Loading

Ten film nas lekko podzielił i to w zupełnie nieoczekiwaną stronę. Oto blockbuster o iluzjonistach, spisku i wielkim szwindlu. Nic nowego, więc czy daliśmy się zaskoczyć?

Może to Apap, a może magia kina – dość, że łykałam prawie wszystkie pomysły i sztuczki w “Iluzji” jak pelikan. Tak powinno wyglądać współczesne kino rozrywkowe. Przy okazji zyskałam alibi na zarzut, że gardzę współczesnym kinem rozrywkowym. Bo na „Iluzji” – kwintesencji tegoż, z dyskretnym dopiskiem “nie myśl zbyt wiele, bo się zmęczysz” – bawiłam się świetnie.

Ja niestety pomyślałem, szczególnie pod koniec, gdy wszystko już się nie kleiło. O ile film zaczyna się brawurowo i tak też jest przez większość seansu, to w pewnym momencie coś siada. Głupota finału sprawia, że cały film przypomina cudowną noc z cudowną kobietą. Z tym, że o poranku okazuje się, że to był transwestyta.

…Ale chociaż to był trans, noc była cudowna, hmmm? 😛 No więc właśnie: poczucie winy męczy delikwenta, ale było mu miło 😉 koledzy się nie dowiedzą, a moralniak szybko minie..  

Ale do rzeczy. Dialogi są cięte i sprawnie napisane. Główni bohaterowie – błyskotliwi i inteligentni, przerzucają się ripostami z dużą lekkością i przekąsem. To ten rodzaj dialogów, które filmy o prostych ludziach i prostych sytuacjach czynią nieznośnie pretensjonalnymi, tak jak miało to miejsce choćby w “Juno”, gdzie nawet nierozgarnięta koleżanka głównej bohaterki rzuca ripostami niczym Woody Allen. Jednak w przypadku, gdy bohaterowie z założenia mają stać ponad zwykłymi śmiertelnikami, takie dialogi są jak najbardziej na miejscu.

iluzja2

Prawdą jest, że cięty język i to cwaniactwo w każdym z głównych bohaterów to jedna z największych zalet filmu.

Nic dziwnego, w końcu mamy do czynienia ze współczesnymi odpowiednikami bogów, jakich znamy z mitologii. Ludzkie charaktery, nadludzkie – z ludzkiej perspektywy – moce. Wszyscy oni prowadzą dość wyrafinowaną grę. A publiczność wierzy im, niemal modli się do nich i płaci gruby hajs w ofierze. Agenci FBI są tu najwyżej herosami, próbującymi uszczknąć trochę tej boskości, mozolnie wdrapującymi się na Olimp. Podział aż do feralnego dla niektórych zakończenia jest klarowny i przewidywalny. Również aktorsko – każdy z aktorów porusza się w bezpiecznym i przewidywalnym dla siebie zakresie ruchów, min i zachowań.

Co prawda tata facebooka powtarza swoją rolę z “The Social Network”, ale nie czepiajmy się szczegółów. George Clooney gra zawsze tak samo, a nikomu to nie przeszkadza. Przeszkadza?

Czasem przeszkadza. Czasem pasuje do konwencji i wtedy jest ok. A skoro jesteśmy przy konwencji. Tytuł określa tu nie tylko tematykę, ale również sposób poprowadzenia fabuły. Rolę odwracacza uwagi pełni enigmatyczna pani agent (intrygująca jak zawsze Mélanie Laurent), która stwarza wrażenie, jakby wiedziała więcej niż wszyscy wokół i obwarowała się tajemnicami. O ile udało mi się przewidzieć, że twórcy chcieli, żebyśmy pomyśleli, że agentka ma coś wspólnego z iluzjonistami, o tyle finałowe rozwiązanie zaskoczyło mnie mocno i zostawiło z masą pytań bez odpowiedzi. Bo nie dostałam olśnienia w stylu: “ach, no tak! rzeczywiście!”, ciągle brakowało mi jakiegoś elementu łączącego zakończenie z fabułą (prawdopodobnie drugi seans filmu byłby w tym wypadku rozstrzygający), ale samo zaskoczenie… no cóż, zaskoczyło 🙂 A to była główna funkcja tego przewrotnego finału. Niemniej nie jestem do niego na tyle przekonana, żeby własnym ciałem bronić go przed gromami, które za chwilę padną ze strony mojego towarzysza 😉

To nie jest jakiś element łączący zakończenie z fabułą, który gdzieś zaginął. Zwyczajnie zakończenie jest podwójnie złe. Po pierwsze jest komiczne. Po drugie – nie ma sensu i kompletnie się nie klei. To, że zaskakuje nie jest zaletą, a wadą. Wyobraźcie sobie film obyczajowy opowiadający o trudach życia rodziny na prerii. Mają problemy z płaceniem podatków, komornik chce im zabrać ziemię. Walczą jak mogą. 10 minut przed napisami końcowymi przylatuje ufo, które wręcza im worek pieniędzy. Zaskakujące? Zdecydowanie. Dobre zakończenie? Jak się teraz zastanawiam… to całkiem niezłe, wiec mój wywód traci powoli sens. Chciałem tylko zastrzec prawa do takiego pomysłu. Idziesz na western, a tam na 10 minut film zmienia się w sitcom ze śmiechem z puszki. Idziesz na film dokumentalny, a tam pod koniec pojawia się Godzilla. Dobre!

iluzja3

Przyznaj lepiej, że nielogiczność zakończenia ma urok przywołanego przez Ciebie transwestyty. Dodam: dobrze zakamuflowanego transwestyty podczas sowicie zakrapianej alkoholem imprezy, bo widzę, że Twoje kontrprzykłady ewidentnie zmierzają w stronę kinowego guilty pleasure 😉

Oddaję głos, bo zapomniałem, o czym my tu…

Freeman i Caine – czyli szachownica. Piękny, nawet jeśli nieco sztampowy, pojedynek dwóch zachowujących stoicki spokój bogów-gigantów. K. w żartach zarzucił mi brak krytycyzmu, ale o to tu właśnie chodziło. Warunkiem dobrej zabawy było przyjęcie konwencji ze wszystkimi jej przejawami naiwności.

Freeman i Caine dosyć często pojawiają się razem w filmach. Zaczynam myśleć, że producenci umówili się z agentem jednego lub drugiego, że towarzysza zawsze dostaną gratis. Ciekawi bohaterowie, ale skutecznie zniszczeni przez bzdurne zakończenie. To zakończenie zniszczyło wszystko!

Gdzie leży granica między magią kina a iluzją kina? Wiem prawie na pewno, że po drugim obejrzeniu zniknęłoby wiele z magii i przede mną obnażyłby się typowy, choć nadzwyczaj zręczny film akcji. Ale tak jak bohaterka grana przez Laurent uważam, że pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć. Co z tego, że czar „Iluzji” znika tuż po obejrzeniu. Intensyfikacja doznań podczas seansu jest bezcenna. Wystarczy tylko zaufać twórcom i pozwolić się oszukać. Bo nawet jeśli są oni zwykłymi hochsztaplerami, jest to hochsztaplerstwo – paradoksalnie – wysokiej próby.

Chciałem dodać tylko od siebie, że bardzo podoba mi się słowo hochsztaplerstwo 🙂 Zdecydowanie bardziej od filmu, którego jednak nie uważam za jakąś kompletną kaszankę. Gdyby nie ZAKOŃCZENIE, zapewne wystawiłbym ocenę o oczko wyższą.

Według Olu 8/10
Według Konrada 6/10

Pierwotnie tekst napisaliśmy jesienią 2013 roku.

Przeczytaj jeszcze to

  • Just Me Blog

    Jak dla mnie – konkret ! 🙂

Top