Loading

Gdy jedni w swoich pięknych domach wśród kwitnących ogrodów pogardliwie krytykują władzę sącząc drinki, drudzy za wszelką cenę chcą odmienić losy świata. Nawet jeśli będzie to oznaczało szaleństwo… „Amerykańska sielanka” w reżyserii Evana McGregora – recenzja z interpretacją, ale bez spojlerów.

Ten straszny Philip Roth

W Polsce laureaci nagrody Pulitzera nie cieszą się popularnością porównywalną do tej, jakiej doświadczają za oceanem. Niby nic w tym dziwnego, bo to przecież nagroda amerykańska, ale przecież takie Oscary w Polsce są dla wielu widzów wyznacznikiem filmowych wyborów. Tymczasem część pozycji autorstwa twórców uhonorowanych złotymi medalami nawet nie doczekała się polskiego tłumaczenia, co może być zarówno przyczyną, jak i skutkiem obojętności.

Zdarzają się jednak wyjątki. I tak na przykład “Szczygieł” Donny Tartt przebił się do świadomości znaczącej liczby polskich czytelników i trafił pod strzechy – a konkretnie pod dachy Lidla, bo nawet tam można go było dostać. Do tych wyróżnionych książek, które nie utonęły na polskim rynku (i w ogóle się na nim pojawiły), obok “Blondynki” czy “Godzin”  można zaliczyć również “Amerykańską sielankę” Philipa Rotha, za którą pisarz został doceniony w 1998 roku. Zainteresowanie można tłumaczyć poprzednią powieścią „Kompleks Portnoya”, która wywołała w Polsce mały skandal obyczajowy. Nie spłonęła wprawdzie na stosie, ale podawano ją sobie cichaczem, równocześnie głośno dyskutując o jej deprawujących właściwościach. Druga część trylogii Rotha była już zdecydowanie mniej obrazoburcza.

Evan Wszechmogący?

“Amerykańska sielanka” trafiła do zestawienia 100 najlepszych anglojęzycznych powieści magazynu “Time”. Można było zatem robić zakłady, kiedy doczekamy się jej ekranizacji. Zaskoczenie natomiast stanowi fakt, że zabrał się za nią znany i ceniony aktor Evan McGregor, dla którego jest to debiut reżyserski. Jakby wyzwań było mu mało, aktor szkockiego pochodzenia wybrał siebie do roli modelowego amerykańskiego obywatela. Czy ma szansę dołączyć do nielicznej grupy odtwórców potrafiących również tworzyć?

Miłośnicy twórczości Rotha wśród największych atutów “Amerykańskiej sielanki” jednym tchem wymieniają wyrazisty styl i plastyczny język powieści. Nie dziwi więc, że McGregor nie zrezygnował z narracji prowadzonej z perspektywy pisarza dokumentującego losy Seymoura Levova – amerykańskiego Żyda nazywanego “Szwedem” (Szkot gra Amerykańskiego Żyda, który ma pseudonim “Szwed” #mnie śmieszy) z uwagi na jasną karnację. Już na samym początku zostajemy uświadomieni, że przed naszymi oczami wydarzy się katastrofa i od pierwszych minut nieuchronnie zmierzamy ku fabularnej górze lodowej.

I od pierwszych minut filmu szukamy rys na wizerunku nieskazitelnej rodziny, jaką stworzył perfekcyjny Lenov, określany jako “nasz Kennedy” z byłą miss New Jersey, piękną Dawn, która otrzymała twarz i ciało Jennifer Connelly. Seymour przejmuje po ojcu rentowny biznes galanteryjny (eleganckie rękawiczki – wymowny symbol dobrobytu i pozycji społecznej w starym świecie), niedługo też zostaje ojcem Merry, przeprowadzają się na wieś. Prowadzą dobre i uczciwe życie, również na gruncie społecznym. Firma Seymoura zatrudnia czarnoskórych pracowników, których ten bardzo dobrze traktuje. Cieszy się nieposzlakowaną opinią. Wspaniała, mądra i kochająca córka wydaje się być dopełnieniem szczęścia i obietnicą dalszej sielankowej przyszłości.

Kryzys is coming

Oglądamy zatem ten stereotypowy obraz uroków życia i doskonałej harmonii lat 50. i 60., który z polskiej perspektywy (gdy porównamy ówczesne realia USA do PRL) wydaje się tym bardziej nieskazitelny. Pęknięcia się pojawiają, ale nie zwrócilibyśmy na nie uwagi, gdybyśmy nie wiedzieli, co nas czeka. A tak – jesteśmy czujni. W przeciwieństwie do Levovów, którzy lekceważą symptomy. Te zaś kumulują się w ich córce. Jąkanie jest zaledwie punktem wyjścia wobec zignorowanych przez nich problemów psychologicznych – od kompleksu Elektry poprzez brak pewności siebie, aż po desperackie pragnienie akceptacji. Merry pragnie wyglądać jak Audrey Hepburn, z wiekiem rośnie w niej frustracja, a równolegle jest inteligentnym i bardzo wrażliwym dzieckiem. Ze swoją refleksyjnością i kontestowaniem rzeczywistości “córka byłej miss i kapitana drużyny futbolowej” nie znajduje porozumienia z pogrążonymi w samozadowoleniu rodzicami. Stopniowo i niepostrzeżenie zaczyna ich terroryzować, a czyni to z wyrafinowaniem i ponurą satysfakcją. Przepaść między nimi się powiększa, aż w końcu dochodzi do eskalacji konfliktu.

Historia USA w czterech ścianach

Życie rodziny Levovów i historia USA biegną wspólnym torem. Napięcie w domu na linii córka – rodzice rośnie nierozerwalnie z sytuacją w kraju. W latach 60-tych atmosfera nad Ameryką stopniowo gęstniała, by ostatecznie skumulować się w okresie intensyfikacji działań wojennych w Wietnamie i walki czarnoskórych o prawa obywatelskie i równouprawnienie. Gniew Merry i jej niezgoda na rzeczywistość nie mogły trafić na bardziej żyzny grunt. Nagle wszystkie rysy pękają i wali się świat.

Wraz ze zmianą nastrojów zmienia się oświetlenie kadrów. Pierwsza część filmu stała pod znakiem dominacji światła, ale wraz z kresem sielanki zaczyna dominować mrok. Podejrzewam, że jasne oświetlenie pełniło również niebagatelną rolę wspomagającą przy robieniu z czterdziestoparoletnich Connelly i McGregora dwudziestolatków, co – trzeba przyznać – zakończyło się sukcesem.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że historia Levovów to niemal historia Ameryki, a kryzys w rodzinie to odzwierciedlenie rośnięcia w siłę ruchów kontestatorskich w Stanach Zjednoczonych. Dorastająca dziewczyna (w 16-letnią i starszą Merry wciela się Dakota Fanning) od początku negowała doskonałość starego ładu, podczas gdy ojciec i matka stali na straży “dobrego porządku”. Z zacietrzewieniem niszczy dotychczasowy świat, w którym się wychowała i przeciwstawia swoje działania zachowawczości i bierności, zamykaniu się w skorupie bezpieczeństwa, co jej zdaniem czyni jej rodzina….

Strony: 1 2

Przeczytaj jeszcze to

Top