Loading

Jedyny zarzut mogę mieć nie do nich, lecz do reżyserki i scenarzystów, gdy w kolejnych odcinkach nieco zbyt daleko i zbyt szybko w moich oczach odchodzą od wyjściowych charakterów swoich postaci. Po prostu Maryla jest o kilka tonów zbyt ciepła, a Mateusz momentami bywa ciut zbyt otwarty. Ale to ciągle nie jest rażąca przesada, nie w porównaniu do innych przejawów braku umiaru twórców wobec reinterpretacji powieści.

Nie zapominajmy również o Rachel (funkcjonującej w wielu polskich tłumaczeniach powieści jako Małgorzata) Linde ze swoim świdrującym spojrzeniem, brutalnie szczerej i bezczelnej,  ale w gruncie rzeczy dobrej i życzliwej, której wścibstwo ma również dobre pobudki. To wszystko skutecznie udało się przemycić aktorce Corrine Koslo, chociaż nie miała ku temu zbyt wiele okazji.

Diana i Gilbert – ich odtwórcy również wydają się być skrojeni pod swoje role. W przypadku Gilberta może przesadzono w podkreślaniu jego pozycji “najfajniejszego dzieciaka w klasie”, później natomiast, może nieco przesadzili z udramatyzowaniem jego losów, by ostatecznie zdradzić się z brakiem pomysłu na jego postać. Ale znów – młody aktor sprawdził się jako obiekt ambiwalentnych uczuć Ani koncertowo. 

Para na film

Prawda, że brzmi jak ekranizacja doskonała?

Przeniesienie akcentów, zmiana tonacji i fantastycznie dobrana obsada – sprawiły, że po pierwszym odcinku przepełniały mnie pozytywne emocje, niemal wzruszenie, że powracam po latach do tak doskonale znanego mi świata, a teraz jakbym odkrywała go na nowo.

Nie bardzo przechodzi mi natomiast przez klawiaturę określenie “adaptacja”. I w tej swobodzie według mnie leży problem. Problem, który początkowo starałam się bagatelizować, ale od którego w trakcie oglądania stopniowo rzedła mi mina.

Nie chodzi o to, że uzupełniono i rozszerzono pewne wątki. Tego rodzaju zmiany w wielu przypadkach wyszły “Ani, nie Annie” na dobre. Jedną z najbardziej wartościowych w moich oczach było wspomniane już dodanie retrospekcji z wczesnego dzieciństwa Ani. Trafnym posunięciem okazało się także pochylenie nad przeszłością Maryli i Mateusza i ich niespełnionych miłości. Ten epizod z życia Maryli w książce był zasygnalizowany, ale o przeszłości Mateusza nie wiedzieliśmy niemal nic – cieszy mnie pokazanie tego uznanego za nieco zdziwaczałe rodzeństwa jako dwojga ludzi, którym życiowe komplikacje stanęły na drodze. Pierwsza miesiączka Ani – temat przemilczany w powieści ze względu na obyczajowe tabu, które szczęśliwie w naszych czasach staje się już fikcją – to kolejne uzupełnienie, którego pojawienie się uważam za zasadne. Podobnie jak wyeksponowanie przeżyć Gilberta (do pewnego stopnia) i wątek francuskiego parobka pracującego na Zielonym Wzgórzu, te bowiem ciekawie eksponują egocentryzm Ani i inne jej wady, dopełniające jej charakteru. Ania ciągle nie do końca dowierza własnemu szczęściu, dlatego walczy o to, by zasłużyć na uznanie swoich opiekunów. A gdy rywalizuje, jest zdeterminowana, bywa wręcz nieprzyjemna i opryskliwa. A także przemądrzała i próżna. Trzeba jej jednak przyznać, że ma świadomość swoich wad, co w wieku wczesnonastoletnim świadczy jednak o pewnej dojrzałości.

Avonlea jako bastion feminizmu

Są w produkcji Netflixa modyfikacje sprzyjające dramaturgii, w końcu dzięki nim serial jest dostosowany do współczesnego dorosłego widza, ze szczególnym uwzględnieniem regularnego netflixowego oglądacza seriali, a jak wiadomo – coraz trudniej go zaskoczyć. Są jednak również takie zmiany, po obejrzeniu których miałam ochotę zawołać jak Maryla: “dość już tych nonsensów!”.

Para na film

Problem stanowią innowacje dwojakiego rodzaju. Pierwsze z nich to te światopoglądoweusiłujące na siłę uczynić mieszkańców Avonlea postępowymi. Ja rozumiem, że ruch sufrażystek istniał już wtedy, ale nie zapominajmy, że była to mniejszość! Tu natomiast konserwatywne gospodynie domowe w małej miejscowości rozmawiają z zapałem o feminizmie. Jaki sens ma takie zaklinanie rzeczywistości? Czy nie można było tego wątku poprowadzić subtelniej, a przez to bardziej wiarygodnie? Jaki jest cel w zamienianiu XIX-wiecznej powieści we współczesny manifest feministyczny za wszelką cenę? Do pewnego stopnia podoba mi się wątek Józefiny i zasygnalizowanie szczególnego charakteru jej wieloletniej przyjaźni z drugą kobietą – w przypadku bogatej ekscentrycznej damy z miasta taki scenariusz życia wydaje się być wiarygodny. Jednak nagłe kultywowanie feministycznych idei w prowincjonalnym świecie wydaje się być doczepione na siłę i zamiast woni emancypacji roztacza nad Avonlea dydaktyczny smrodek.

Dobrze, że sama Ania – wyprzedzająca epokę, w której żyła – reprezentuje sobą dążenia do zdobycia wykształcenia, realizowania swoich marzeń oraz egzekwowanie prawa do bycia sobą poza ramami konwenansów, w które usiłowano wtłaczać kobiety.  W końcu na kartach powieści L.M. Montgomery również wcielała w życie te idee, dopóki nie [spoiler] wyszła za mąż, urodziła szóstkę dzieci i definitywnie porzuciła swoje ambicje literackie i dydaktyczne [/ koniec spoileru]. Ale zakładając, że to był jej wybór – miała do tej zmiany kierunku pełne prawo.

Strony: 1 2 3

Przeczytaj jeszcze to

Top