nam o tym przypomina. Są to zwykle atrybuty z tamtego świata. Czasem jest to główka rzeczywistych rozmiarów kwiatu w wazonie kupionego w Full Size Market. Kiedy indziej – paprocie imitują palmy.

Osobną kwestią jest tworzenie struktur nowego zminiaturyzowanego świata, który przecież ma być z gruntu lepszą wersją oryginału. Mimo pozorów idealnego ładu i nowego porządku, natura ludzka pozostała przecież bez zmian. Mamy więc “Dziki Zachód” – to określenie pada z ust jednego z bohaterów. Bardziej cwani obywatele korzystają ze wszelkich luk prawnych i przywilejów niczym we wczesnym etapie kapitalizmu.

Równocześnie spod idealnego obrazka zaczyna wystawać bieda i nierówności społeczne. Oto w roli sprzątaczek widzimy Meksykanki i Azjatki. Owszem, praca jak każda inna, ale kiedy zobaczymy, gdzie mieszkają niektóre osoby pracujące fizycznie, naszym oczom ukazują się slumsy, co stanowi oczywistą deziluzję początkowej sielanki.

I tu ciekawostka, bo te slumsy bardzo przypominają mi naszą swojską Szuflandię z Kingsajz. Choć oczywiście tam inny był kontekst i większa scenograficzna umowność – to zestawienie może posłużyć za ciekawy punkt rozważań w przyszłości. Sceneria, która u nas w okresie PRL była – ponurym, ale jednak! – standardem, tu jest siedliskiem skrajnej nędzy.

Niestety kwestie społeczne to kolejny problem zaledwie zarysowany. Choć trzeba przyznać, że cieszy przynajmniej częściowe pochylenie się nad nim, cieszy też pewna empatia wobec mniejszości, nie mogę odmówić sobie lekkiej szydery. Oto bowiem mamy Norwegów, Wietnamczyków, Meksykanów, ale gdy przychodzi do Słowian to najbardziej wschodni aktor do przedstawienia postaci Serba, który mieści się Amerykanom w głowach to Austriak Christoph Waltz.

Przy okazji – bardzo mnie cieszy, że ludzie grający w tym amerykańskim przecież filmie wyglądają jak ludzie, a nie jak wypacykowane hollywoodzkie gwiazdy, którym trudno uwierzyć, gdy portretują zwykłych ludzi. Wśród aktorów hollywoodzkich właśnie taki dar ma Matt Damon – człowiek, który nie jest zmanierowany i ciągle ma potencjał na everymana. Jego zwykłość to wielki atut, dzięki czemu grany przez niego Paul Safranek jest autentyczny i wiarygodny w swoim zagubieniu i poczuciu, że w życiu mu nie wyszło.

Tak samo postaci kobiece – bohaterki, z którymi zadaje się Paul Safranek. Wyglądają po prostu normalnie i wydają się być w adekwatnym do bohatera wieku. Przykre, że to, co powinno być normą, jest w najlepszym razie pozytywną jaskółką (oby!) na gwiazdorskim niebie, ale tak to wygląda.

Pomniejszenie” to przykład jak chaos i brak konsekwencji może – nomen omen – umniejszyć wartość filmu, który miał wszelkie predyspozycje do osiągnięcia sukcesu. Świetny pomysł na sci-fi, dobrze dobrana obsada, lekkość i bezpretensjonalność (do pewnego momentu), szereg ciekawych zagadnień, czy wreszcie interesujące rozwiązania realizacyjne – wszystko to w ostatecznym rozrachunku znalazło się w cieniu banału, patosu, skakania po wątkach i szukaniu wydumanego problemu zamiast skoncentrowaniu się na już istniejących. Marzę o serialu w podobnej konwencji.

Aleksandra Flis

 

Ocena: 6/10

[mimo wszystko, za pomysł i rozbudzenie wyobraźni]

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

Strony: 1 2

Przeczytaj jeszcze to

Top