Loading

W serialu mamy wyostrzoną opozycję: Wspaniała Postępowa Ania kontra Te Wszystkie Głupie Gąski, Którym W Głowie Małżeństwo i Gotowanie. Tak, o gotowaniu Ania wyraża się lekceważąco. Odebrałam to jako typowe niepotrzebne antagonizowanie wynikłe z opacznego rozumienia idei feministycznych, a przynajmniej taki prztyczek dla kobiet, lubiących gotować i wkładać w to serce (jak ja, Głupia Gąska, Której W Głowie Małżeństwo i Gotowanie), podczas gdy jest to czynność – och, jakże trywialna i głupia. Dla mnie taki tok rozumowania reprezentuje źle rozumiany feminizm, który narzuca im swoją wizję kobiety wojowniczej i stroniącej od stereotypowo postrzeganych kobiecych aktywności, “bo tak”, podczas gdy ideą feminizmu w mojej interpretacji jest raczej gwarancja prawa do szczęścia według swojego scenariusza bez poczucia wyższości wobec innych, nawet jeśli ten wydaje się stereotypowy.

SuperAnia, supermoce

I wreszcie – mamy w “Ani” innowacje fabularne, czyli wymyślone od podstaw historie, od których kilkakrotnie włos mi się zjeżył na głowie… Przyzwyczajona do tradycyjnego biegu historii parę razy miałam taką minę jak Maryla Cuthbert, gdy usłyszała pierwszy raz, jak Ania modli się swoimi słowami.

Oryginał służy nam tyloma interesującymi wątkami, które można rozszerzać i modyfikować. Jaki był cel wplatania dramatycznych wydarzeń losowych? Dodajmy: sytuacji nielogicznych, oderwanych od rzeczywistości i skrojonych pod tezę. Rozumiem, że ratowanie życia dziecka chorego na krup jest zbyt mało chwalebne i efektowne, by można było na nim poprzestać eksponując zalety bohaterki. Trzeba było stworzyć losową tragedię i dać się bohaterce wykazać w heroiczny i – uwaga! – koniecznie “niedziewczyński” sposób, żeby można było pokazać, że dziewczyna może robić, co chce! Od początku do końca ten wątek jest przyfastrygowany do całości grubymi nićmi.

Para na film

Scenarzystkę skądinąd mającą na koncie sukcesy na czele z “Breaking Bad”, Moirę Walley-Beckett tutaj kilkakrotnie poniosło, jak gdyby z góry zlekceważyła materiał źródłowy i stwierdziła: “hmmm, ja to zrobię lepiej”.

Są też takie wątki w “Ani, nie Annie”, które nie tylko są absurdalne i nielogiczne, ale również stawiają głównych bohaterów ni stąd ni zowąd w tak złym świetle, że rzucają cień na ich psychologiczną wiarygodność (ta jednak ostatecznie zwycięża dzięki wspomnianym już przeze mnie aktorskim talentom). Z racji, że to recenzja bezspoilerowa, napiszę tylko, że chodzi o sytuację z drugiego odcinka, która ma swój początek pod koniec pierwszego. Dodam też, że moim zdaniem bohaterowie nie byli skłonni do tego, co zrobili. Daję słowo, po takim scenopisarskim wybryku, ktoś powinien paść na kolana i wygłosić kwieciste przeprosiny – i tym razem nie powinna to być Ania!

Złe wrażenie pozostawił w moich oczach również siódmy odcinek – kwintesencja dążenia do kontrowersyjności i ujednolicenia “Ani z Zielonego Wzgórza” za wszelką cenę na modłę współczesnych produkcji. Kumulują się w nim: desperacja, koturnowość, brak konsekwencji i nieprzestrzeganie jakichkolwiek zasad prawdopodobieństwa – mamy tutaj ciąg niezwykłych zbiegów okoliczności objawiających się w idealnym momencie.

Jeden serial: dwa oblicza

Mniej wylewania przysłowiowego dziecka z kąpielą, więcej pokory i nowatorska „Ania „podbiłaby moje serce. A tak – zachwyty nad perfekcyjną obsadą, interesującymi założeniami i nową, realistyczną perspektywą zostały nieco przytłumione przez pobożne życzenia, przerost ambicji i nachalny dydaktyzm. Rozumiem założenie, jakie przyświecało twórcom – uwspółcześnić, udramatyzować, przewartościować – ale nieco się zagalopowali i niektóre zmiany odbyły się bez szacunku dla pierwowzoru oraz bez konsekwencji i z pogwałceniem zasad logiki. Dopóki twórcy rozszerzają wątki, wychodzi to interesująco. Gdy jednak tworzą nowe – cóż, czasem wydaje się to niepotrzebną szarżą.

Twórcy najwyraźniej chcieli, żeby nowa “Ania” pod względem realiów była wierniejsza oryginałowi niż sam oryginał. W takim duchu, w jakim promuje się „Szkarłatny płatek i biały” – XXI-wieczną powieść o mrokach XIX wieku (skądinąd jedną z moich ulubionych), którą w “The Guardian” podsumowano słowami: „tak pisałby Dickens, gdyby mógł”.

“Tak pisałaby Lucy Maud Montgomery, gdyby mogła!” – krzyczą do nas twórcy. Tymczasem wyszło tak, jak chcieliby twórcy, żeby pisała Montgomery. Niestety ich wizja świata w konfrontacji z realiami pozostaje jedynie pobożnym życzeniem.

Aleksandra Drozd

Strony: 1 2 3

Przeczytaj jeszcze to

  • Myślę, że te 100lat temu nie byliśmy gotowi na „brutalną” Anie- teraz chętnie obejrzałabym ten serial, trochę szkoda ze tego Netfixa nie mam 😉

    • Netflix fajna sprawa 🙂 A jak znajdziesz sobie „netflixową rodzinę”, wychodzi całkiem znośnie cenowo 😉

      • co to znaczy rodzina netfixowa?:)

        • Grupa znajomych (lub nieznajomych, ale zaufanych) osób, z którymi dzieli się konto i opłaty. W ramach jednego konta można mieć maksymalnie pięć profili, a jeśli każdy z ich właścicieli dorzuca się do comiesięcznej stawki – Netflix staje się całkiem tani 🙂

          • ale trzeba mieszkać razem z tą „rodziną” ? 😉

  • Miałam obejrzeć, ale chyba wolę utrwalić obraz „starej”, dobrej Ani.

    • Miałam podobne odczucia, więc rozumiem Cię… Natomiast spojrzenie z innej perspektywy na naszych ulubionych bohaterów też ma swój urok 🙂 // O.

  • August Ciechociński

    Jestem bardzo ciekawy tego serialu. Uwielbiam takie miejsca jak Wyspa Księcia Edwarda

    • Mam tak samo 🙂 Kusi mnie też Islandia i Grenlandia, natomiast jakoś nie ciągnie mnie do miejsc bliżej równika 😉 // O.

  • Nie widziałam tego serialu, ale bardzo chętnie to nadrobię. Aktorka idealnie pasuje do Ani 😉

  • Pamiętam, że książka mnie odrzuciła i ciągle czeka na stosiku, aż do niej wrócę. Film z lat 80-tych bardzo lubiłam i niedługo zabieram się za serial Netflixa 🙂

  • chętnie zobaczę tę wersję Netflixa…i zainteresowąłas mnei swym punktem widzenia – Ania bez upiększeń… brzmi intrygująco.

    • Na pewno warto spojrzeć na Anię z innej perspektywy 🙂

Top