Loading

Obawiam się nieco pisania o Bowiem, bo wiedzcie, że moja powściągliwość w jego temacie to efekt kilkuletniej pracy nad sobą – jakieś 7-8 lat temu fascynacja nim była na tyle silna, że musiałam się opanować w obawie o moje kontakty towarzyskie. Od tego czasu trzymam ją w ryzach. Nie wiem, czy nie potrząsam w tym momencie puszką Pandory, po otwarciu której w mojej głowie odżyją wszystkie Bowie-fakty i Bowie-emocje, co spowoduje nawrót Bowie-fiksacji.

Ale to nie będzie tekst o tym, jak to Bowie był kiedyś na kartki, jak stało się w kolejce po transfer na eMule, jak prawie wcale go nie grali w Trójce i jak za słuchanie Bowiego i przesadne mówienie o nim groziło społeczne wyklęcie. Groziło mi, z powodu rzeczonej obsesji, bo byłam dość uciążliwym przypadkiem (niniejszym przepraszam wszystkich znajomych).

To będzie skromne przypomnienie o tym, jak wyraziście Bowie zaznaczył swoją obecność w światowej kinematografii oraz – jak bardzo kino potrzebowało i potrzebuje nadal Ziggy’ego Stardusta. Tym razem nie muzycznie – chociaż jego utwory są wykorzystywane w filmach z dużą częstotliwością i nierzadko w kluczowych momentach („Cat People” w „Bękartach wojny”, „Space Oddity” w „Sekretnym życiu Waltera Mitty”, „Starman” w „Marsjaninie”). Tym razem jednak pokażemy aktorskie oblicze Mistrza.

Na pierwszy rzut oka widzimy, że Bowie przez lata flirtował z kinematografią i że był to jeden z jego długodystansowych romansów. Ale ci, którzy znają specyfikę jego twórczości, zgodzą się pewnie z tezą, że Bowie aktorstwo nie tylko ma we krwi, ale stanowi ono nieodłączną część jego wizerunku. Major Tom zawsze znajdował się na przeciwnym biegunie wobec tych twórców, którzy swoje talenty i charyzmę demonstrowali właśnie poprzez “bycie sobą”. On wyrażał się poprzez kreacje, które sam wymyślał, reżyserował i wreszcie – odgrywał.

[tekst zawiera delikatne spojlery, ale bardziej subtelne niż opisy producentów]

David Bowie w filmach

1976 – “Człowiek, który spadł na Ziemię”

Jednym zdaniem:

Niesamowite, jak powstanie tego filmu i jego fabuła zbiegły się z biografią Bowiego.

czlowiek_ktory_spadl_na_ziemie_bowie_paranafilm

O filmie:

Na Ziemię w przebraniu i pod przybranym nazwiskiem “Thomas Newton” przybywa kosmita w poszukiwaniu źródła wody, której na jego planecie zabrakło, przez co mieszkańcy jego planety zagrożeni są wymarciem. Konfrontacja z przytłaczającym go światem okazuje się być największym problemem na drodze do upragnionego celu. Newman zaczyna prowadzić ziemski tryb życia, a fakt, że sam jest jak niezapisana karta, powoduje, że przejmuje ich mentalność i zwyczaje, równocześnie cierpiąc z powodu własnej odmienności.

Biograficznie:

Nigdy wcześniej ani później Bowie nie był tak bardzo oderwany od rzeczywistości, jak w latach 1974 – 1976. Dopiero kilkuletni pobyt w Berlinie uwolnił Bowiego od autodestrukcji. Do tego czasu odrealniony, pogrążony w manii prześladowczej i przerażony własnymi fascynacjami okultyzmem, żywiący się kokainą, papryką i mlekiem Thin White Duke permanentnie znajdował się w odmiennych stanach świadomości.

Mimo wyniszczenia fizycznego i psychicznego w tym samym roku Bowie nagrał znakomity album “Station to Station”, który idealnie odzwierciedla ówczesny stan jego ducha. Jeśli obejrzycie powstały jeszcze w 1974 roku dokument BBC “Cracked Actor”, zobaczycie, że korelacja między przybyszem z obcej planety Thomasem a ówczesnym stanem emocjonalnym i personą sceniczną Bowiego była wówczas uderzająca.

1983 – “Merry Christmas, Mr Lawrence”

Jednym zdaniem:

Niech Was nie zwiedzie tytuł, bo film z Bożym Narodzeniem nie ma wiele wspólnego – to brytyjsko-japońsko-nowozelandzki film wojenny.

merry_christmas_mr_lawrence_bowie_paranafilm

O filmie:

Osadzona w realiach drugiej wojny światowej na wyspie Jawa opowieść o brytyjskim majorze, który dostał się do japońskiej niewoli, ukazuje głębokie różnice w mentalności obu narodów, a zarazem rodzącą się relację między dwoma żołnierzami wrogich obozów.

Jaki jest charakter tej relacji, będziecie mogli dopowiedzieć sobie sami po obejrzeniu.

Co ciekawe, obu mężczyzn w filmie reprezentują muzycy. Po jednej stronie mamy Jacka Celiersa, granego przez Bowiego, po drugiej natomiast – Ryûichi Sakamoto (jego muzykę usłyszycie m.in. w “Zjawie”), który wcielił się w rolę kapitana Yonoi.

To przykład kina, w którym napięcie, jakie narasta w trakcie filmu, w połączeniu z gorącym klimatem wyspy Jawa (możemy go niemal poczuć podczas seansu), sprawiają, że film jest bardzo intensywny i pozwala widzom na wysoki poziom empatii. W kilku scenach dochodzi do wybuchu emocji, ale wiele dzieje się między słowami.

Ostrzegam, film wymaga zmiany optyki. W przeciwnym w razie może wydawać się momentami nieintencjonalnie śmieszny, niezręczny i odrealniony. Pamiętajmy jednak, że jest w nim zawarty subiektywny punkt widzenia Europejczyków patrzących na kulturę japońskich żołnierzy, a zarazem, z racji koprodukcji, mamy tutaj specyfikę kina japońskiego. Weźcie więc pod uwagę filtr różnic kulturowych przy tym filmie.

Biograficznie:

W 1983 roku Bowie był już zaprzeczeniem znikającego ducha, którego oglądaliśmy w “Człowieku, który spadł na Ziemię”. Opalony, silny, pewny siebie, twardo stąpający po ziemi. Ze swoimi blond włosami ufarbowanymi “na jajecznicę” wkraczał właśnie w erę MTV, gwiazd i “Let’s Dance”, który to album zapewnił mu dobrobyt po kryzysie finansowym (były menager wykorzystywał jego nieświadomość w latach 70-tych) i kilku osobowościowych.

1983 – “Zagadka nieśmiertelności”

Jednym zdaniem:

Wysmakowany, mroczny i poetycki debiut Tonny’ego Scotta – jeszcze nigdy przedstawiciele świata wampirów nie byli tak stylowi.

zagadka_niesmiertelnosci_Bowie_para_na_film

O filmie:

W Nowym Jorku w eleganckim domu mieszkają państwo Blaylockowie. Ona jest wampirem, on jej kochankiem, co ma gwarantować mu nieśmiertelność. Kilkusetletni związek staje jednak w obliczu kryzysu. W rolach pani i pana Blaylock pojawili się piękni ludzie: Catherine Deneuve i właśnie David Bowie. W ich życie wkroczy również emanująca życiem Susan Sarandon. Sam Bowie na ekranie został poddany ekstremalnym metamorfozom, które postawiły go w obliczu nowych aktorskich wyzwań.  Wysmakowanym kadrom o chłodnej kolorystyce i erotycznemu napięciu towarzyszy piękna muzyka. Bowie zresztą sam gra w tym filmie na wiolonczeli. Partneruje dwóm uznanym aktorkom, ale dotrzymuje im kroku. Debiutancki film Tony’ego Scotta podzielił los zdecydowanej większości filmów, w których grał Bowie – zebrał mieszane recenzje, by po kilkunastu latach stać się jednym z tych filmów, na które mówi się “kultowe” i których tytuły wymienia się z szacunkiem, nawet jeśli zdajemy sobie sprawę, że mają swoje niedociągnięcia. Ale artystyczna wizja Scotta stała się jednym z kanonicznych filmów o wampirach. W poetyckim i wysublimowanym obrazie jedni dostrzegają metaforę miłości, inni… AIDS. Mało akcji, gęsty klimat.

Biograficznie:

Premiery “Merry Christmas…” i “Zagadki…” zbiegły się w czasie. Od wydania znakomitego albumu “Scary Monsters” minęły 3 lata. Bowie przygotowywał się do wielkiego komercyjnego skoku, jednocześnie dochodząc do siebie po samobójczej śmierci brata i zamachu na jego przyjaciela Johna Lennona.

1986 – “Labirynt”

Jednym zdaniem:

Bowie jako Jareth – król Goblinów stawiający wyzwania przed nastoletnią Sarą/Jennifer Connelly zniszczył dzieciństwo już dwóm pokoleniom młodzieży.

labirynt_jareth_bowie_para_na_film

O filmie:

W Stanach datę obejrzenia tego filmu nastoletnie dziewczęta często podają jako moment symbolicznego erotycznego przebudzenia. Film Georga Lucasa to chodząca nieprzyzwoitość, która w dzisiejszych czasach w takiej formie nie mogłaby ujrzeć światła dziennego. Niepokojąco niedopowiedziana relacja króla Goblinów i Sary, dziewczynki w wieku wczesnonastoletnim (granej przez młodziutką Jennifer Connelly). Niepokojąco dopasowane, legendarne już legginsy, których nikt inny nie mógłby założyć bez konsekwencji publicznej banicji. Niepokojąca fryzura ewidentnie zdarta z głowy Tiny Turner. Trzeba wiele dystansu, by obejrzeć ten film, ale warto, bo choć produkcja to kuriozalna, można docenić niektóre momenty, rozwiązania i klimat lat 80-tych. Pamiętajmy, że w “Labiryncie” sporo namieszał Terry Jones z ekipy Monty Pytona, dodając nieco absurdalnego humoru. Powstał osobliwy misz-masz i od naszego nastawienia zależy, czy przebrniemy przez labirynt z piosenką “Magic Dance” na ustach, czy też będziemy chcieli czym prędzej uciec od tych osobliwości.

Biograficznie:

Bowie po albumie “Loving the Alien” z 1984 roku funkcjonował już na oparach swojej kreatywności i twórczej energii. Po latach przyznał, że poczuł, iż jego kariera zmierza w złym kierunku, gdy zdał sobie sprawę, że na jego koncerty przychodzą ci sami ludzie, którzy słuchają Phila Collinsa. Wtedy też uświadomił sobie, że komercyjna i nieco koniunkturalna muzyka to nie było nigdy coś, w czym czuł się dobrze.

A film… film estetycznie odzwierciedla ten dziwny i estetycznie szemrany czas w karierze Davida. Ale smaczki i koturnowość, okraszone nostalgią i – niezmiennie! – charyzmą Davida sprawiają, że po przymknięciu oczu na kilka kwestii, wciąż możemy się na nim dobrze bawić.

1988 – “Ostatnie kuszenie Chrystusa”

Jednym zdaniem:

Zdumiewająco wyważona kreacja Bowiego w skandalizującym – zdaniem wielu, nie moim – filmie.

ostatnie_kuszenie_chrystusa_bowie_pilat_para_na_film

O filmie:

Martin Scorsese ukazał alternatywną, chociaż pod wieloma względami zbieżną historię Jezusa z Nazaretu. Skoncentrował się na jego ludzkiej stronie. Ludziom, którzy się na ten film masowo poobrażali, umyka gdzieś fakt, że mamy do czynienia z adaptacją prozy Nikosa Katzanakisa, autora m.in. “Greka Zorby”.

Bowie jako Poncjusz Piłat pojawia się w produkcji epizodycznie, ale ma istotną rolę do odegrania. Jej najciekawszy aspekt jest taki, że sam muzyk nie jest tu kontrowersyjny ani ekstrawagancki – i być może to stanowi dla odbiorców największe zaskoczenie.

Jego Piłat jest spokojny i wyważony, mimo to bez trudu skupia na sobie uwagę widzów. Mediator, reprezentant zdroworozsądkowego światopoglądu. Bowie – wyjątkowo ustępując pola innym skandalistom, samemu szokując brakiem skandalu – stworzył kreację, którą pamięta się do dziś, chociaż na ekranie pojawił się zaledwie na kilka minut.

Biograficznie:

Artystycznie to jeden z najbardziej kryzysowych momentów w karierze Bowiego. Po klęsce “Glass Spider Tour” i albumie “Never Let Me Down”, nigdy chyba nie był bardziej wypalony twórczo. Przed nim kilkuletni etap pracy zespołowej z Tin Machine.

1991 – “Numer nie z tej ziemi”

Jednym zdaniem:

Niewiele znacząca komedia romantyczna z motywem rabunku oraz iluzji, a także marzeniami o lepszym życiu.

linguini_incident_bowie_para_na_film

O filmie:

Dwoje pracowników restauracji łączy siły, by poprawić swój los. On – David Bowie – jest imigrantem, który pragnie zielonej karty. Ona – Rosanna Arquette – ma ambicje zostać artystką w dziedzinie iluzji, specjalizującą się w ucieczkach. Oboje uznają, że napad na pracodawców odmieni ich życie.

Ani to oryginalne, ani arcyzabawne. Dlaczego znalazło się więc w zestawieniu? Bo pokazuje humorystyczne i bezpretensjonalne oblicze Bowiego – zwykłego chłopaka z ambicjami drobnego rzezimieszka. Finezja i talent aktorski pozwalają mu na przekonujący kamuflaż zwykłego człowieka. Wraz z Arquette tworzą dobraną i wiarygodną parę.

Na uwagę zwraca stylizacja pod hasłem “sen szalonego stylisty” – dużo błysku, duże fryzury, stylistyczne kaine grenzen. Ot, nonszalancka mieszanka, którą ja i moi rówieśnicy dostrzegamy na naszych zdjęciach z dzieciństwa, a nasi rodzice nas przepraszają i mówią ze skruchą: “nie wiem, jak mogliśmy tak cię ubierać”.

Tego filmu Bowie nie musi się wstydzić – jest on bowiem tyleż nieznaczący, co uroczy.

Warto też zauważyć, że w filmie przez moment widzimy Iman, miłość życia Bowiego.

Biograficznie:

W 1991 roku Bowie miał już za sobą trasę koncertową “Sound and Vision”. Jego granie z Tin Machine dobiegało końca, a karierze i życiu prywatnemu brakowało konkretnego kierunku, co zmieniło pojawienie się w jego życiu Iman.

1996 – „Basquiat”

Jednym zdaniem:

Film biograficzny o młodym malarzu Jeanie-Michelu Basquiacie, który spotyka na swojej drodze Andy’ego Warhola.

basquiat_warhol_bowie_para_na_film

O Filmie:

„Basquiata” uznaje się za przedstawiciela nowego ekspresjonizmu, taki amerykański „Nikifor”, jeśli chodzi o styl (w ogromnym uproszczeniu, rzecz jasna). Czarnoskóry artysta włóczył się po ulicach Nowego Jorku, zanim odkrył go – i w charakterystyczny dla siebie sposób wykorzystał – Andy Warhol. W jego roli pojawił się właśnie Bowie. Warhol był obiektem jego prywatnej fascynacji, więc z okazji sportretowania skwapliwie skorzystał. Gra na granicy parodii, ale nie przekracza jej. Jego zaangażowanie i przygotowanie do roli w połączeniu z udaną charakteryzacją sprawiły że chyba żadna inna kreacja Warhola nie została tak skomplementowana przez krytyków. Dodajmy, że Bowie sam malował i był miłośnikiem sztuki – ten film był zatem wręcz stworzony dla niego.

Biograficznie:

1996 rok to dla Bowiego okres pomiędzy “Outside” a “Earthling”. Jeszcze zbierał żniwo spektakularnego i mrocznego albumu “Outside”, a już przygotowywał się do zaprezentowania nam siebie w kolejnej odsłonie.

2006 – “Prestiż”

Jednym zdaniem:

Błyskotliwy film Nolana o rywalizacji dwóch iluzjonistów z Nicolasem Teslą w tle.

prestiz_bowie_tesla_para_na_film

O filmie:

Ekscentryczny naukowiec i wynalazca Nicola Tesla w filmie pojawia się na drugim planie – pierwszy stanowi walka o uznanie dwóch skłóconych iluzjonistów, Angiera i Bordena (Hugh Jackman i Christian Bale). Ale nie przeszkodziło mu to zostać zauważonym i zapamiętanym w tej roli oraz wzbudzić nią powszechny szacunek u widzów.

“Prestiż” ujawnił kolejną umiejętność Bowiego – zdolność przyswajania obcych akcentów. Jego wschodnioeuropejski angielski brzmi naturalnie i przekonująco (przypomina akcent, z jakim mówię ja czy Slavoj Ziżek, więc wszystko się zgadza).

Wizualnie jako Tesla Bowie był niemal nie do poznania. Wiele osób nie rozpoznało muzyka w nobliwym panu z wąsem. Zdradzała go tylko charakterystyczna niezwężająca się źrenica w lewym oku. I charyzma, która sprawiła, że tę rolę pamiętamy do dziś. Robi wrażenie fakt, że ekscentryczność Tesli Bowie wydobył bez szarżowania, przy użyciu minimum środków wyrazu!

Biograficznie:

Pojawienie się Bowiego w filmie Nolana miało tym większe znaczenie, że po ataku serca w 2003 roku artysta niemal całkowicie zniknął z życia publicznego. To był jeden z nielicznych wyjątków, które poczynił. A przy okazji stworzył bardzo charakterystyczną, wyrazistą kreację.

Nie tylko aktorstwo

To tylko część filmowych wcieleń Bowiego. Warto pamiętać również o epizodach, takich jak krótkie, ale wyraziste i ważne dla fabuły pojawienie się w “Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną”, zagranie samego siebie w produkcjach: “My, dzieci z Dworca Zoo” i “Zoolander”, rola w “Sierpniu”, “Zwyczajnym żigolo”… a na tych tytułach lista się nie kończy.

A jeśli dodamy początki kariery Bowiego, gdy stawiał pierwsze kroki jako mim, a także zagranie tytułowej roli w teatralnej adaptacji “Człowieka Słonia”, którą zyskał podziw i szacunek u teatralnych widzów… Nie powinno nas dziwić, że Bowie miał zadatki na aktora wszechstronnego.

Mało tego – Bowie miał te magiczne właściwości, że potrafił błysnąć nawet przy wyraźnych brakach scenariuszowo-realizacyjnych – a na tym wykłada się wielu dobrych aktorów.

Przyczyniła się do tego prawdopodobnie charyzma i zupełnie osobliwa zdolność do udźwignięcia scen i stylizacji, które nikomu innemu nie uszłyby na sucho.

labyrinth

Aktor mimo woli

Aktorstwo było dla Bowiego równie naturalne, co smog dla mieszkańców Krakowa. Talent i odwaga w eksperymentowaniu sprawiły, że filmy z nim nie są hiperpoprawne, z reguły ledwo zahaczają o mainstream lub trzymają się od niego z daleka, miewają w sobie wiele śmiesznostek i niezręczności, ale to czyni je bardziej interesującymi. I być może te aspekty przyczyniły się do tego, że chociaż wiele z tych produkcji w momencie swojej premiery miało mieszane recenzje, po latach nierzadko dorobiły się statusu “kultowych”.

Równocześnie udział Majora Toma w filmach następował jakby mimochodem, więc aż trudno sobie wyobrazić, co byłoby, gdyby Bowie zajął się nim “na poważnie”. Pozostaje nam jednak wspomnienie artysty jako jednego z najzdolniejszych piosenkarzy grających w filmach, niepowodującego u nas grymasów niesmaku, a jedynie niedosyt i jeszcze jeden powód, dla którego nigdy Bowiego nie zapomnimy.

Aleksandra Drozd

Jeśli, tak jak my, interesujesz się filmami i spodobał Ci się powyższy tekst, to polub też naszą stronę na Facebooku i zacznij nas śledzić na Twitterze.

Przeczytaj jeszcze to

  • No, to jak zwykle popiszę się moją wiedzą filmową i powiem, że nie widziałam nic. Trochę mi wstyd, choć już przywykłam, że z filmami mi coś nie po drodze.

    • To żaden wstyd – nie jest niczyim obowiązkiem być na bieżąco w filmowych propozycjach, a na dodatek większość tytułów powyżej jest stosunkowo mało znana 🙂 Pozdrawiam(y) 🙂

  • Nie byłam nigdy Bowie-freakiem (że tak to pozwolę sobie ująć), ale zawsze doceniałam jego talent, niezwykłą wrażliwość i twórczość.Z tych filmów sporo widziałam, ale jest kilka pozycji, które z przyjemnością poznam. Dziękuję za garść fantastycznych inspiracji!

  • patrzaczdolu.pl

    zdecydowanie nie moja bajka, ale artykuł przygotowany perfekcyjnie. Gratuluję! 🙂

Top