Loading

Kto wrobił królika Rogera

O: Zemeckis po raz pierwszy, Zemeckis po raz drugi i… Zemeckis po raz trzeci! Jako dziecko lubiłam sobie wyobrażać, że postaci z kreskówek żyją naprawdę, a to, co widzimy w kreskówkach to ich role – na podobieństwo aktorów. W pewien sposób ta wizja pokrywa się z filmem “Kto wrobił królika Rogera”, gdzie mamy wrażenie, że oglądamy bohaterów naszych ulubionych bajek od kulis. Wystarczy dobra intryga kryminalna oraz pozyskanie jak najwięcej praw autorskich do wykorzystania wizerunku najbardziej charakterystycznych kreskówkowych bohaterów. Technologia sprzyja.

K: Chyba jedyny film, który także się wybił i łączył prawdziwych aktorów z postaciami ze starych kreskówek był “Kosmiczny mecz”. Trochę zachłysnęliśmy się animacjami 3D, a nostalgia w nas silna, więc chętnie obejrzelibyśmy ponownie Królika Bugsa i całą resztę ferajny ze Zwariowanych Melodii, a przy okazji właśnie w takiej stylistyce jak “Kto wrobił królika Rogera”. Nawet tam nie do końca został wykorzystany potencjał drzemiący w tym pomyśle. Jeszcze na tyle różnych sposobów można parodiować i odnosić się do świata bajek. Za młodu film naprawdę rozwijał wyobraźnię, że aż chciało się uwierzyć, że faktycznie animowani aktorzy żyją jak zwykli ludzie.

Zwierzogród

zwierzogrod_para_na_film_najlepsze_filmy_2016

O: Uniwersum wyemancypowanych zwierząt. Animacja, która nas podzieliła w ubiegłym roku. Dla mnie – potencjał na grę rozbudowaną niczym GTA. Oj, grałabym. Główni bohaterowie: króliczka Judy i lis Nick – byli wspaniali i nie do podrobienia. Z wielką chęcią zobaczyłabym ich na ekranie, choć równocześnie drżałabym, że ich akurat potencjał się wyczerpał. Ale nawet gdyby tak się stało – mamy mnóstwo osobowości, które mignęły nam w epizodach, mnóstwo gatunków zwierząt i niesamowite zróżnicowanie. Kopalnia pomysłów! Jedyne zagrożenie, jakie tu dostrzegam to właśnie ryzyko chaosu i rozdrobnienia. Ale nie jest to coś, z czym Disney nie dałby sobie rady.

Cud na 34. ulicy

cud_na_34_ulicy_filmy_swiateczne_para_na_film

O: Oczywiście mamy remake z 1994 roku tego uroczego czarno-białego świątecznego klasyka. Ale kusi mnie, by zobaczyć uwspółcześnioną wersję, a najlepiej – lustrzane odbicie wobec pierwowzoru. Dorey Walker, mama małej Susan, wierzy w Świętego Mikołaja, ale nie wierzy w ideę pracy, więc dzieci nie mają co jeść. W pewnym momencie dziewczynka spotyka mikołaja w centrum handlowym. Jest przekonana, że to ten prawdziwy, ale on wyprowadza ją z błędu, mówiąc, że został tu wysłany z zakładu dla umysłowo chorych i że wprawdzie cierpi na pewne psychiczne zaburzenie, ale nie tak bardzo jak jej matka. Interwencja fałszywego mikołaja sprawia, że mama zdobywa pracę. Proszę, jaka piękna kapitalistyczna bajka.

Czarna Żmija

O: Ok, tutaj twórcy zamknęli furtkę, ale… tylko z jednej strony! Owszem ostatni odcinek czwartego sezonu, którego akcja dzieje się podczas II wojny światowej nie pozostawia nam złudzeń, ale mamy jeszcze choćby starożytność, czyli plemiona celtyckie! Tam również Czarna Żmija mógłby snuć swoje intrygi dojścia do władzy i pasożytować na innych. Każda epoka historyczna stwarza ku temu godne okazje. Rowan Atkinson, Hugh Laurie, Miranda Richardson, Stephen Fry… wracajcie, proszę! Jeśli kolejna podróż w czasie tym razem by nie wypaliła, może by tak dokonać reinterpretacji któregoś z brytyjskich dzieł literatury, skoro cudownie przewrotna “Opowieść wigilijna Czarnej Żmii” udała się tak wybornie?

Komedia małżeńska

O: Jedna z ulubionych komedii Polaków – i nie dziwota, z uwagi na jej lekkość, bezpretensjonalność i ogólną sympatyczność – miałaby szansę na ciekawą kontynuację. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię wracać do tej historii (niemiłosiernie eksploatowanej przez stacje telewizyjne, przyznaję) i wspominać sobie lata 90-te, bo ten film jest esencją postpeerelowskiej rzeczywistości, czyli czasu zachłyśnięcia się wczesnym kapitalizmem. A czy zastanawialiście się, jak mają się państwo Kozłowscy teraz, po prawie ćwierćwieczu? Zostawiliśmy ich w bardzo szczęśliwym momencie. Z ulgą zobaczyliśmy, że Marysia opanowała sytuację i zmieniła rodzinną hierarchię. Zakończenie było jednak tak sielankowe, że aż nierealne i trochę martwię się o graną przez Ewę Kasprzyk supermamę i superżonę … Czy przy wszystkich swoich aspiracjach i talentach nie wróciła czasem do służenia własnej rodzinie?

Kogel-mogel

O: Kto z nas nie lubi przerzucać się cytatami z tego filmu? Chyba tylko Konrad, który jako jeden z ostatnich Polaków nie widział jeszcze produkcji Romana Załuskiego. Żarty na bok, ale wraz z “Komedią Małżeńską” “Kogel-mogel” wiedzie prym w kategorii filmów, które włączamy w święta, żeby leciały sobie w tle i ewentualnie zagłuszały niezręczną ciszę przy stole. Możemy wytykać słabości temu filmowi, ale giną one wobec ogromu nostalgii. Owszem, część druga już była – nie najgorszy “Galimatias”. Tym bardziej więc kusi, żeby zobaczyć, jak potoczyło się życie Kasi. Niestety nie ma już z nami wyrywnego Zenka, czyli Jerzego Turka ani męża Kasi, czyli Dariusza Siatkowskiego, ani Małgorzaty Lorentowicz, czyli babci Wolańskiej. Mimo wszystko czasem miło sobie wyobrazić, jak żyliby bohaterowie „Kogla-mogla” w XXI wieku. Docent Wolański zostałby już zapewne profesorem, Barbara Wolańska pewnie dalej nie zdecydowałaby się na rozwód, dziecko Kasi poszłoby na studia i podobnie jak ona chciałoby wyrwać się ze wsi, Piotruś… chyba przestałby się już moczyć w nocy. Mogłoby by być ciekawie.

Strony: 1 2 3

Top