Loading

Wiadomość z przyszłości: poniższy tekst powstał rok temu, gdy z powodu problemów zdrowotnych i ograniczonej mobilności rozciągał się przede mną wolnego czasu przestwór oceanu. Nigdy nie stanowi to dla mnie problemu, natomiast skłania do osobliwych i rozkosznie bezsensownych aktywności. W tym wypadku – analizy pstrokatego potworka zwanego Eurowizją i prześledzenia historii tego cyklicznego wydarzenia. W myśl zasady: wiedz, czego nie lubisz. Zapraszam wszystkich masochistów i miłośników ciekawostek!

– Będziesz dziś oglądać Szpaka na Eurowizji? – zapytała mnie mama entuzjastycznie. Zdziwił mnie ten zapał, bo rodzicielka ani nie przepada za takim rodzajem muzyki, ani też nigdy nie ujawniała się jako miłośniczka Szpaka.

Zostawiłam to pytanie bez jednoznacznej odpowiedzi. I pewnie zapomniałabym o sprawie, gdyby nie to, że niedługo potem zadzwonił dziadek, wyraźnie podekscytowany.

– Nie wiem, czy pamiętasz,ale dzisiaj Eurowizja! Ja będę oglądał, a Ty? – zapytał z nadzieją. Dziadek nie tylko nie należy do melomanów (chociaż parę lat temu byliśmy razem na koncercie Mazowsza i było super), ale też pobłażliwie odnosi się do artystów eksperymentujących z tym strasznym genderem.

Poczułam rosnącą presję. I własne wahania, bo wprawdzie wieczoru z Eurowizją nie planowałam, ale nagle jakaś część mnie nieoczekiwanie zaczęła domagać się igrzysk.

– Jeśli chcesz, możemy obejrzeć… – zaproponował głosem pełnym zwątpienia Konrad.

– Nie nie, no co Ty – przerwałam mu oczywiście czym prędzej.

Eurowizji nie obejrzeliśmy, a jednak następnego dnia sprawdzałam wyniki, porównywałam występy i razem ze wszystkimi dziwiłam się dysproporcji głosów od widzów i od jury w przypadku naszego reprezentanta.

MARCELI_SZPAK_DZIWI_SIE_SWIATU

Zastanawiam się, jak bardzo obraziłabym Wasze poczucie dobrego smaku pytaniem, czy lubicie Eurowizję?

Oczywiście, że nikt nie lubi. Eurowizja budzi w nas śmiech, politowanie i/lub skrajną irytację. Drwimy z tego blichtru, nie rozumiemy, jak można tyle pieniędzy wyrzucać w błoto i jednocześnie uzyskać tak wątpliwy efekt. I może właśnie dlatego, pod wpływem tej złości, mało kogo omijają całkowicie emocje związane z tym przedsięwzięciem. Mało tego – wiele osób co roku zasiada przed telewizory, a nawet – mniej lub bardziej jawnie – emocjonuje się przebiegiem i wynikami.

Oglądać Eurowizję można na wiele sposobów. Oto kilka spośród nich, w których – kto wie – być może znajdziecie siebie:

Na Patriotę

Jeszcze nie zasiadłeś przed telewizorem, jeszcze nie wiesz, kto reprezentuje Twój kraj, ale wiesz już jedno – jesteśmy najlepsi. Każdy kolejny występ utwierdza Cię w przekonaniu, że Europa schodzi na psy. Płaczesz ze wzruszenia przy swoim kandydacie, nawet jeśli jest nim długowłosy młodzieniec o androgenicznej urodzie, którego zdjąłbyś z bara na ulicy, a w najlepszym razie krzyknął do swej wybranki: “Grażyna, gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni?!”, równocześnie znacząco wyprężając swój piwny mięsień, niepozostawiający wątpliwości, że tu, w sercu Europy. W związku z tym, że każda piosenka reprezentuje dany kraj, głosowanie oglądasz z obrzydzeniem, a brak lub tradycyjny przecież niedostatek głosów dla Polski komentujesz krótkim: “zupełnie jak w trzydziestym dziewiątym!”.

Wściekasz się, gdy dostrzegasz, że Ukraina nie odwzajemnia naszej miłości, a Litwa niezmiennie nas nienawidzi. Klniesz na te cholerne sojusze między państwami i na emigrantów, którzy głosują na swoje kraje z każdego kraju. Nie przeszkadza Ci to z zadowoleniem przyjąć do wiadomości faktu, że w miarę jak z tego dobrobytu w Polsce przewraca nam się w głowach i zasiedlamy Wielką Brytanię oraz inne kraje zachodu, głosów z innych krajów jakby nieco więcej.

Na kibica:

Częściowo podobny do stylu “na patriotę”, ale nieco mniej katastroficzny, a bardziej impulsywny. Reprezentacja Polski – to brzmi dumnie! Bądź co bądź rywalizują ze sobą poszczególne państwa, a to wystarczy, żeby kupić zgrzewkę piwa, przywdziać polskie barwy narodowe i śledzić przebieg konkursu. Bardziej niż piłkę nożną oglądanie Eurowizji w tym wypadku przypomina śledzenie skoków narciarskich, czyli uwagę koncentrujemy tylko na czas występu naszego kandydata, o ile można tak nazwać czas, gdy wszyscy zgromadzeni wydają bojowe okrzyki, by wykonawca usłyszał je kilka tysięcy kilometrów dalej. Oglądanie kończysz dezaprobatą wobec przekupionych jak zawsze sędziów oraz drugim nieoficjalnym hymnem Polski “Nic się nie stało”.

Ironicznie:

Jesteś jednym z tych śmieszków, którzy disco-polo słuchają dla beki, zakładają skarpety do sandałów, bo wiesz, że im gorzej wyglądasz, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś uzna Cię za brata Tomasza Jacykowa. W tym celu co roku zasiadasz do oglądania Eurowizji, naturalnie czując pogardę wobec kilku milionów ludzi, którzy tylko z pozoru robią to samo. Podczas transmisji ostentacyjnie cmokasz i heheszkujesz, nie zapominasz też o przeciągłych westchnieniach na wypadek, gdyby ktoś pomyślał, że robisz to dla przyjemności. Doceniasz żartobliwe komentarze Artura Orzecha, chociaż uważasz, że byłbyś w tej roli lepszy.

Na pasjonata:

Z uwagi na wysoką częstotliwość występowania trzech wcześniej wymienionych typów, nie można z całą pewnością stwierdzić, czy ten sposób w ogóle jest praktykowany. Krążą jednak legendy, że istnieją ludzie, którzy co roku bezinteresownie zasiadają przed telewizorem, bo łakną właśnie takiej, a nie innej muzyki, głęboko wierząc, że reprezentuje ona wszystko, co najlepsze w europejskiej kulturze.

Na Człowieka, Który Spadł na Ziemię

Jest rok 3457, a Ty przybyłeś właśnie z misją naukową z odległej galaktyki, by odkryć przyczynę wymarcia ludzkiego gatunku na planecie Ziemia. Znajdujesz kapsułę czasu, a w niej płytę z zapisem Eurowizji z 2001 roku i w Twojej pracy naukowej rezygnujesz z tezy na rzecz dogmatu, z którego wynika, że ludzkość zgładziła eksplozja złego gustu o niespotykanej dotąd sile 300 000 Michałów Wiśniewskich w skali Donny International.

Na łowcę talentów:

Warto jednak zauważyć, że w eurowizyjnym błotku zdarzają się cenne wyjątki, niekiedy zaskakująco szlachetne. Siada sobie więc taki samozwańczy niedoszły menadżer z optymistycznym nastawieniem i miską na ewentualne torsje z założeniem, że w tym roku zobaczy niezwykły talent z kraju, o którym słyszał tylko na lekcjach geografii.

Powyżej zaskakująco zabawne i autoironiczne zestawienie przygotowane przez szwedzkich organizatorów Eurowizji w 2016 roku, które pośrednio stało się inspiracją do niniejszego wpisu.

Nie wszystko tandeta, co się świeci

Nie ukrywam, że ten ostatni sposób oglądania jest mi bliski. Bo przecież Eurowizja to nie tylko synonim złego gustu i zsyłka dla zagubionych lub zdesperowanych artystów. Chcąc znaleźć parę pozytywnych przykładów postanowiłam, korzystając z przepastnych zasobów internetów, zanurkować w bagnach tandety oraz nudy i poszperać troszkę w poszukiwaniu tych jasnych stron Eurowizji. Diamentów lub choćby cekin. A zanurzyłam się aż po lata 50-te. Na wypadek ewentualnych nieścisłości dodam, że koncentrowałam się głównie na artystach, którzy zdobyli trzy pierwsze miejsca.

Nie róbcie tego w domu. Autorka podczas przedzierania się przez mroki Eurowizji ryzykowała trwałą demencją i zaburzeniami psychicznymi.

W poniższym zestawieniu znajdą się nie tylko autentycznie dobre utwory, bo takich jest zbyt mało. Dodałam również wzmianki o eurowizyjnych wykonawcach, którzy – jak wiemy – w drodze wyjątku, jakimś cudem zostali zapamiętani, wpisali się w historię festiwalu jako intrygujące ciekawostki, a w skrajnych przypadkach nawet zrobili kariery.

Na następnych stronach przeczytacie o eurowizyjnych artystach, których warto znać.

Strony: 1 2 3 4 5

Przeczytaj jeszcze to

  • Frederic Honinblost

    Można jeszcze na UCZESTNIKA SZALONEJ ZABAWY NAUK SPOŁECZNYCH, umiejscawiając każdy z utworów w jakimś chorym kontekście kulturowym i zastanawiając się nad psychologicznym aspektem każdego z uczestników, przegryzając to socjologicznym bełkotem o tym, jaki wpływ ma ten konkurs na społeczeństwo Polecam, 100/12 zabawy

    • Kusząca propozycja! Jeśli w tym roku się przemogę i obejrzę finał, wykorzystam Twoją metodę 🙂 // O.

  • A ja Eurowizję lubię. Nie zawsze oglądam, w tym roku nawet niespecjalnie się tym interesuję, ale kocham muzykę i lubię jej posłuchać w takim wydaniu. Zwisa mi, czy to wstyd i obciach, dla mnie Eurowizja ma coś w sobie i kojarzy się z latami ’90, kiedy zasiadałam przed TV z mamą i bratem i ekscytowałam się ideą głosowania międzynarodowego 🙂

    • Podejście tyleż rzadkie, co zdrowe 🙂 Coś w tym jest, też mam kilka wspomnień z Eurowizją w tle. // Olu

    • Ostatnio prześledziłam wszystkie wygrane i rozwój Eurowizji przez te 50. lat. Tegoroczna wygrana to dla mnie taki mały powrót do początków historii tego konkursu, kiedy dominował minimalizm. Odnoszę wrażenie, że Eurowizja 2017, z małymi wyjątkami i z tą całą jej różnorodnością muzyczno – kulturową miała poziom dobrej 4, jak na taką ilość krajów. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

  • Ja serio pierwszy i ostatni raz oglądałam Eurowizję jak śpiewała Górniak.

  • Nie przepadam z Eurowizją 😉

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Oglądałam jako dziecko – tę jedną edycję, kiedy Edyta zajęła drugie miejsce 😉 I sądząc po doniesieniach medialnych przez ten czas chyba zbyt wiele nie straciłam 😉

    • Ja z dzieciństwa pamiętam występ Anny Marii Jopek – zauroczył mnie wtedy, ale nawet z perspektywy dwudziestu lat wzbudza we mnie same ciepłe uczucia 🙂 https://www.youtube.com/watch?v=piD3PP1QDBQ

      A co do Edyty – zawsze mam ciary, moim zdaniem wybijała się spośród innych, zdecydowanie.

  • Oglądam prawie rok w rok, z miłości do muzyki, ciekawości. Uczestnictwo Polaków w tym konkursie nie ma na to żadnego wpływu.

    Doskonale pamiętam czasy Lordi, Brainstorm:)

    To dzięki Eurowizji przez 1,5 roku non stop zapętlałam Loreen. Z resztą do dziś cenię ją jako artystkę, jej aktualne utwory wywołują ciarki, nie mniejsze od Jamali.

    Poza tym najlepsze piosenki po konkursie sztormują nasze listy przebojów i stacje radiowe.

    Ps. Dziękuję za ten wpis i tę nutkę historii.

    Pozdrawiam,
    M.

    • Dobre przykłady – każdy z wymienionych przez Ciebie artystów po Eurowizji rozwinął skrzydła 🙂 Dzięki za cenny głos w sprawie i miło, że przedstawiony przeze mnie rys historyczny festiwalu Cię zainteresował – obawiałam się, że nikt przez niego nie przebrnie z uwagi na objętość 😀

      • Bo żeby przez niego przebrnąć trzeba być prawdziwym fanem Eurowizji ! :))

Top