Loading

Ktoś, kto pierwszej części nie widział, może mieć problemy z adaptacją i wczuciem się w klimat filmu. Trzeba jednak zaznaczyć, że niezaznajomiony z “Trainspotting” widz ma w filmie rzecznika. Jest nim bułgarska prostytutka Veronica – zawodowa (o ile za profesję uznamy szantaż) i prywatna towarzyszka Sick Boya. Jej rola jest aż nadto czytelna i przy tym bardzo istotna. Oprócz tego, że stanowi łącznik między niepozbieranymi chłopakami po 40-stce, jest głosem z zewnątrz wprost mówiącym: “żyjecie przeszłością”. Pełni również funkcję widza, który nie zaznał tych mitycznych lat 90-tych i nie czuje (bo i czuć nie musi) ich specyfiki. Reprezentuje nowe pokolenie, w jego imieniu zadaje pytania, próbując zrozumieć Rentona i resztę. Postać bezwzględnie potrzebna, jednak zbyt ostentacyjna.

Doceniam sam zabieg, ale osobowość Victorii już niekoniecznie. To typowa kobieta-fantom – bez właściwości i bez osobowości, chociaż ma się rozumieć, przedstawiana w filmie jako równa babka docierająca do każdego. W moich oczach nie pasowała do chłopaków, nawet na zasadzie opozycji i zbyt często miałam wrażenie, że poza przemyśleniem jej roli w filmie, nie dopracowano jej charakteru.

T2: Trainspotting - Para na film

Powrót do przeszłości

OKIEM KONRADA

Dawno nie widziałem filmu, który byłby tak bardzo zbudowany na nostalgii. O dziwo to całkiem ciekawy powrót. Zapewne szczególnie spodoba się osobom, które dorastały wraz z Rentonem i spółką, teraz mają 40 lat i żyją przeszłością. Zadbano o formę. Teledyskowy, oryginalny montaż i muzyka pięknie się uzupełniają. Bohaterowie są starsi, ale film sprawia, że nadal mają energię jak 20 lat temu. 7/10

Nawiązania do “Trainspotting” pojawiają się na każdym kroku. Stanowią przy tym najmocniejszy punkt filmu. Są sugestywne, poruszające i kreatywne zarazem. Dość powiedzieć, że bohaterom dosłownie przelatują kadry z młodzieńczego życia przed ich oczami. Usłyszymy dostosowany do specyfiki teraźniejszości słynny monolog-antymanifest pod hasłem: “choose life”. Pojawi się również scena łazienkowa pośrednio nawiązująca do “najgorszej toalety w Szkocji”, ponownie wejdziemy do pokoju Rentona, gdzie znów rozbrzmiewa “Lust for life” Iggy’ego Popa. Mało tego, odtworzone zostały niektóre ujęcia, takie jak: sekwencja zatrzymania się na masce gwałtownie hamującego samochodu i charakterystyczny śmiech chwilę po konfrontacji.

Kreatywne i efektowne wariactwo montażu i zdjęć wzbudza zachwyt. Dynamika i teledyskowe ujęcia perfekcyjnie komponują się z nieoczywistą konwencją filmów Boyle’a. W przeciwieństwie do swoich bohaterów, twórcy świetnie odnaleźli się w teraźniejszości. Próbkę tych wizualnych bodźców macie w zwiastunie.

Podobnie jak “Trainspotting”, “T2…” również bazuje na twórczości Welsha – tym razem na książkowej kontynuacji z 2006 roku, choć reżyser kontynuacji czerpie z powieści “Porno” dość swobodnie i niezobowiązująco. Początkowo wykorzystuje zabieg narracji w mniejszym stopniu niż dwadzieścia lat temu. Ta powraca w szczątkowej formie w pierwszej części filmu, by w trakcie zmienić narratora i perspektywę – co stanowi efektowną voltę i częściowo zrekompensowało mi ślamazarność akcji.

Trzeba to sobie powiedzieć jasno: seans “T2: Trainspotting” bez uprzedniego obejrzenia pierwszej części pozostanie niepełny. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że wówczas zobaczy się tylko grupę zagubionych przegrywów snujących się po ekranie.

Jeśli poddamy się nastrojowi filmu, nostalgia odurzy nas jak heroinowy odlot. I choć za “T2 Trainspotting” kryje się niewiele poza sentymentami, przyjemność z seansu – na poziomie formy i na poziomie wspomnień – w znacznym stopniu wynagradza nam fabularne niedostatki.

Moja ocena: 7/10

Aleksandra Drozd

Jeśli, tak jak my, interesujesz się filmami i spodobał Ci się powyższy tekst, polub też naszą stronę na Facebooku i zacznij nas śledzić na Twitterze.

Strony: 1 2

Przeczytaj jeszcze to

  • Film zdecydowanie nie w moim stylu, ale recenzja jest tak zachęcająca, ze chyba naprawdę odważę się go obejrzeć 😉

  • Zacząłem czytać ten tekst, jedząc (pyszny!!!) obiad 🙂
    I to był błąd… 😉

    • Jeśli to w ogóle coś zmienia – toaleta ze zdjęcia w trakcie nagrywania tej sceny była pokryta w całości czekoladą 😉

  • Dwójka to zdecydowanie punkt do odhaczenia 😉 nie to, żebym była fanką jedynki, ale przez sentyment do lat minionych… wypada 😉

  • Jednym słowem ( może dwoma): Jestem przerażona 🙂

  • Problem narkomanii może dotknąć każdego. Takie filmy powinny być obowiązkowe do obejrzenia nawet gdy wydaje sie nam że narkotyki to nienasz świat. Nigdy nie wiadomo kiedy, gdzie i kto z naszych najbliższych może się o nie otrzeć

  • follow creativity now

    Bardzo, bardzo wyczerpująca recenzja/analiza… Ale też niezwykle ciekawa. Pamietam ‚Trainspotting’ jako film który mnie przeraził. Nie wiem ile miałam lat kiedy go obejrzałam, ale zdecydowanie za mało. Zresztą jak I Rds. Szok związany z tak bezwzględnym zderzeniem ukazanej rzeczywistości brudu I brzydoty był ponad moje siły. A Wspomnienie ze sceną z wyszarpywaniem sobie pościeli nadal budzi we mnie obrzydzenie. Wiem, że to charakterystyczny typ filmów, I można go lubić, ale ja chyba nie dałabym się namowic na kolejny seans z pierwszą częścią 😀 a z drugą to jeszcze się zastanowię…

  • Jeszcze nie widziałam tego filmu i mimo, że oceniacie go dobrze, a pierwsza część była mi dość bliska, chyba nie mam ochoty na taką dawkę nostalgii 😉

  • Trainspotting i requiem to chyba najbardziej psychodeliczne filmy jakie kiedykolwiek widziałam. Zostawiają ślad w psychice. Ale to faktycznie pozycje kultowe. I ten film z chęcią obejrzę!

  • Bueheh, „lista wstydu” <3 obawiam się że moja jest zbyt długa, żeby za zycia nadrobić zaległości 😉

Top