Loading

– Będziesz dziś oglądać Szpaka na Eurowizji? – zapytała mnie mama entuzjastycznie. Zdziwił mnie ten zapał, bo rodzicielka ani nie przepada za takim rodzajem muzyki, ani też nigdy nie ujawniała się jako miłośniczka Szpaka.

Zostawiłam to pytanie bez jednoznacznej odpowiedzi. I pewnie zapomniałabym o sprawie, gdyby nie to, że niedługo potem zadzwonił dziadek, wyraźnie podekscytowany.

– Nie wiem, czy pamiętasz,ale dzisiaj Eurowizja! Ja będę oglądał, a Ty? – zapytał z nadzieją. Dziadek nie tylko nie należy do melomanów (chociaż parę lat temu byliśmy razem na koncercie Mazowsza i było super), ale też pobłażliwie odnosi się do artystów eksperymentujących z tym strasznym genderem.

Poczułam rosnącą presję. I własne wahania, bo wprawdzie wieczoru z Eurowizją nie planowałam, ale nagle jakaś część mnie nieoczekiwanie zaczęła domagać się igrzysk.

– Jeśli chcesz, możemy obejrzeć… – zaproponował głosem pełnym zwątpienia Konrad.

– Nie nie, no co Ty – przerwałam mu oczywiście czym prędzej.

Eurowizji nie obejrzeliśmy, a jednak następnego dnia sprawdzałam wyniki, porównywałam występy i razem ze wszystkimi dziwiłam się dysproporcji głosów od widzów i od jury w przypadku naszego reprezentanta.

MARCELI_SZPAK_DZIWI_SIE_SWIATU

Zastanawiam się, jak bardzo obraziłabym Wasze poczucie dobrego smaku pytaniem, czy lubicie Eurowizję?

Oczywiście, że nikt nie lubi. Eurowizja budzi w nas śmiech, politowanie i/lub skrajną irytację. Drwimy z tego blichtru, nie rozumiemy, jak można tyle pieniędzy wyrzucać w błoto i jednocześnie uzyskać tak wątpliwy efekt. I może właśnie dlatego, pod wpływem tej złości, mało kogo omijają całkowicie emocje związane z tym przedsięwzięciem. Mało tego – wiele osób co roku zasiada przed telewizory, a nawet – mniej lub bardziej jawnie – emocjonuje się przebiegiem i wynikami.

Oglądać Eurowizję można na wiele sposobów. Oto kilka spośród nich, w których – kto wie – być może znajdziecie siebie:

Na Patriotę

Jeszcze nie zasiadłeś przed telewizorem, jeszcze nie wiesz, kto reprezentuje Twój kraj, ale wiesz już jedno – jesteśmy najlepsi. Każdy kolejny występ utwierdza Cię w przekonaniu, że Europa schodzi na psy. Płaczesz ze wzruszenia przy swoim kandydacie, nawet jeśli jest nim długowłosy młodzieniec o androgenicznej urodzie, którego zdjąłbyś z bara na ulicy, a w najlepszym razie krzyknął do swej wybranki: “Grażyna, gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni?!”, równocześnie znacząco wyprężając swój piwny mięsień, niepozostawiający wątpliwości, że tu, w sercu Europy. W związku z tym, że każda piosenka reprezentuje dany kraj, głosowanie oglądasz z obrzydzeniem, a brak lub tradycyjny przecież niedostatek głosów dla Polski komentujesz krótkim: “zupełnie jak w trzydziestym dziewiątym!”.

Wściekasz się, gdy dostrzegasz, że Ukraina nie odwzajemnia naszej miłości, a Litwa niezmiennie nas nienawidzi. Klniesz na te cholerne sojusze między państwami i na emigrantów, którzy głosują na swoje kraje z każdego kraju. Nie przeszkadza Ci to z zadowoleniem przyjąć do wiadomości faktu, że w miarę jak z tego dobrobytu w Polsce przewraca nam się w głowach i zasiedlamy Wielką Brytanię oraz inne kraje zachodu, głosów z innych krajów jakby nieco więcej.

Na kibica:

Częściowo podobny do stylu “na patriotę”, ale nieco mniej katastroficzny, a bardziej impulsywny. Reprezentacja Polski – to brzmi dumnie! Bądź co bądź rywalizują ze sobą poszczególne państwa, a to wystarczy, żeby kupić zgrzewkę piwa, przywdziać polskie barwy narodowe i śledzić przebieg konkursu. Bardziej niż piłkę nożną oglądanie Eurowizji w tym wypadku przypomina śledzenie skoków narciarskich, czyli uwagę koncentrujemy tylko na czas występu naszego kandydata, o ile można tak nazwać czas, gdy wszyscy zgromadzeni wydają bojowe okrzyki, by wykonawca usłyszał je kilka tysięcy kilometrów dalej. Oglądanie kończysz dezaprobatą wobec przekupionych jak zawsze sędziów oraz drugim nieoficjalnym hymnem Polski “Nic się nie stało”.

Ironicznie:

Jesteś jednym z tych śmieszków, którzy disco-polo słuchają dla beki, zakładają skarpety do sandałów, bo wiesz, że im gorzej wyglądasz, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś uzna Cię za brata Tomasza Jacykowa. W tym celu co roku zasiadasz do oglądania Eurowizji, naturalnie czując pogardę wobec kilku milionów ludzi, którzy tylko z pozoru robią to samo. Podczas transmisji ostentacyjnie cmokasz i heheszkujesz, nie zapominasz też o przeciągłych westchnieniach na wypadek, gdyby ktoś pomyślał, że robisz to dla przyjemności. Doceniasz żartobliwe komentarze Artura Orzecha, chociaż uważasz, że byłbyś w tej roli lepszy.

Na pasjonata:

Z uwagi na wysoką częstotliwość występowania trzech wcześniej wymienionych typów, nie można z całą pewnością stwierdzić, czy ten sposób w ogóle jest praktykowany. Krążą jednak legendy, że istnieją ludzie, którzy co roku bezinteresownie zasiadają przed telewizorem, bo łakną właśnie takiej, a nie innej muzyki, głęboko wierząc, że reprezentuje ona wszystko, co najlepsze w europejskiej kulturze.

Na Człowieka, Który Spadł na Ziemię

Jest rok 3457, a Ty przybyłeś właśnie z misją naukową z odległej galaktyki, by odkryć przyczynę wymarcia ludzkiego gatunku na planecie Ziemia. Znajdujesz kapsułę czasu, a w niej płytę z zapisem Eurowizji z 2001 roku i w Twojej pracy naukowej rezygnujesz z tezy na rzecz dogmatu, z którego wynika, że ludzkość zgładziła eksplozja złego gustu o niespotykanej dotąd sile 300 000 Michałów Wiśniewskich w skali Donny International.

Na łowcę talentów:

Warto jednak zauważyć, że w eurowizyjnym błotku zdarzają się cenne wyjątki, niekiedy zaskakująco szlachetne. Siada sobie więc taki samozwańczy niedoszły menadżer z optymistycznym nastawieniem i miską na ewentualne torsje z założeniem, że w tym roku zobaczy niezwykły talent z kraju, o którym słyszał tylko na lekcjach geografii.

Powyżej zaskakująco zabawne i autoironiczne zestawienie przygotowane przez szwedzkich organizatorów Eurowizji w 2016 roku, które pośrednio stało się inspiracją do niniejszego wpisu.

Nie ukrywam, że ten ostatni sposób oglądania jest mi bliski. Bo przecież Eurowizja to nie tylko synonim złego gustu i zsyłka dla zagubionych lub zdesperowanych artystów. Chcąc znaleźć parę pozytywnych przykładów postanowiłam, korzystając z przepastnych zasobów internetów, zanurkować w bagnach tandety oraz nudy i poszperać troszkę w poszukiwaniu tych jasnych stron Eurowizji. Diamentów lub choćby cekin. A zanurzyłam się aż po lata 50-te. Na wypadek ewentualnych nieścisłości dodam, że koncentrowałam się głównie na artystach, którzy zdobyli trzy pierwsze miejsca.

Nie róbcie tego w domu. Autorka podczas przedzierania się przez mroki Eurowizji ryzykowała trwałą demencją i zaburzeniami psychicznymi.

W poniższym zestawieniu znajdą się nie tylko autentycznie dobre utwory, bo takich jest zbyt mało. Dodałam również wzmianki o eurowizyjnych wykonawcach, którzy – jak wiemy – w drodze wyjątku, jakimś cudem zostali zapamiętani, wpisali się w historię festiwalu jako intrygujące ciekawostki, a w skrajnych przypadkach nawet zrobili kariery.

EUROPA EUROPIE

Idea konkursu, jak to idea, może wzbudzić najwyższą formę uznania, zwłaszcza współcześnie. W końcu – jak często w zamerykanizowanym świecie słyszymy nieanglojęzyczne piosenki? Pół biedy, jeśli są to popularne kraje Europy zachodniej – w dobie internetu kopanie w ich kulturalnych zasobach jest kwestią dobrych chęci. A co ze Słowenią, Estonią czy Azerbejżanem? Wszystko jest w internecie, powiecie. Owszem, ale tutaj na przeszkodzie swobodnych poszukiwań staje bariera językowa, a ponadto powiedzmy sobie szczerze – ilu z nas podjęła takie samotne wyprawy po wiedzę? O ilu talentach, objawieniach z różnych zakątków Europy, nie dowiemy się nigdy? Czy wreszcie – ile wybitnych polskich talentów pozostaje nieodkrytych dla świata?

eurovision_song_contest_1980_-_telex

Plan był taki: dzięki powołanemu w 1955 roku Konkursowi Piosenki Eurowizji Europejczycy mieli usłyszeć, co najlepszego do zaoferowania mają… Europejczycy. A rok później nastała Eurowizja i mogliśmy obserwować brutalną konfrontację tej idei z podłożem. OK, nie do końca. Nie zawsze było źle. Ba, teraz też nie zawsze jest źle! Dlaczego warto przywoływać te będące w mniejszości fajne występy? A dlatego, że dla dobrych twórców pojawienie się w takim miejscu to ryzyko zbrukania dobrego imienia i nie wszyscy wychodzą z tego obronną ręką.

NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO  – czyli o przeroście treści nad formą

Pierwsza edycja konkursu odbyła się w 1956 roku. Zarówno wówczas, jak również podczas najbliższych kilku lat Eurowizja w żaden sposób nie przypominała obecnej. Oszczędność środków wyrazów, marginalna scenografia, a na scenie głównie soliści – to wszystko powoduje, że początkowo punkt ciężkości występu przesunięty był ku słowu. Oczywiście zastanówmy się dwa razy, zanim rozpłyniemy się w sentymentach i założeniach, że każda z tych piosenek miała tekst na miarę Jacquesa Brella. W każdym razie było bardziej lirycznie niż przebojowo.

Ale jest i przebój. Zna go prawie każdy w różnych wykonaniach. 1958 rok i “Volare”, a tak naprawdę “Nel Blu Dipinto Di Blu” w wykonaniu włoskiego wokalisty Domenico Modugno, miejsce trzecie. Nie mylić z “Blue Da Ba Dee” skądinąd również włoskiego autorstwa. Nieskomplikowany tekst, prostota, ale również ekspresja zwiastują nowe trendy na Eurowizji, które staną się normą dopiero za kilka lat.

W 1965 roku wygrywa śliczna blondynka śpiewająca inaczej niż inni – bez zadęcia, spontanicznie, bardziej koncentrując się na opowiedzeniu historii. Naturalna, czarująca France Gall reprezentująca Luksemburg zajmuje pierwsze miejsce z piosenką “Poupée De Cire, Poupée De Son”. Autorem tekstu jest sam Serge Gainsbourg. A kryje się za nim nieco więcej. Jedna z bardziej popularnych interpretacji wskazuje na ironiczny charakter tekstu. Nastoletnia France wesoło śpiewa o tym, że jest “lalką z wosku, lalką dźwięku”, która… nie rozumie tego, o czym śpiewa (chodzi m.in. o relacje damsko-męskie), bo skromny bagaż doświadczeń jej na to nie pozwala. Pytanie: czy France Gall zdawała sobie sprawę z przesłania i czy stary wyga Gainsbourg rzeczywiście pozwolił sobie zakpić z festiwalowej konwencji za pośrednictwem młodziutkiej wokalistki, notabene córki swojego kolegi po fachu (Roberta Galla). Dodajmy, że francuska artystka do dziś odmawia wykonywania “Poupée De Cire…”. Spekulacje dodają smaczku tej niejednoznacznej, a zarazem tak przyjemnej dla ucha piosence.

I znów – melodia jest o wiele bardziej znana niż jej tytuł. Piosenka ma w sobie coś uzależniającego i sprawia, że chce się do niej wracać.  Mój osobisty eurowizyjny faworyt, mimo że wykonanie wcale nie jest perfekcyjne.

W drugiej połowie lat 60-tych pierwszy raz widzę jakiś bardziej energiczny ruch na drugim planie… czyżby scenografia ożyła? Ożywiają się również wokaliści, prezentowane utwory są coraz lżejsze: mniej Ew Demarczyk, więcej Jerzych Połomskich i Kaś Sobczyk. Na Andrzejów Rosiewiczów nie przyszedł jeszcze czas, ale w latach 67-68 pierwszy raz ktoś energicznie poruszył się w rytm muzyki! A tym szalonym rewolucjonistą był Cliff Richards, który w 1968 roku zajął drugie miejsce z piosenką “Congratulations” – jednym z bardziej znanych eurowizyjnych hitów. Miły dla ucha, reprezentujący wręcz bezwstydny stopień prostoty, w przeciwieństwie do wielu współczesnych utworów z czołówki wpadał jednak w ucho. 5 lat później Richards powtórzył swój wynik na festiwalu.

Zarówno piosenka Richardsa, jak również inne kandydatki (w ich tekstach coraz więcej onomatopei i radosnych okrzyków, a coraz mniej samych słów) zwiastują  przeniesienie punktu ciężkości z tekstu na całą resztę, czyli show. Coraz weselej i energiczniej, a nawet jeśli grane są utwory liryczne to prawie wszyscy się uśmiechają. Wprawdzie w 1969 roku wygrywa artystka “w starym stylu”, nawet nieco podobna do Ewy Demarczyk Francuzka Frida Boccara, ale w lata 70-te Eurowizja wkraczała już z ekspresją, którą znamy chociażby z festiwalu w Opolu. Dość odważne stroje, minispódniczki, stylizacje hippisowskie. Równocześnie uderza naturalność wyglądu wykonawców – minie jeszcze wiele czasu, zanim zaczną przypominać androidy. Na scenie pojawiają się również chórki.

Uwaga, w 1970 roku 4. miejsce na Eurowizji zajmuje Iglesias. Iglesias senior. Julio Iglesias, tata Enrique, na punkcie którego pod koniec lat 90-tych szalały niektóre dziewczęta z mojego pokolenia (ja nie). Enrique miał odziedziczyć swoje talenty po rodzicielu. Oto i on:

W 1974 roku gospodarza Eurowizji, Wielką Brytanię, reprezentuje młodziutka Olivia Newton-John z piosenką „Long Live Love”. Czwarta lokata za mało interesującą piosenkę wydaje się być wysoką pozycją i dowodzi, że najlepsze czasy były dopiero przed Olivią – nadeszły wkrótce wraz z musicalem “Grease”.

 

Brighton, gdzie odbyła się 19. edycja festiwalu, bynajmniej nie okazała się przysłowiowym Waterloo dla szwedzkiego kwartetu… Zwycięska Abba to chyba najsłynniejszy zespół eurowizyjny, jeden z niewielu, który kariery na Eurowizji nie skończył, lecz zaczął…

Spektakularny i na dodatek długofalowy sukces Abby (choć szczyt popularności osiągnęli przecież parę lat później), spowodował, że na Eurowizji przybyło zespołów silnie inspirujących się szwedzką grupą, zarówno jeśli chodzi o sceniczną prezencję, jak również rytm i melodię. Przepis na sukces okazał się na tyle skuteczny, że w 1976 roku wygrywa zespół Brotherhood of Man, który nie uniknął sugestii na temat analogii z Abbą. Piosenka “Save Your Kisses For Me” została zapamiętana i nawet jeśli tytuł ani nazwa grupy nic Wam nie mówi, istnieje spore prawdopodobieństwo, że poznacie tę bezpretensjonalną melodyjkę. Trudno jednak pozbyć się skojarzeń z Abbą podczas oglądania i słuchania ich występu.

Na wypadek, gdyby ktokolwiek pomyślał, że wówczas Eurowizji nie zaczęli podbijać kosmici, spieszę z Dżyngis-chanem. Niemieckim Dżyngis-chanem. Nowego imperium nie stworzył, ale 4. miejsce na Eurowizji w 1979 roku zdobył.

Gdyby popatrzeć na Eurowizję przez pryzmat europejskich standardów, można dojść do wniosku, że  lata 70-te skończyły się nań gdzieś w roku 1983. Wówczas na czołowe miejsca festiwalu nagle zawitały lata 80-te, a miejsce hippisowskiej swobody zajęła wystylizowana drapieżność i garniaki z poduchami w ramionach. Z każdym kolejnym rokiem obserwujemy ekspansję tapirów, cekin, disco i odpowiedniki naszego późniejszego Papa Dance. Trudny czas. Muzyka w tym przerysowaniu i odurzaniu się kiczem wydaje się być mało znaczącym dodatkiem. O piosenkach z tego okresu chyba mało kto pamięta.

W drugiej połowie lat 80-tych pojawia się jednak tendencja powracania do bardziej klasycznego popowego repertuaru. I chyba właśnie ta fala w 1988 roku wyniosła na pierwsze miejsce Celine Dion, której “Ne Partez Pas Sans Moi” zwyciężyło 1 punktem różnicy. Co na Eurowizji robi Kanadyjka? Reprezentuje Szwajcarię. Trzeba przyznać, że jej głos wybija się na tle konkurentów, ale również pozostałych zwycięzców.

Na przełomie lat 80-tych i 90-tych w dalszym ciągu pojawiają się piosenki w konwencji klasycznego popu, a ich wykonawcy przejawiają  elegancję w ubiorze – oczywiście elegancję w definicji swoich czasów, z charakterystyczną przesadą. Równocześnie disco wciąż ma się dobrze.

W 1994 roku do grona państw występujących na Eurowizji dopuszczono Polskę. Jakby tego nieprawdopodobnego zaszczytu było mało, dostrzeżono Edytę Górniak, która o mały włos nie wygrała z piosenką “To nie ja byłam Ewą”. Zdaniem niektórych pierwsze miejsce stałoby się faktem, gdyby nie fakt, że artystka na próbie zaśpiewała fragment piosenki po angielsku, podczas gdy wówczas można było śpiewać tylko w swoim ojczystym języku. Polskiej ekipie udało się wybłagać, żeby nie dyskwalifikować Polki, co spotkało się z dezaprobatą jurorów z niektórych państw, którzy w ramach protestu nie przyznali Edycie punktu. Inna teoria głosi, że Polski nie było stać na czynienie honorów zwycięzcy, to jest organizację kolejnej edycji u siebie. Tak czy siak wygrywają dwaj panowie śpiewający, że byli rockandrollowymi dziećmi. Jak to się ma do pełnego pasji wykonania Edyty? Ocenę zostawiam Wam:

 

Podczas dwóch kolejnych lat Eurowizyjne werdykty nie były już dla Polski tak łaskawe mimo w gruncie rzeczy bardzo udanych występów Justyny Steczkowskiej i Kasi Kowalskiej. Repertuar obu pań był prawdopodobnie zbyt mało rozrywkowy, zbyt mroczny i zbyt kameralny, chociaż jeśli chodzi o walory artystyczne, nie ma powodów do wstydu. To raczej nieporozumienie w rodzaju sytuacyjnego żartu: “przyjeżdża uczestnik Festiwalu Piosenki Aktorskiej na Dożynki”.

Tymczasem w latach 95-97 Eurowizja przeżywa krótki, ale owocny w udane kompozycje, romans z muzyką świata. Ludowe elementy będą wracać w późniejszych edycjach, ale chyba nigdy z tak spektakularnym efektem, jak “Nocturne” irlandzko-norweskiego Secret Garden reprezentującego Norwegię. Niezwykłe połączenie wpływów celtyckich i norweskich, a także neoklasycyzmu i new age’u sprawia, że w 1995 roku triumfuje Muzyka. Czyste piękno.

Jakby w ramach rekompensaty, że irlandzko-norweski duet reprezentował Norwegię, w 1996 roku triumfuje Irlandia reprezentowana przez Eimear Queen z celtyckim i magicznym “The Voice”.

Na fali world music w 1997 roku pojawia się również Anna Maria Jopek i nie mniej urokliwa piosenka “Ale jestem”.

Ciekawostka: ludzie wciąż jeszcze wyglądają i ubierają się jak ludzie, nie androidy. Ale to nie potrwa długo.

Od 1998 można dostrzec, jak w czołowych miejscach Eurowizji rozpanoszyła się mroczna era dance. Trzeba jednak przyznać, że piosenki zostały skomponowane dość miłosiernie, bo wprawdzie wpadają na moment w ucho, ale w przeciwieństwie do disco-polo, taktownie z niego wypadają chwilę później, nie zanieczyszczając słuchaczowi mózgu. To ich jedyna zaleta.

2000 rok – o, proszę, na trzecim miejscu łotewski zespół Brainstorm z charakterystycznym wokalem Renārsa Kaupersa, który po Eurowizji cieszył się popularnością w Polsce i to nie taką znowu małą, choć inna sprawa, że krótką. Sukces przyniósł im przebój “Maybe”.Grupa istnieje nadal, chociaż obecnie nagrywają w języku rosyjskim i tam też grają. Brainstorm był miłą odskocznią od dance’owej tandety. W eurowizyjnym wykonaniu “My Star” jest jakaś urocza nieporadność, wokalista przejawia cechy nadpobudliwości ruchowej i sprawia wrażenie, jakby nie panował nad mimiką, ale to tylko dodaje występowi Brainstorm autentyczności. Dodatkowo radość, z jaką grają, jest absolutnie zaraźliwa.

Ponieważ prawie wszystko już było, wykonawcy zaczynają zdzierać z siebie ubrania podczas wykonywanych piosenek. Bez tej zagrywki obył się żeński duet t.A.T.u – moje pokolenie pamięta z pewnością rosyjskie lesbijki (domniemane lub rzeczywiste), w 2001 roku “Nas Ne Dagoniat” znali chyba wszyscy. W momencie wysłania na Eurowizję dziewczęta miały już status gwiazd w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym w Polsce. I tak też zachowywały się podczas prób. Kontrowersji była cała masa – również w kwestii wykonania, skończyło się na trzecim miejscu i na protestach Rosji, która uważała, że to nie może być prawda.

Więc teraz ja na znak protestu przeciwko ich protestowi przypomnę nie Rosjanki, a Ukrainkę – Rusłanę, zwyciężczynię z 2004 roku. Zarówno piosenka, jak i występ budzą we mnie odczucia ambiwalentne, ale w gruncie rzeczy miło popatrzeć na ten niezwykle energetyczny pokaz z elementami ludowymi. Jednak może pojawić się maleńkie ukłucie zazdrości, że nasz sąsiad robi to dobrze i bryluje, a my zwykle na eurowizyjnej imprezie podpieramy ściany.

Wrażenie zrobiło na mnie spectrum działań Rusłany, jest to bowiem – cytuję za wikipedią – piosenkarka, kompozytorka, producent muzyczny, tancerka, polityk, z wykształcenia dyrygentka i pianistka! Nic nie wiem o jakości jej działań na wszystkich tych polach, ale jeśli politykuje tak jak tańczy, drżyj Putinie!

Mniej więcej wtedy próby odwrócenia uwagi od śpiewu osiągnęły nowy poziom. Fikołki na scenie, kostiumy z taśmy, buchające płomienie, osobliwe stylizacje, np. Rumunia z koszami na śmieci. W robieniu szołów zdają się przodować Rosjanie. Ktoś tańczy na fortepianie, baletnice na scenie, człowiek w chomiczym kołowrotku, łyżwiarz Pluszczenko..

Show wygrywa również w 2006 roku, choć w znacznie ciekawszym wydaniu. To zwycięstwo można chyba uznać za krzyk sprzeciwu wobec schematyczności dotychczasowych laureatów. Finowie wystawili hardrockową grupę Lordi. Zrobili to na przekór protestom i zarzutom o satanizm, dementowanymi przez samych muzyków. Charakterystyczne kostiumy, pod którymi ukrywają się artyści w połączeniu z rytmiczną i wpadającą w ucho piosenką sprawiły, że sukces grupy przeszedł oczekiwania wszystkich. Finlandia uzyskała najwyższą notę w historii. I choć rekord został później pobity to “Hard Rock Halleluyah” pozostaje jednym z najlepiej zapamiętanych eurowizyjnych wykonań.

Co ciekawe, dwa lata później na eurowizyjnej scenie pojawił się inny fiński zespół metalowy Teräsbetoni –  niestety bez sukcesu, a szkoda, bo moim zdaniem nie był gorszy niż Lordi.

W 2007 roku na drugim miejscu lądują kosmici z Ukrainy. Show Vera Serdushko to jeden z bardziej znanych eurowizyjnych występów dla tak zwanej beki. Warto zwrócić uwagę, jak świetnie ten pan porusza się w szpilkach.

Norwegia i skrzypce – ta kombinacja po prostu nie zawodzi. W 2009 Krainę Fiordów reprezentuje  Alexander Rybak. Efekt: pierwsze miejsce i nowy rekord w liczbie zdobytych punktów.

Czyżby eurowizyjny research zrobił mi wodę z mózgu? Kolejny rok, a mnie się podoba wykonanie kolejnego zwycięzcy. W 2010 – pośród ognia, robotów i innych rozpraszaczy, wygrywa bezpretensjonalna i pełna wdzięku Niemka z prostych i bardzo chwytliwym kawałkiem wygrywa czarująca chwytliwa piosenka “Satelite”. Niby nic szczególnego, ale już sama lekkość piosenki i przyjemność słuchania Leny wśród tych przekombinowanych i pompowanych gwiazdeczek zasługuje na docenienie.

2011 – szklana klatka od Szwecji, spokojny Włoch przy pianinie, złoty deszcz z Azejberdżanu. Nic nie rozumiem.

W 2012 drugie miejsce przypadło Rosji, która chyba pierwszy raz na Eurowizji pokazała dystans do siebie i zamiast kolejnego pana wyjca wysłała Buranovskiye Babuszki – zespół złożony z absolutnie czarujących starszych pań, które zaprosiły wszystkich słuchaczy na “Party For Everybody” i rozkręciły imprezę fokową przyśpiewką z nowoczesnym podkładem. Wdzięk i szczera radość z występowania sprawia, że to jedne z moich eurowizyjnych faworytek. Naturalność tych pań dodatkowo obnażyła blichtr Eurowizji. Widzowie oszaleli. Babushki swój występ zakończyły przy akompaniamencie owacji.

Nie sposób zignorować zwyciężczyni z tego samego roku. Trudno o większy kontrast między uczestnikami niż ten, który uwidaczniał się między drugim a pierwszym miejscem. Zwycięska Loreen reprezentująca Szwecję z dynamicznym utworem “Euphoria” wzbudziła euforię nie tylko u widzów Eurowizji – piosenka stała się międzynarodowym przebojem. I rzeczywiście – już sama liczba wyświetleń na youtube daje nam pojęcie, jak bardzo popularny to singiel.

W 2013 Azerbejdżan goni Rosję w kategorii liczby rozpraszaczy od śpiewania. Postawili szklaną klatkę z płatkami róż w środku. Aha, i człowiekiem. Śpiewająca para cały czas próbuje go wyciągnać. CZY PRZEŻYŁ?

Nie wytrzymałam napięcia i przeszłam do 2014 roku. Warto odnotować uroczy, ale niedoceniony występ Szwajcarów, przede wszystkim jednak zachwycającą Holandię, tak bardzo nie pasującą do eurowizyjnych standardów. I chyba nie świadczy to najlepiej o festiwalu, że ludzie lubią głosować wbrew tymże standardom, świadczy natomiast jak najlepiej o ich wrażliwości (tak sądzę), że The Common Limets, ten czarodziejski duet z Holandii piosenką “Calm After The Storm” wywalczył sobie drugie miejsce zaraz za Conchitą Wurst.

A tutaj rzeczona Szwajcaria. Wokal w tym wykonaniu pozostawia sporo do życzenia  (studyjna wersja brzmi o wiele lepiej), ale nie szkodzi. Skrzypce, gwizdanie i pozytywna energia płynąca z wykonania tej piosenki sprawiła, że dołączyła do mojej dyżurnej playlisty z rozweselaczami. Niby śpiewają po angielsku i wszystko idzie zrozumieć, ale ja i tak słyszę tam słowa: “jesteśmy Szwajcarami, wszyscy jesteśmy bogaci, mamy schrony na wypadek wojny, dlatego cieszymy się, uśmiechamy bez przerwy i gwiżdżemy sobie na wszystko, lalala”. Myślę, że taki jest podprogowy przekaz tej piosenki. Ostatecznie zespół Sebatler z piosenką “Hunter of Stars” zajął dopiero 13-ste miejsce.

Na zakończenie eurowizyjny duet z 2015 roku, który się wyróżnił: Estonia w klimacie Nicka Cave’a z 4. lokatą.

 

W 2016 roku pozytywne wrażenie zdawała się robić Szwecja i Holandia, ale lepiej postawmy tu kropkę, bo paruje mi mózg.

OSTRZEŻENIE: JEŚLI pod wpływem powyższych piosenek poczuliście chęć obejrzenia całej Eurowizji, miejcie świadomość, że czynicie to na własne ryzyko. Poszukiwania zostały okupione stratami moralnymi, traumą i Zespołem Tourette’a. Autorka powyższego zestawienia przejrzała wszystkie czołowe pozycje Eurowizji i trochę pozostałych, ryzykując trwałym uszkodzeniem mózgu.

Przeczytaj jeszcze to

Top