Loading

Podczas dwóch kolejnych lat Eurowizyjne werdykty nie były już dla Polski tak łaskawe mimo w gruncie rzeczy bardzo udanych występów Justyny Steczkowskiej i Kasi Kowalskiej. Repertuar obu pań był prawdopodobnie zbyt mało rozrywkowy, zbyt mroczny i zbyt kameralny, chociaż jeśli chodzi o walory artystyczne, nie ma powodów do wstydu. To raczej nieporozumienie w rodzaju sytuacyjnego żartu: “przyjeżdża uczestnik Festiwalu Piosenki Aktorskiej na Dożynki”.

Tymczasem w latach 95-97 Eurowizja przeżywa krótki, ale owocny w udane kompozycje, romans z muzyką świata. Ludowe elementy będą wracać w późniejszych edycjach, ale chyba nigdy z tak spektakularnym efektem, jak “Nocturne” irlandzko-norweskiego Secret Garden reprezentującego Norwegię. Niezwykłe połączenie wpływów celtyckich i norweskich, a także neoklasycyzmu i new age’u sprawia, że w 1995 roku triumfuje Muzyka. Czyste piękno.

Jakby w ramach rekompensaty, że irlandzko-norweski duet reprezentował Norwegię, w 1996 roku triumfuje Irlandia reprezentowana przez Eimear Queen z celtyckim i magicznym “The Voice”.

Na fali world music w 1997 roku pojawia się również Anna Maria Jopek i nie mniej urokliwa piosenka “Ale jestem”.

Ciekawostka: ludzie wciąż jeszcze wyglądają i ubierają się jak ludzie, nie androidy. Ale to nie potrwa długo.

Od 1998 można dostrzec, jak w czołowych miejscach Eurowizji rozpanoszyła się mroczna era dance. Trzeba jednak przyznać, że piosenki zostały skomponowane dość miłosiernie, bo wprawdzie wpadają na moment w ucho, ale w przeciwieństwie do disco-polo, taktownie z niego wypadają chwilę później, nie zanieczyszczając słuchaczowi mózgu. To ich jedyna zaleta.

2000 rok – o, proszę, na trzecim miejscu łotewski zespół Brainstorm z charakterystycznym wokalem Renārsa Kaupersa, który po Eurowizji cieszył się popularnością w Polsce i to nie taką znowu małą, choć inna sprawa, że krótką. Sukces przyniósł im przebój “Maybe”.Grupa istnieje nadal, chociaż obecnie nagrywają w języku rosyjskim i tam też grają. Brainstorm był miłą odskocznią od dance’owej tandety. W eurowizyjnym wykonaniu “My Star” jest jakaś urocza nieporadność, wokalista przejawia cechy nadpobudliwości ruchowej i sprawia wrażenie, jakby nie panował nad mimiką, ale to tylko dodaje występowi Brainstorm autentyczności. Dodatkowo radość, z jaką grają, jest absolutnie zaraźliwa.

Ponieważ prawie wszystko już było, wykonawcy zaczynają zdzierać z siebie ubrania podczas wykonywanych piosenek. Bez tej zagrywki obył się żeński duet t.A.T.u – moje pokolenie pamięta z pewnością rosyjskie lesbijki (domniemane lub rzeczywiste), w 2001 roku “Nas Ne Dagoniat” znali chyba wszyscy. W momencie wysłania na Eurowizję dziewczęta miały już status gwiazd w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym w Polsce. I tak też zachowywały się podczas prób. Kontrowersji była cała masa – również w kwestii wykonania, skończyło się na trzecim miejscu i na protestach Rosji, która uważała, że to nie może być prawda.

Więc teraz ja na znak protestu przeciwko ich protestowi przypomnę nie Rosjanki, a Ukrainkę – Rusłanę, zwyciężczynię z 2004 roku. Zarówno piosenka, jak i występ budzą we mnie odczucia ambiwalentne, ale w gruncie rzeczy miło popatrzeć na ten niezwykle energetyczny pokaz z elementami ludowymi. Jednak może pojawić się maleńkie ukłucie zazdrości, że nasz sąsiad robi to dobrze i bryluje, a my zwykle na eurowizyjnej imprezie podpieramy ściany.

Wrażenie zrobiło na mnie spectrum działań Rusłany, jest to bowiem – cytuję za wikipedią – piosenkarka, kompozytorka, producent muzyczny, tancerka, polityk, z wykształcenia dyrygentka i pianistka! Nic nie wiem o jakości jej działań na wszystkich tych polach, ale jeśli politykuje tak jak tańczy, drżyj Putinie!

Mniej więcej wtedy próby odwrócenia uwagi od śpiewu osiągnęły nowy poziom. Fikołki na scenie, kostiumy z taśmy, buchające płomienie, osobliwe stylizacje, np. Rumunia z koszami na śmieci. W robieniu szołów zdają się przodować Rosjanie. Ktoś tańczy na fortepianie, baletnice na scenie, człowiek w chomiczym kołowrotku, łyżwiarz Pluszczenko..

Show wygrywa również w 2006 roku, choć w znacznie ciekawszym wydaniu. To zwycięstwo można chyba uznać za krzyk sprzeciwu wobec schematyczności dotychczasowych laureatów. Finowie wystawili hardrockową grupę Lordi. Zrobili to na przekór protestom i zarzutom o satanizm, dementowanymi przez samych muzyków. Charakterystyczne kostiumy, pod którymi ukrywają się artyści w połączeniu z rytmiczną i wpadającą w ucho piosenką sprawiły, że sukces grupy przeszedł oczekiwania wszystkich. Finlandia uzyskała najwyższą notę w historii. I choć rekord został później pobity to “Hard Rock Halleluyah” pozostaje jednym z najlepiej zapamiętanych eurowizyjnych wykonań.

Co ciekawe, dwa lata później na eurowizyjnej scenie pojawił się inny fiński zespół metalowy Teräsbetoni –  niestety bez sukcesu, a szkoda, bo moim zdaniem nie był gorszy niż Lordi.

Na następnej stronie: najwyżej punktowany występ w historii Eurowizji, imprezowe babuszki i kilka zaskakująco dobrych utworów.

Strony: 1 2 3 4 5

Top